wtorek, 18 kwietnia 2017

Nasza Wielkanoc




Święconka:


Śniadanko:


Deserek:


 Pascha na kolorowo

 Zajączek był szczodry w tym roku ;)

 I najważniejszy prezent- Titanic z klocków :) Radość była wielka!


I już po. Jak zawsze przygotowania i wszystko z tym związane trwało znacznie dłużej niż same święta.. Wielkanoc 2017 za nami. Było wesoło, smacznie i.. zimno. Niestety pogoda nie dopisała. W niedzielę mieliśmy mix totalny i 4pory roku, bo rano jak jechaliśmy do kościoła było tylko 3stopnie i padał deszcz, potem śnieg (szok!), a po południu wyszło i zaświeciło słońce. Na jakieś 2-3 godziny. W poniedziałek było jeszcze chłodniej i prawie cały dzień padało..

 Pierwszy dzień świąt spędziliśmy u mamy, z siostrą, ciocia i wujem. A w poniedziałek tradycyjnie u teściowej i brata męża. Junior rano dla tradycji oblał mnie wodą i potem powtórzył to u babci i oblewał babcie, ciocie i kuzynki ;) Oczywiście jak zawsze mało mu było zabawy i wczoraj wieczorem nie chciał jeszcze wracać do domu, ale jakoś się udało go przekonać.

 Dziś Młody ma jeszcze wolne i lenimy się w domu. Zimno jest strasznie, więc nawet nie chce nam się wychodzić nigdzie. Kwiecień jest bardzo nieudany jeśli chodzi o pogodę :/ Mam nadzieję, że maj będzie lepszy. Zwłaszcza o początek maja się martwię, bo mamy plan, żeby jechać na majówkę nad morze! Jedziemy w to samo miejsce, co zawsze na jeździmy na majówki- kierunek Międzyzdroje :-) Do tego samego pensjonatu, pokoje już zamówione. Sprawdzone miejsce. Wybieramy się z przyjaciółmi i ich dwiema córkami, więc Junior będzie miał towarzystwo do zabawy. On jak i my nie możemy się doczekać! Jeszcze tylko półtora tygodnia.. Żeby tylko fajna pogoda była pliss.. W zeszłym roku nie byliśmy, bo akurat 30-go kwietnia było wesele kuzynki, ale w tym roku jedziemy nad morze :-) Bardzo sie cieszę!!

 Ale jeszcze "po drodze" czeka nas kilka spraw do załatwienia np. jutro msza św. w intencji małej J. od całej grupy przedszkolnej -kolegów i koleżanek z rodzicami. W piątek natomiast Junior jest zaproszony do sali zabaw na urodziny Olka- kolegi z grupy. A ja na imieniny przyjaciółki B. Potem jeszcze 25-go urodziny Tymka-syna mojej przyjaciółki M. najlepszego kumpla Juniora ;-) Na weekend też mamy pewne plany związane z działką, ale to zależy od pogody.. Także przed wyjazdem na majówkę sporo jeszcze przed nami.. Miłego tygodnia wszystkim!

czwartek, 13 kwietnia 2017

Przed świętami

 Junior od dziś do wtorku ma wolne (przerwa świąteczna) i jest ze mną w domu. Wczoraj w przedszkolu odbyło się wielkanocne śniadanie i obiad, wszystkie dzieci przyszły odświętnie ubrane i szukały po całym przedszkolu czekoladowych ​jajeczek i słodkości, które podrzucił im zajączek ;) Radość była wielka!

 Mieszkanie wysprzątane, zakupy świąteczne zrobione, upominki dla dzieci kupione. Jesteśmy gotowi i czekamy już na Święta. Choć pogoda nieciekawa i nie nastraja optymistycznie.. Prognozy na same Święta też nie za dobre :/ Ale to nic, trudno. Ważne, że będziemy wszyscy razem, spotkamy się z rodziną, odpoczniemy i nacieszymy się sobą. Bardzo lubię te święta i przygotowywania do nich. Siostra przyjeżdża do mamy w sobotę rano i zostanie aż do wtorku z nami :) W sobotę wspólne pichcenie u mamy wielkanocnych przysmaków, lubię to :) Potem pojedziemy wszyscy razem do kościoła ze święconką i na cmentarz odwiedzić naszych bliskich, także małą J. Czas płynie, dni i tygodnie mijają, ale my wciąż pamiętamy i wspominamy J. Trudno się pogodzić z taką tragedia.. Było dziecko i już jej nie ma.. :(

 Nasz dom już od kilku dni jest przystrojony i u nas już świątecznie i wiosennie:
 moje kwiatki na balkonie:
Hiacynty w domu:

 I żonkile:
 I tulipany:

 Ciastka od Marty:


 A pamiętacie tego baranka z zeszłego roku? ;)

 Koszyczek Juniora:




 A taka kurka znalazła u nas dom ;)



Takie zające Marta zrobiła mi na prezent dla dziewczyn zamiast typowych słodyczy, zajęcy z czekolady itp.


