piątek, 17 marca 2017

Dzień za dniem..

 Codziennie obiecywałam sobie tu zajrzeć i coś napisać i nagle zrobił się piątek, koniec tygodnia i znów kolejny tydzień zleciał..
 Za nami imieniny mojej mamy. Było jak zawsze pysznie i wesoło :) Była moja siostra i chrzestna- siostra mojej mamy oraz kuzynka z mężem i córką, więc Junior miał też towarzystwo do zabawy. Przyjechała również moja teściowa. Fajnie było się spotkać wszyscy razem. Ja co prawda miałam straszną chrype i bolało mnie gardło i wszyscy śmiali się, że mówię jak żaba ;) Ale dałam radę.

 Niestety w niedzielę czułam się już gorzej, obudziłam się z bólem głowy i ledwo mogłam mówić, więc cały dzień spędziłam w łóżku pod kocem popijając gorące herbatki z cytryną i miodem oraz z sokiem z czarnego bzu. Cały dzień czułam się kiepsko i nawet apetytu nie miałam.

 W poniedziałek jakoś zwleklam się z łóżka, żeby odstawić Syna do przedszkola. Wrócił po tygodniu przerwy. Na szczęście jeździmy teraz z moją koleżanką I. i jej córka autem, więc nie musimy chodzić pieszo w tym zimnie, bo niestety poranki nadal są chłodne. Dziś pada od rana :/ Koleżanka odebrała mi Juniora z przedszkola o 15,0 i przywiozła do domu, bo widziała, że źle się czuje (i wyglądam). Byłam jej bardzo wdzięczna, bo mogłam jeszcze jeden dzień spędzić w łóżku, wygrzać się, pospać dopołudnia i dojść do siebie.

 Od wtorku na szczęście było już z każdym dniem lepiej i już jest całkiem ok. Paskudne wirusy :/ Historia z synem koleżanki, o którym pisałam ostatnio skończyła się tak, że poszedł do przedszkola we wtorek i środę i pani Asia zwróciła koleżance uwagę, że M. ma straszny kaszel aż się ponoć dusił w pewnym momencie, więc już w czwartek został z mamą w domu. Pewnie głupio po prostu zrobiło się koleżance, więc zostawiła syna w domu na czwartek i piątek, a także poniedziałek i wtorek (widocznie nadal nie widziała poprawy) i dopiero w środę wrócił do przedszkola. Była z synem nawet u alergologa zrobić testy, bo była przekonana, że to alergia na coś.. Ale testy nic nie wykazały.

Suma summarum wyszło na to, że miałam rację i, i tak M. musiał zostać z nią w domu na te chociaż kilka dni, bo był chory. I że chorych/przeziębionych dzieci nie posyła się do przedszkola zwłaszcza, gdy ma się z kim zostawić je w domu!

 Jak już doszłam całkiem do siebie to wysprzątałam całe mieszkanie na błysk i zaprosiłam wczoraj do południa na kawę koleżankę-sasiadkę, która jest aktualnie w ciąży. Dawno się nie widziałyśmy choć mieszkamy w jednym bloku ;) Moni "stuknęła" już połowa ciąży (jak ten czas leci!)  i na usg połówkowym wyszło, że prawdopodobnie będzie dziewczynka :) Super! W lipcu ma termin :) Druga moja dobra koleżanka I. ma termin na początek września, ale jeszcze nie wiadomo kto będzie ;) Trzymam za obie kciuki, najważniejsze, żeby dzieciaczki zdrowe były!

 A wczoraj zaraz po powrocie z przedszkola poszliśmy z syniem do naszej fryzjerki- ja na podcięcie grzywki, a Junior na obcięcie, bo miał zdecydowanie za długie włosy. Junior bardzo lubi chodzić do fryzjera i zawsze dostaje od p. Gosi na koniec lizaki ;)

 Dziś po południu idę do mojej B. na kawkę i płoty ;) A na jutro zaprosiliśmy naszych przyjaciół na kawę i ciacho, a potem w planach jest też pizza :) Zapowiada się fajny weekend, który zaczyna się już dziś :)