                     W przedszkolu też cały tydzień dzieci robiły wielkanocne dekoracje i plastyczne prace:



 A ja potrzebowałam zmiany na wiosnę, dlatego w tym tygodniu odwiedziłam moją fryzjerkę i kosmetyczkę i mam nowy kolor włosów oraz paznokci:
   
                       


Pierwsze kwiatki na działce jakiś czas temu:





 Natomiast w niedzielę odwiedziliśmy nasz pobliski Skansen, gdzie jak co roku odbyły się warsztaty wielkanocne, na których pokazane było jak to kiedyś w naszym regionie wyglądały przygotowania do tych świąt. Junior był tam również w zeszłym tygodniu ze swoją grupą i panią Asią.  Bardzo nam się tam podobało, fajnie spędzony dzień. Zwłaszcza, że przyjechała moja siostra i spotkaliśmy się też z moją chrzestną, kuzynką i chrześniaczką. Pogoda dopisała - było słonecznie i w miarę ciepło. Zdjęć za dużo nie mam, bo telefon mi się rozładował i tylko kilka zdążyłam zrobić..
 
 Junior ubija masło ;)


 Chciałabym przy tej okazji złożyć wszystkim życzenia: wesołych i kolorowych Świąt Wielkanocnych. Rodzinnych i zdrowych, bo rodzina to siła, a bez zdrowia nie ma nic.. Smacznego jajka!
                   

sobota, 8 kwietnia 2017

[*] [*] [*]

 Dawno tu nie pisałam, nie miałam na to siły.. Dwa tygodnie temu zdarzyło się coś strasznego, co wstrząsnęło nami wszystkimi. Calym przedszkolem i całym naszym miasteczkiem. Dziewczynka z grupy Juniora zachorowała nagle, dostała sepsę i zmarła.... Jeszcze w piątek dokładnie 2 tygodnie temu była w przedszkolu, rano widziałam ją w szatni jak się rozbiera, jak biegnie po schodach do sali, rozmawiałam z jej mamą- o pogodzie i o zbliżającej się wycieczke naszych dzieci do kina na bajkę za kilka dni.. A w sobotę rano odebrałam ​telefon z wiadomością o śmierci małej J. Nie mogłam w to uwierzyć, nie docierało to do mnie, miałam nadzieję, że to nieprawda, że to jakaś pomyłka, to nie wydawało mi się możliwe.. Ale niestety godzinę później zadzwonili do mnie z Sanepidu i wszystko stało się jasne. To nie była pomyłka ani okrutna plotka :/ Musieliśmy jechać do szpitala na przyjęcie przez Juniora antybiotyku ponieważ miał styczność z J. w dzień jej śmierci... Jak zajechaliśmy na SOR była tam już prawie cala grupa Juniora. Wszyscy byli wstrząśnięci i załamani. Każdy bał się także o swoje dziecko czy się nie zaraziło tą bakterią..
 Dzień wcześniej syn mówił mi, że p. Asia zadzwoniła po mamę J. przed obiadem, bo ta dostała wysokiej gorączki i mama zabrała ją do domu, ale nie przejęłam się tym bardzo, bo to się zdarza. Sama kiedyś odbierałam Młodego z przedszkola wcześniej po takim telefonie od pani, bo synek dostał prawie 38st. C , a przysięgam, że rano nic mu nie było. Zdarza się. Ale nawet przez moment wtedy w piątek nie pomyślałam, że tak ta historia może się zakończyć...
Podobno J. w weekend miała jelitówkę i w poniedziałek została w domu, ale, że jej przeszło to od wtorku chodziła już do przedszkola. Była trochę osłabiona, jak to po jelitówce, ale nie miała gorączki ani innych objawów choroby. Pani Asia tylko zauważyła, że miała słaby apetyt i nic poza tym. W piątek była już ponoć wyraźnie osłabiona, na placu zabaw nie chciała się bawić ani biegać z innymi, co było dziwne, bo to zawsze bardzo wesoła i energiczna dziewczynka była.. Nie chciała też jeść od rana i nagle dostała wysokiej gorączki ponad 39stopni.. Mama ją odebrała i zaprowadziła do babci, bo musiała jechać do pracy. Jej tata pracuje zagranicą, więc go nie było. Późnym wieczorem, gdy K. wróciła z pracy mała spała, ale obudziła się w nocy z gorączką 40,0. I pomimo podania syropu temperatura bardzo szybko rosła.. Dodatkowo K  zauważyła u córki jakieś dziwne plamy na skórze. Szybko ubrała ją i zawiozła na pogotowie. Tam sprawy potoczyły się błyskawicznie: lekarz, który ją badał od razu skojarzył wysoką gorączkę i plamy, które się powiększały z sepsą, czyli ogólnym zakażeniem organizmu. Szybko karetką na sygnale zawieźli ją do innego miasta do szpitala wojewódzkiego, ale było już za późno.. sepsa rozeszła się po całym organizmie i musieli ją reanimować na izbie przyjęć.. Niestety nie udało się, J. zmarła o 2,0 w nocy 25marca :((((

 Tego, co czuli wtedy i co przeżywają nadal jej rodzice nie da się opisać. Nie wiem jak można w ogóle przejść przez taką tragedię, jak można dalej żyć...? Nie wyobrażam sobie tego i nie chce nigdy się o tym przekonać! Zdrowie, a zwłaszcza zdrowie dziecka jest najważniejsze, bezcenne. Nic więcej się nie liczy.

 W czwartek tydzień temu był pogrzeb. Było mnóstwo ludzi. Bałam się iść na ten pogrzeb, przeżywałam to strasznie, bo nigdy nie byłam jeszcze na pogrzebie dziecka. Ale jestem w radzie rodziców naszej grupy, znalam J. i znam jej mamę, więc musiałam być. Razem z Martą i Monika byłyśmy w imieniu naszych dzieci z grupy i ich rodziców. Były też oczywiście wszystkie nauczycielki z przedszkola i pani dyrektor. Brakuje mi słów by to opisać.. nie mogłam powstrzymać łez ;( Ta mała biała trumna, jej zdjęcie z czarną wstążką.. Tak bardzo żal mi K. i jej męża. To takie smutne i niesprawiedliwe.. Dzieci nie powinny umierać!! J. miała tylko 6 lat ;((( Jak to możliwe, że zdrowe, wesołe, śliczne dziecko łapie jakaś bakterię i tak nagle umiera??! Jeszcze w czwartek było wszystko ok, po południu była na dworze, jeździła rowerem, bawiła się, a w piątek poczuła się źle, dostała wysokiej gorączki i w nocy umarła!! To jest szok po prostu, to się nie mieści w głowie! Jednego dnia masz dziecko i wszystko jest dobrze, a na drugi dzień już go nie ma :((( Straszna, okropna tragedia..

 Od dwóch tygodni stale się mówi o tym, co się stało. To małe miasto, prawie każdy się zna. Wszyscy to bardzo przeżyli i wszystkim żal małej J. i jej rodziny. Każdy się zastanawia jak to się mogło stać i dlaczego? Oczywiście powstało wiele niepotrzebnych plotek i teorii, ale to normalne w takich sytuacjach. Tak to już bywa.

 Przez tydzień po tej tragedii ludzie bali się puszczać dzieci do p-kola. Panował ogólny strach, wszyscy nagle zaczęli szczepić dzieci na meningokoki.. Ja dużo czytałam o sepsie, meningokokach, które mogą ją wywołać i szczepieniach na nie i jestem w kropce, bo nie wiem co zrobić. Zastanawiamy się z mężem czy zaszczepić Juniora, bo 100% ochrony to nie daje, a ma sporo skutków ubocznych.. Wielu ludzi odradza te szczepionki. Ale też wielu się decyduje..

 Junior cały zeszły tydzień do przedszkola nie chodził ponieważ miał kaszel i chrype. W poniedziałek dostał stan podgorączkowy i bardzo się przestraszyłam, choć wiem i czytalam, że zwykły stan podgorączkowy nie jest oznaką sepsy. Ale pojechaliśmy do lekarza, aby go zobaczył i osłuchał. Porozmawiałam sobie przy tej okazji z naszym lekarzem, do którego mam zaufanie i wytłumaczył mi dokładnie jakie są objawy tej strasznej choroby, pokazał mi zdjęcia tej wysypki i uspokoił, że Juniorowi nic nie grozi, bo nie ma żadnych objawów.