 Za trzy dni pierwszy dzień wiosny.. czekam już na nią baaardzo! Żeby przyszła wreszcie taka ciepła, słoneczna i prawdziwa! Bo na razie choć słońca było dużo w tym tygodniu to zimno strasznie i my nadal chodzimy w grubszych kurtkach, butach i (dzieciaki) w czapkach i szalikach.. Mam już tego dość. Chcę ubrać wiosenny płaszczyk lub cienką kurtkę i Juniorowi wiosenna kurteczkę i czapkę. Wiosno przybywaj!!

piątek, 10 marca 2017

Przeziębienie i Dzień Kobiet

 Kolejny tydzień za nami. Czas tak szybko ucieka, że nie nadążam. Dopiero co był weekend, a już kolejny się zaczyna :)

 W zeszlą sobotę po zajęciach u logopedy pojechaliśmy do miasta P. Najpierw byliśmy na pysznym obiedzie u mojej siostry, a potem razem z nią wybraliśmy się do kina. Chłopaki- mały i duży poszli na "Lego Batmana", bo synek bardzo chciał, a ja z siostrą obejrzałyśmy sobie polską komedie "Porady na zdrady" :) Bardzo fajny i zabawny film. Może niezbyt ambitny ani wybitny, ale na odstresowanie się dobry ;) Na sobotnie popołudnie w sam raz.
Potem już całą czwórką poszliśmy na kawe/herbatę/sok i pyszne ciacho :)) Tym razem zdjęć brak.

 A w niedzielę Junior był zaproszony na urodziny koleżanki P. do sali zabaw. A my razem z nim ;) Z rodzicami P. i jeszcze jedną parą przyjaciół mieliśmy okazję się nagadać i wypić razem kawę. A dzieciaki oczywiście szalały! Było baaardzo wesolo (i chwilami głośno) Po kilku godzinach zabawy jeszcze było im mało, ale trzeba było wracać do domu. Na drugi dzień trzeba było wstać rano do przedszkola.. Ale niestety w nocy Synio obudził się z gorączką :( Co prawda nie dużą, bo zaledwie 37,6, ale już wiedziałam, że coś się dzieje i że z przedszkola nici. W poniedziałek rano Młody wstał już bez gorączki (która już do końca tygodnia na szczęście nie wróciła)  ale za to z zapchanym nosem.. W ruch poszedł nabulizator trzy razy dziennie, syrop przeciwwirusowy i zwiększona dawka witaminy C (mamy taką rozpuszczalna do picia, naturalną z aceroli) No i oczywiście stare dobre sposoby- sok z czarnego bzu, herbata z cytryną, miodem i imbirem i syrop z cebuli ;) Na szczęście to tylko zwykłe przeziębienie i nawet katar nie był duży, bo Junior wcale dużo nie smarkał (bywało gorzej) ale ten tydzień spędził ze mną w domu, bo przecież nie puszczę go z katarem do przedszkola, żeby zarażał innych. Choć wiem, że inni rodzice tak robią i wcale się nie przejmują i jeszcze potrafią kłamać i udawać, że ich dziecko nie jest chore albo że to alergia... Ręce czasami mi opadają jak to słyszę!