  Od poniedziałku Junior wrócił do przedszkola, reszta dzieci również i zajęcia odbywają się normalnie. Życie toczy się dalej.. Wycieczka do kina została odwołana, a raczej przełożona na inny termin (po świętach) podobnie jak zajęcia w bibliotece, na które mieli iść tydzień temu.

 Wczoraj po południu była msza w intencji J. Byliśmy na niej z mężem. Odwiedziliśmy też grób Małej. Junior też pytał czy może pójść odwiedzić J. i kupić dla niej kwiatki... Powiedział do mnie ostatnio: "Wiem, że J. już nigdy do nas nie wróci, jest teraz na chmurce w niebie. I jest aniołkiem i na nas patrzy.." Rozpłakałam się. P. Asia z nimi rozmawiała o tym co się stało, była też u nich pani psycholog.

 Za tydzień Święta. A ja w ogóle nie czuję ich klimatu.. Sprzątam, czyszczę i wyrzucam niepotrzebne rzeczy, jak co roku na wiosnę.. ale nie cieszy mnie jakoś szczególnie nic wokoło. Zawsze bardzo lubiłam te święta, są takie kolorowe i wyjątkowe,ale nie w tym roku :(
 Mieszkanie już prawie cale wysprzątane, na działce też prace ruszyły. Wykorzystaliśmy piękny, ciepły weekend na porządki w altanie, grabienie starych liści, sianie pierwszych nasion.. Zrobiliśmy sobie też przy okazji pierwszego grilla w tym roku. Sezon został otwarty. Byłam też w zeszlą sobotę posprzątać siostrze mieszkanie, bo sama nie dałaby rady wszystkiego zrobić. Była piękna pogoda, więc potem poszliśmy na spacer i lody. A wczoraj grupa Juniora oraz jeszcze jedna grupa pojechała autobusem do Skansenu na warsztaty wielkanocne, zobaczyć jak kiedyś wyglądały te święta w naszym regionie. Mieli bardzo ciekawe zajęcia.

 Życie jakby toczy się dalej, wszystko powoli wraca do normy, ale mi jest nadal smutno i ciężko.. Nie umiem się z tym pogodzić. Patrzę ze strachem na moje dziecko. Drżę o jego zdrowie. Tego co przeżyłam w weekend po śmierci J. nigdy nie zapomnę, tego strachu i szoku :/ Każdą gorączkę czy wysypkę lub głupią, zwykłą jelitówkę będę przeżywać od teraz 100 razy bardziej! Z każdym kaszlem czy katarem Syna będę chyba biegać od razu do lekarza. Aby nie przegapić, aby nie zaniedbać, aby nie dopuścić do najgorszego..

 J. była fajną, miłą i wesołą dziewczynką. W lutym skończyła dopiero 6 lat.. Miala całe życie przed sobą.. To takie niesprawiedliwe!! Tak bardzo mi przykro ;(((

piątek, 17 marca 2017

Dzień za dniem..

 Codziennie obiecywałam sobie tu zajrzeć i coś napisać i nagle zrobił się piątek, koniec tygodnia i znów kolejny tydzień zleciał..
 Za nami imieniny mojej mamy. Było jak zawsze pysznie i wesoło :) Była moja siostra i chrzestna- siostra mojej mamy oraz kuzynka z mężem i córką, więc Junior miał też towarzystwo do zabawy. Przyjechała również moja teściowa. Fajnie było się spotkać wszyscy razem. Ja co prawda miałam straszną chrype i bolało mnie gardło i wszyscy śmiali się, że mówię jak żaba ;) Ale dałam radę.

 Niestety w niedzielę czułam się już gorzej, obudziłam się z bólem głowy i ledwo mogłam mówić, więc cały dzień spędziłam w łóżku pod kocem popijając gorące herbatki z cytryną i miodem oraz z sokiem z czarnego bzu. Cały dzień czułam się kiepsko i nawet apetytu nie miałam.