 Ja taka nie jestem i jak widzę, że z dzieckiem jest coś nie tak to go nie zaprowadzam, bo oprócz tego, że wirus idzie dalej i zaraża wszystkich wokół to dziecko jest przecież osłabione, nie ma takiej koncentracji jak zawsze i się zwyczajnie męczy na zajęciach po prostu. A poza tym pani w przedszkolu nie poda przecież leków, nie zrobi herbatki z sokiem malinowym ani nie zrobi inhalacji. Dziecko chore czy przeziębione powinno wygrzać się w domu i dojść do siebie, do zdrowia porządnie. A niestety mamy są różne i mają różne podejście, jak dla mnie dziwne. Mam koleżankę, która ma syna w grupie Juniora, który to w weekend dostał mocny kaszel (aż się dusił ponoć) Więc w poniedziałek został z mamą w domu. Jednak, gdy we wtorek rano spotkałam ją na zakupach w naszym osiedlowym sklepie oznajmiła mi, że właśnie zawiozła Młodego do przedszkola. Na moje pytanie "czy z nim już lepiej, czy już ok?" usłyszałam, że nie, bez zmian, ale że skoro nie ma gorączki i nudził się w domu to niech lepiej idzie do przedszkola.. W szoku byłam szczerze mówiąc i nie wiedziałam co powiedzieć! A najbardziej zszokowały mnie jej słowa, że "marudził tylko i lepiej niech chodzi do przedszkola, bo wtedy ona nie musi się nim zajmować i ma spokój". I dodam, że koleżanka jest na zwolnieniu lekarskim od początku stycznia, bo jest w ciąży, więc siedzi w domu! Jest w piątym miesiącu ciąży, więc to niezbyt zaawansowana jeszcze ciąża, wszystko jest ok, czuje się bardzo dobrze, więc to nie jest tak, że musi cały dzień leżec i nic nie robić.. Dziwią mnie słowa kobiety, która za chwilę będzie miała drugie malutkie dziecko, które potrzebuje opieki 24h/dobę, że jej się nie chce "zajmować" chorym 6-latkiem, bo woli mieć spokój i odpoczynek.. Że jej nie jest żal swojego dziecka.. To co ona zrobi, gdy mlodszym dzieckiem będzie trzeba się non stop zajmować, a starszy zachoruje? Małe odda do babci, a starszego chorego do przedszkola, żeby mieć święty spokój?? Dziwne bardzo. To po co chciała mieć dzieci? Żeby się nimi nie zajmować i nie mieć "problemu"? Ja takiego podejścia nie rozumiem. To jest egoizm.

 Ale mniejsza z tym. To jej sprawa. Chociaz nie. Moja także, bo jej dziecko jest w grupie z moim i może go zarazić! Wyraziłam swoje zdanie, bo znam ją dobrze i żal mi jej syna, bo to fajny i grzeczny chłopiec. Nie można chorych, przeziębionych dzieci posyłać do przedszkola. Żeby roznosiły wirusy i gorzej/dłużej dochodziły do siebie. Przedszkole to nie przechowalnia, a niedoleczone choróbska mają swoje skutki i konsekwencje. Nie można myśleć tylko o sobie i swojej wygodzie. Koniec kropka.

 Zmieniając całkiem temat, w środę był Dzień Kobiet i oczywiście moje Chłopaki pamiętali o mnie :)) Dostalam od męża i synka piękne kwiaty i coś słodkiego :)))
   
                       


Junior narysował też dla mnie laurkę, a nawet dwie :)

                         

 Ten ludzik na pomoście to Junior łowiący ryby nad jeziorem ;) Chciałam mu dać do przedszkola na środę kwiatka dla p. Asi i batoniki dla dziewczynek (bo to też małe kobietki) ale niestety nie mógł iść do przedszkola. Nie chciałam ryzykować, że wróci bardziej chory.. Jak to napisała niedawno Agatka "plany planami, a życie sobie.." ;) No cóż może za rok.

Mąż był też z kwiatkami u mojej i swojej mamy, a także u bratowej i bratanic :) Mój teść też zawsze pamiętał o mnie i co roku przywoził mi tulipany w tym dniu, także rok temu... :(  Tak dziwnie, że już go nie ma, czasem o tym zapominam..


 Synek niestety poczęstował mnie wirusem i we wtorek wieczorem miałam stan podgorączkowy i czułam się kiepsko. Na drugi dzień było już znacznie lepiej, ale ból gardła i lekka chrypka została do dziś :/ Pogoda podła, codziennie przelotnie pada i jest chłodno, więc sezon chorobowy trwa.. A typowe przedwiośnie dopiero przed nami, gdy jest taka dziwna, zmienna i zdradliwa pogoda.. Gdy ranki są bardzo zimne, a popołudnia ciepłe i słoneczne i nie wiadomo jak się ubrać, a zwłaszcza dziecko do przedszkola itp.  Wtedy najwięcej wirusów krąży i o katar nie trudno :(

 Wczoraj dla poprawy nastroju byłam "zrobić sobie" pazurki. Tym razem w spokojnych szarościach, bo takich jeszcze nie miałam :)
                         

 Mam nadzieję, że jutro będzie już lepiej i będziemy wszyscy zdrowi, bo moja mama wyprawia imieniny i zaprosiła nas do siebie :) Będzie nasza najbliższa rodzinka (także moja teściowa) więc będzie nas 11 osób. Znów imprezka w gronie rodziny ;) A takie ciastko ma dla babci Junior:
 
                       

Sezon urodzinowo-imieninowy u nas trwa ;) Cudownego weekendu wszystkim!

piątek, 3 marca 2017

I już mamy marzec!

 Impreza urodzinowa mojej siostry w zeszła sobotę udała się bardzo. Było smacznie, wesoło i uroczyście :) Humory wszystkim dopisywały, dzieciaki poszalały, jubilatka zadowolona i to najważniejsze :) Mieliśmy okazje spotkać się z ciocia i wujkiem, którzy mieszkają dość daleko od nas (koło Ciechocinka) i z którymi dość rzadko się widujemy, ale przyjechali specjalnie na urodziny I. Ciocia to chrzestna mojej siostry. Pod wieczór na koniec imprezy było widać, że I. jest już zmęczona, ale dała radę i wszystko fajnie się udało.

                       






 Kwiatki od nas dla siostry:

 Siostra ostatnio czuje się lepiej, nie przejmuje już dłuższy czas chemii, która ją wykańczała, więc jest ok. Miała mieć w tym tygodniu szczegółowe badania- tomograf, usg itd. Ale jej pani doktor wyjechała na tydzień, więc musi czekać. Jesteśmy wszyscy bardzo ciekawi wyników. Co się dzieje i czy jest jakaś poprawa?? Najgorsze jest to, że ona nadal nie odzyskała apetytu, często co zje to zwraca i przez to jest osłabiona i chudnie.. Jest teraz strasznym chudzielcem.. Ale nie poddaje się, wróciła właśnie do pracy (skończyło jej się chorobowe oraz zaległy urlop) co prawda nie na pełen etat, wie że musi uważać na siebie i się oszczędzać i jej szef to rozumie (na szczęście!) Ale małymi krokami wraca do swojego starego życia. Zaczęła chodzić też do dietetyczki, która ustawi jej odpowiednią dietę i ilość posiłków, aby przytyła i doszła do siebie. Musi zregenerować organizm. Trzymam za nią mocno kciuki!

 A ja w ramach relaksu i oderwania się od obowiązków i codzienności byłam wczoraj na kawie i pysznym deserze w naszej ulubionej kawiarni z przyjaciółką M. i koleżanką P. Miała też iść z nami B. ale się rozchorowała niestety :( Biedna.
                     

 Fajnie tak od czasu do czasu wyrwać się z domu i pobyć dla odmiany wyłącznie w babskim towarzystwie i pogadać choćby o głupotach ;) Lubię czasem spotkać się z Pati, bo ona jest mega zakręcona i wesoła! Zawsze mnie rozśmiesza ;)

 A dziś byłam u kosmetyczki na zabiegach na twarz z kolagenem. No cóż latka lecą i niedługo nie da się tego ukryć.. trzeba zacząć jakoś bardziej o siebie dbać, zwłaszcza o cerę. I nie ukrywam było to bardzo miłe przedpołudnie :) Czysty relaks.

 W przedszkolu u Syna wszystko dobrze, po zeszłotygodniowym szaleństwie (bo i wycieczka do teatru i bal) ten tydzień był spokojny. Temat na ten tydzień to "kosmos", więc poznawali wszystkie planety, mówili o gwiazdach i rakietach kosmicznych ;) Robili różne prace plastyczne na ten temat i budowali robota z kartonów i różnych dziwnych materiałów ;) Fajny i wielki im wyszedł!