 W poniedziałek jakoś zwleklam się z łóżka, żeby odstawić Syna do przedszkola. Wrócił po tygodniu przerwy. Na szczęście jeździmy teraz z moją koleżanką I. i jej córka autem, więc nie musimy chodzić pieszo w tym zimnie, bo niestety poranki nadal są chłodne. Dziś pada od rana :/ Koleżanka odebrała mi Juniora z przedszkola o 15,0 i przywiozła do domu, bo widziała, że źle się czuje (i wyglądam). Byłam jej bardzo wdzięczna, bo mogłam jeszcze jeden dzień spędzić w łóżku, wygrzać się, pospać dopołudnia i dojść do siebie.

 Od wtorku na szczęście było już z każdym dniem lepiej i już jest całkiem ok. Paskudne wirusy :/ Historia z synem koleżanki, o którym pisałam ostatnio skończyła się tak, że poszedł do przedszkola we wtorek i środę i pani Asia zwróciła koleżance uwagę, że M. ma straszny kaszel aż się ponoć dusił w pewnym momencie, więc już w czwartek został z mamą w domu. Pewnie głupio po prostu zrobiło się koleżance, więc zostawiła syna w domu na czwartek i piątek, a także poniedziałek i wtorek (widocznie nadal nie widziała poprawy) i dopiero w środę wrócił do przedszkola. Była z synem nawet u alergologa zrobić testy, bo była przekonana, że to alergia na coś.. Ale testy nic nie wykazały.

Suma summarum wyszło na to, że miałam rację i, i tak M. musiał zostać z nią w domu na te chociaż kilka dni, bo był chory. I że chorych/przeziębionych dzieci nie posyła się do przedszkola zwłaszcza, gdy ma się z kim zostawić je w domu!

 Jak już doszłam całkiem do siebie to wysprzątałam całe mieszkanie na błysk i zaprosiłam wczoraj do południa na kawę koleżankę-sasiadkę, która jest aktualnie w ciąży. Dawno się nie widziałyśmy choć mieszkamy w jednym bloku ;) Moni "stuknęła" już połowa ciąży (jak ten czas leci!)  i na usg połówkowym wyszło, że prawdopodobnie będzie dziewczynka :) Super! W lipcu ma termin :) Druga moja dobra koleżanka I. ma termin na początek września, ale jeszcze nie wiadomo kto będzie ;) Trzymam za obie kciuki, najważniejsze, żeby dzieciaczki zdrowe były!

 A wczoraj zaraz po powrocie z przedszkola poszliśmy z syniem do naszej fryzjerki- ja na podcięcie grzywki, a Junior na obcięcie, bo miał zdecydowanie za długie włosy. Junior bardzo lubi chodzić do fryzjera i zawsze dostaje od p. Gosi na koniec lizaki ;)

 Dziś po południu idę do mojej B. na kawkę i płoty ;) A na jutro zaprosiliśmy naszych przyjaciół na kawę i ciacho, a potem w planach jest też pizza :) Zapowiada się fajny weekend, który zaczyna się już dziś :)

 Za trzy dni pierwszy dzień wiosny.. czekam już na nią baaardzo! Żeby przyszła wreszcie taka ciepła, słoneczna i prawdziwa! Bo na razie choć słońca było dużo w tym tygodniu to zimno strasznie i my nadal chodzimy w grubszych kurtkach, butach i (dzieciaki) w czapkach i szalikach.. Mam już tego dość. Chcę ubrać wiosenny płaszczyk lub cienką kurtkę i Juniorowi wiosenna kurteczkę i czapkę. Wiosno przybywaj!!

piątek, 10 marca 2017

Przeziębienie i Dzień Kobiet

 Kolejny tydzień za nami. Czas tak szybko ucieka, że nie nadążam. Dopiero co był weekend, a już kolejny się zaczyna :)

 W zeszlą sobotę po zajęciach u logopedy pojechaliśmy do miasta P. Najpierw byliśmy na pysznym obiedzie u mojej siostry, a potem razem z nią wybraliśmy się do kina. Chłopaki- mały i duży poszli na "Lego Batmana", bo synek bardzo chciał, a ja z siostrą obejrzałyśmy sobie polską komedie "Porady na zdrady" :) Bardzo fajny i zabawny film. Może niezbyt ambitny ani wybitny, ale na odstresowanie się dobry ;) Na sobotnie popołudnie w sam raz.
Potem już całą czwórką poszliśmy na kawe/herbatę/sok i pyszne ciacho :)) Tym razem zdjęć brak.