 Weekend zapowiada nam się fajnie i ciekawie ponieważ jutro (po zajęciach u logopedy) wybieramy się we trójkę do kina :)) Jeszcze nie wiemy na co (rozmowy trwają) ale na pewno coś fajnego wybierzemy i będziemy się dobrze bawić. A potem pójdziemy na dobry obiad. Za to w niedzielę Junior jest zaproszony na 15,0 na urodziny koleżanki P. córki naszych przyjaciół :) Imprezka będzie w sali zabaw, więc będzie wielka frajda! A my posiedzimy z przyjaciółmi, pogadamy, wypijemy kawkę. Tam gdzie odbędą się urodziny P. jest fajnie, bo jest mnóstwo miejsca, także dla rodziców. Jest specjalna sala ze stolikami, fotelami i kanapą, gdzie można usiąść i porozmawiać. Można zamówić kawę, herbatę, ciasto. Jest ok :) Także udanego weekendu wszystkim życzę!

piątek, 24 lutego 2017

Lodowisko, bal i inne wydarzenia

 Zacznę od Walentynek choć to było już dawno temu, ale na tym ostatnio skończyłam ;) A chce, żeby było chronologicznie i po kolei "ku pamięci" ;)
Walentynek jakoś szczególnie nie obchodzimy, ale moje Chłopaki dostali słodkie serduszka i bardzo się ucieszyli, a ja takie piękne kwiaty:
     

Junior z przedszkola natomiast przyniosł takie cuda z masy solnej, robili razem z panią. Dla mamy i taty :))

                       

 W następny dzień w środę byłam umówiona z przyjaciółką B. i naszą wspólną koleżanką P. na kawę i plotki ;) P. mieszka od ponad dwóch lat w Anglii i przyjeżdża 2-3 razy w roku do domu i wtedy staramy się zawsze spotkać i spędzić razem choć trochę czasu i nie możemy się nagadać :) P. jest świetną pozytywną dziewczyną i bardzo ją lubię. Szkoda, że wyjechała tak daleko i widzimy się tak rzadko.. W każdym razie spotkanie bardzo udane!

Weekend spędziliśmy bardzo fajnie, aktywnie i rodzinnie :) W sobotę wybraliśmy się znów do dużego miasta (gdzie mieszka moja siostra) na sztuczne lodowisko :)) Tym razem byliśmy we trójkę i wybrała się też z nami moja siostra, chrzestna i kuzynka z córką. Ale było fajnie! Dzieciaki miały frajdę i my dorośli również :)
                       






 Junior radzi sobie już coraz lepiej na łyżwach i stwierdziliśmy, że jeszcze ze dwie wizyty na lodowisku i będzie super. Trzeba korzystać póki można, bo zima się kończy, co zresztą przyznam szczerze nie bardzo mnie martwi ;) Wręcz przeciwnie. A jeśli chodzi o pogodę to taka dziś u mnie za oknem:
                   

Mrozu i śniegu nie było u nas od końca stycznia, a tu dziś taka niespodzianka! Rano padał deszcz, a w południe śnieg i to sporo. Ale za chwilę to wszystko stopnieje, bo jest +6 st. Dziwna pogoda.

 W niedzielę rano mój mąż pojechał z kolegami na targi wędkarskie do Poznania i nie było go prawie cały dzień. A my z synem leniuchowaliśmy ;) Na obiadek poszliśmy do babci ;) A potem odwiedziliśmy moją przyjaciółkę M. i jej syna Tymka- kumpla Juniora. Chłopaki bawili się jak zwykle lego, a my mogłyśmy pogadać. Wieczór spędziliśmy już we trójkę w domku, zamówiliśmy sobie pizzę i było fajnie.

 Za to w poniedziałek, gdy Junior był w przedszkolu pojechałam z B. rano do jej lekarza na wizytę (do endokrynologa) i potem na zakupy. B. miała wolne, Junior do 15,0 w przedszkolu, więc miałyśmy sporo czasu. Wpadłyśmy też oczywiście coś zjeść do nowej niedawno otworzonej knajpki i bardzo nam się tam spodobało :)
 
                       


Fajny klimat i dobre jedzenie, a herbata z pomarańczą, imbirem i goździkami przepyszna :))

Na pewno jeszcze tam wrócimy. Zakupy też udane-  mam dwie nowe bluzki i legginsy na wiosnę :) O 15,0 odebrałyśmy razem Juniora. B. pierwszy raz była w naszym przedszkolu, zobaczyła Juniora salę i szatnie itd. Młody się bardzo ucieszył, że ciocia go odebrała. Potem pojechaliśmy jeszcze razem na myjnię.