 A w niedzielę Junior był zaproszony na urodziny koleżanki P. do sali zabaw. A my razem z nim ;) Z rodzicami P. i jeszcze jedną parą przyjaciół mieliśmy okazję się nagadać i wypić razem kawę. A dzieciaki oczywiście szalały! Było baaardzo wesolo (i chwilami głośno) Po kilku godzinach zabawy jeszcze było im mało, ale trzeba było wracać do domu. Na drugi dzień trzeba było wstać rano do przedszkola.. Ale niestety w nocy Synio obudził się z gorączką :( Co prawda nie dużą, bo zaledwie 37,6, ale już wiedziałam, że coś się dzieje i że z przedszkola nici. W poniedziałek rano Młody wstał już bez gorączki (która już do końca tygodnia na szczęście nie wróciła)  ale za to z zapchanym nosem.. W ruch poszedł nabulizator trzy razy dziennie, syrop przeciwwirusowy i zwiększona dawka witaminy C (mamy taką rozpuszczalna do picia, naturalną z aceroli) No i oczywiście stare dobre sposoby- sok z czarnego bzu, herbata z cytryną, miodem i imbirem i syrop z cebuli ;) Na szczęście to tylko zwykłe przeziębienie i nawet katar nie był duży, bo Junior wcale dużo nie smarkał (bywało gorzej) ale ten tydzień spędził ze mną w domu, bo przecież nie puszczę go z katarem do przedszkola, żeby zarażał innych. Choć wiem, że inni rodzice tak robią i wcale się nie przejmują i jeszcze potrafią kłamać i udawać, że ich dziecko nie jest chore albo że to alergia... Ręce czasami mi opadają jak to słyszę!

 Ja taka nie jestem i jak widzę, że z dzieckiem jest coś nie tak to go nie zaprowadzam, bo oprócz tego, że wirus idzie dalej i zaraża wszystkich wokół to dziecko jest przecież osłabione, nie ma takiej koncentracji jak zawsze i się zwyczajnie męczy na zajęciach po prostu. A poza tym pani w przedszkolu nie poda przecież leków, nie zrobi herbatki z sokiem malinowym ani nie zrobi inhalacji. Dziecko chore czy przeziębione powinno wygrzać się w domu i dojść do siebie, do zdrowia porządnie. A niestety mamy są różne i mają różne podejście, jak dla mnie dziwne. Mam koleżankę, która ma syna w grupie Juniora, który to w weekend dostał mocny kaszel (aż się dusił ponoć) Więc w poniedziałek został z mamą w domu. Jednak, gdy we wtorek rano spotkałam ją na zakupach w naszym osiedlowym sklepie oznajmiła mi, że właśnie zawiozła Młodego do przedszkola. Na moje pytanie "czy z nim już lepiej, czy już ok?" usłyszałam, że nie, bez zmian, ale że skoro nie ma gorączki i nudził się w domu to niech lepiej idzie do przedszkola.. W szoku byłam szczerze mówiąc i nie wiedziałam co powiedzieć! A najbardziej zszokowały mnie jej słowa, że "marudził tylko i lepiej niech chodzi do przedszkola, bo wtedy ona nie musi się nim zajmować i ma spokój". I dodam, że koleżanka jest na zwolnieniu lekarskim od początku stycznia, bo jest w ciąży, więc siedzi w domu! Jest w piątym miesiącu ciąży, więc to niezbyt zaawansowana jeszcze ciąża, wszystko jest ok, czuje się bardzo dobrze, więc to nie jest tak, że musi cały dzień leżec i nic nie robić.. Dziwią mnie słowa kobiety, która za chwilę będzie miała drugie malutkie dziecko, które potrzebuje opieki 24h/dobę, że jej się nie chce "zajmować" chorym 6-latkiem, bo woli mieć spokój i odpoczynek.. Że jej nie jest żal swojego dziecka.. To co ona zrobi, gdy mlodszym dzieckiem będzie trzeba się non stop zajmować, a starszy zachoruje? Małe odda do babci, a starszego chorego do przedszkola, żeby mieć święty spokój?? Dziwne bardzo. To po co chciała mieć dzieci? Żeby się nimi nie zajmować i nie mieć "problemu"? Ja takiego podejścia nie rozumiem. To jest egoizm.