 A we wtorek prawie wszystkie dzieciaki z przedszkola Juniora (tylko maluszki nie jechały) miały wycieczke do innego miasta do Teatru na przedstawienie "Baśnie braci Grimm". Musieliśmy bardzo wcześnie wstać rano, bo wyjazd mieli o 7,30, a zbiórka była już o 7,15! Dwa autokary ich zawozily. No była wielka frajda :) Teatrzyk bardzo im się podobał i wrócili cali i zdrowi :) Przed feriami mieli też robione w przedszkolu zdjęcia grupowe z wychowawczynią i wczoraj można było je odebrać. Kolejna pamiątka do albumu z przedszkola :))
Wczoraj też odbył się wreszcie, odwołany poprzednio, bal karnawałowy dla naszych przedszkolaków. Junior był policjantem (tak jak na balu miesiąc temu) i bawił się świetnie. Dzieci były super poprzebierane i prowadzący dali świetnie radę. Było mnóstwo konkursów i dobrej zabawy.
     
                       









Po 19- stej byliśmy w domu. Junior był już bardzo zmęczony i głodny ;) Po szybkiej kolacji i kąpieli padł spać w moment ;)
A jutro moja siostra ma okrągłe urodziny! :) I wyprawia je w restauracji. Na 14,0 jest obiad, a potem kawa, tort, lody i wino :)) Będzie nasza najbliższa rodzina 12 osób. Fajnie będzie się spotkać. Tak więc zapowiada się znowu fajny weekend! Wam również udanego i miłego życzę :)

wtorek, 14 lutego 2017

Koniec ferii

 I już po feriach. Zleciały ekspresowo. Dopiero co je planowaliśmy, a już po.. Były bardzo udane, ciekawe i wesołe i Junior na pewno się nie nudził! Choć wcale nie wyjeżdżaliśmy nigdzie daleko ;) Okazuje się, że nie trzeba wcale jechać w góry czy gdzieś na zimowisko, żeby się dobrze bawić i fajnie spędzić ten czas. I jedynie śniegu nam zabrakło do pełni szczęścia.. Ale cóż taki mamy ponoć klimat.. W święta śniegu nie było, potem w styczniu posypało i to sporo, żeby przed samymi feriami się wszystko roztopiło :( Było mroźno, ale bez białego puchu niestety.
 A jak nam, a przede wszystkim Juniorowi minął ten drugi tydzień ferii? Po pierwsze bardzo szybko.. W sobotę umówiliśmy się z naszymi przyjaciółmi i ich córka, że jedziemy do kina na"Balerine" - przepiękna bajka! Bardzo nam wszystkim się podobało. Potem poszliśmy na dobry obiad i małe zakupy i zakończyliśmy ten wyjazd pysznym deserem w kawiarni :))






W niedzielę Junior był zaproszony do sali zabaw na urodziny Krzysia- kolegi z grupy i bawił się świetnie.

                       



W poniedziałek zaprosiłam na kawę moją koleżankę z córką- kumpelą Juniora, więc znów było wesoło i Mlody miał towarzystwo do zabawy. A po południu tata zawiózł go do kuzynek na dwa dni i dwie nocki :)) Na ferie ;) Radość była ogromna! Babcia też ponoć zachwycona, że ma wszystkie wnuki przy sobie razem :) W środę jak pojechaliśmy po niego wieczorem to jeszcze zabawy i szaleństw było mało, bo nie śpieszyło się naszemu Synowi do domu.. Choć przyznał potem, że tęsknił bardzo za nami ;) Ale wrócić musiał, bo na czwartek mieliśmy super plany!
Pojechaliśmy ponownie do "dużego miasta" autobusem rano, do kina, tym razem umówiliśmy się z moją siostrą :) Junior sam wybrał bajkę, więc nie miałyśmy wyjścia i wybraliśmy się na "Ostatniego smoka świata" ;) Fajna bajka, ale bardziej podobał mi się wesoły i bardzo zabawny "Sing" oraz mądra i wzruszająca "Balerina". Ale Junior był zachwycony, że mały Nikoś pokonał złego smoka i że smok "wybuchnął" na koniec ;) I to było najważniejsze.


Po kinie galeria i małe co nieco ;)





Potem pojechaliśmy do Aquaparku na... lodowisko :)) To był pierwszy raz w życiu Juniora, a my z siostrą ostatni raz jeździliśmy na łyżwach jakieś 20lat temu jako nastolatki! Kiedyś miałam własne figurowki i uwielbiałam jeździć, ale to było dawno i bałam się, że nie dam rady, ale tego się faktycznie nie zapomina! Jak jazdy na rowerze ;) Było fantastycznie! Śmiechu było co nie miara! Śmigaliśmy ponad godzinę. Koniecznie musimy to powtórzyć. Już namówiłam męża i moja kuzynke i jedziemy razem z dziećmi teraz w sobotę :))
         




Po szaleństwach na lodowisku bardzo zglodnieliśmy, mój mąż akurat skończył pracę, więc przyjechał po nas i pojechaliśmy na kolację do ulubionej restauracji.
Na piątek natomiast umówiliśmy się z kolejną moja koleżanka-Martą od ciastek ;) I poszliśmy z naszymi chłopakami i jej małą córeczką do sali zabaw, żeby się wyskakali.
     
                         



Marta miała dla mnie "przesyłkę" czyli zamówione ciasteczka na Walentynki :)) Dla moim kochanych chłopaków - męża i syna :)
                     
                       
       

Są cudne. M. to ma fajne pomysły. I jeszcze takie mi zrobiła dla mojej siostry na urodziny (które ma 25 lutego) Będzie od Juniora dla Cioci :)
                       

W sobotę odwiedziliśmy moją chrzestną. Była u niej też córka z mężem (chrzestna Juniora) i wnuczka (moja chrześniaczka) więc znów było wesoło i mogliśmy się nagadać. Niedzielę ostatni dzień ferii spędziliśmy na spokojnie w domu, jedynie na obiad poszliśmy blok dalej do mojej mamy, bo nas zaprosiła, więc nie ładnie odmówić ;) A wczoraj pierwszy dzień po feriach Junior poszedł zadowolony w podskokach do przedszkola, bo stęsknił się już za swoją grupą, kumplami i P. Asia :)
 Dowiedzieliśmy się, że bal karnawałowy nasze dzieci mają 23- go lutego. A na 21-go p. Asia zaplanowała wyjazd do Teatru na przedstawienie dla dzieci, także super :)

 Wczoraj byłam "zrobić sobie" paznokcie i mam malinowe :)

                         

 A dziś Walentynki ;) Kto świętuje? Ręka do góry! My nic nie planujemy, nie obchodzimy jakoś szczególnie tego dnia. Na pewno nie pchałabym się dziś do kina czy restauracji w te kolejki i tłumy ;) Zdecydowanie wolę iść w innym terminie na spokojnie ;) Moje chłopaki dostaną ode mnie słodkie serduszka, zrobię też dla nas dobry obiad, a co potem to zobaczymy..

W sobotę wieczorem byłam z moją M. na urodzinach u naszej przyjaciółki B. Była jeszcze jedna koleżanka P. Było mnóstwo pysznosci i kolorowe drinki ;) Bawiłyśmy się świetnie i było baaardzo wesolo :)) Taki prawdziwy babski wieczór. W domu byłam krótko przed północą, a na drugi dzień głowa trochę bolała, ale co tam raz w roku można zaszaleć ;) Zwłaszcza, że w tym karnawale nigdzie się nie pobawimy.

 Także jeśli chodzi o ferie to Junior ma co wspominać i miał co opowiadać wczoraj w przedszkolu (bo p. Asia pytała wszystkich jak spędzili ferie zimowe) 3 razy był w kinie, 3 razy w sali zabaw, raz na basenie i raz na lodowisku oraz na dwie noce u kuzynek i babci :) Jednym słowem było fantastycznie! Życzę fajnych ferii, tym którzy je aktualnie mają jako ostatni :) I romantycznych Walentynek wszystkim zakochanym! ;)