 Ale mniejsza z tym. To jej sprawa. Chociaz nie. Moja także, bo jej dziecko jest w grupie z moim i może go zarazić! Wyraziłam swoje zdanie, bo znam ją dobrze i żal mi jej syna, bo to fajny i grzeczny chłopiec. Nie można chorych, przeziębionych dzieci posyłać do przedszkola. Żeby roznosiły wirusy i gorzej/dłużej dochodziły do siebie. Przedszkole to nie przechowalnia, a niedoleczone choróbska mają swoje skutki i konsekwencje. Nie można myśleć tylko o sobie i swojej wygodzie. Koniec kropka.

 Zmieniając całkiem temat, w środę był Dzień Kobiet i oczywiście moje Chłopaki pamiętali o mnie :)) Dostalam od męża i synka piękne kwiaty i coś słodkiego :)))
   
                       


Junior narysował też dla mnie laurkę, a nawet dwie :)

                         

 Ten ludzik na pomoście to Junior łowiący ryby nad jeziorem ;) Chciałam mu dać do przedszkola na środę kwiatka dla p. Asi i batoniki dla dziewczynek (bo to też małe kobietki) ale niestety nie mógł iść do przedszkola. Nie chciałam ryzykować, że wróci bardziej chory.. Jak to napisała niedawno Agatka "plany planami, a życie sobie.." ;) No cóż może za rok.

Mąż był też z kwiatkami u mojej i swojej mamy, a także u bratowej i bratanic :) Mój teść też zawsze pamiętał o mnie i co roku przywoził mi tulipany w tym dniu, także rok temu... :(  Tak dziwnie, że już go nie ma, czasem o tym zapominam..


 Synek niestety poczęstował mnie wirusem i we wtorek wieczorem miałam stan podgorączkowy i czułam się kiepsko. Na drugi dzień było już znacznie lepiej, ale ból gardła i lekka chrypka została do dziś :/ Pogoda podła, codziennie przelotnie pada i jest chłodno, więc sezon chorobowy trwa.. A typowe przedwiośnie dopiero przed nami, gdy jest taka dziwna, zmienna i zdradliwa pogoda.. Gdy ranki są bardzo zimne, a popołudnia ciepłe i słoneczne i nie wiadomo jak się ubrać, a zwłaszcza dziecko do przedszkola itp.  Wtedy najwięcej wirusów krąży i o katar nie trudno :(

 Wczoraj dla poprawy nastroju byłam "zrobić sobie" pazurki. Tym razem w spokojnych szarościach, bo takich jeszcze nie miałam :)
                         

 Mam nadzieję, że jutro będzie już lepiej i będziemy wszyscy zdrowi, bo moja mama wyprawia imieniny i zaprosiła nas do siebie :) Będzie nasza najbliższa rodzinka (także moja teściowa) więc będzie nas 11 osób. Znów imprezka w gronie rodziny ;) A takie ciastko ma dla babci Junior:
 
                       

Sezon urodzinowo-imieninowy u nas trwa ;) Cudownego weekendu wszystkim!

piątek, 3 marca 2017

I już mamy marzec!

 Impreza urodzinowa mojej siostry w zeszła sobotę udała się bardzo. Było smacznie, wesoło i uroczyście :) Humory wszystkim dopisywały, dzieciaki poszalały, jubilatka zadowolona i to najważniejsze :) Mieliśmy okazje spotkać się z ciocia i wujkiem, którzy mieszkają dość daleko od nas (koło Ciechocinka) i z którymi dość rzadko się widujemy, ale przyjechali specjalnie na urodziny I. Ciocia to chrzestna mojej siostry. Pod wieczór na koniec imprezy było widać, że I. jest już zmęczona, ale dała radę i wszystko fajnie się udało.

                       






 Kwiatki od nas dla siostry:

 Siostra ostatnio czuje się lepiej, nie przejmuje już dłuższy czas chemii, która ją wykańczała, więc jest ok. Miała mieć w tym tygodniu szczegółowe badania- tomograf, usg itd. Ale jej pani doktor wyjechała na tydzień, więc musi czekać. Jesteśmy wszyscy bardzo ciekawi wyników. Co się dzieje i czy jest jakaś poprawa?? Najgorsze jest to, że ona nadal nie odzyskała apetytu, często co zje to zwraca i przez to jest osłabiona i chudnie.. Jest teraz strasznym chudzielcem.. Ale nie poddaje się, wróciła właśnie do pracy (skończyło jej się chorobowe oraz zaległy urlop) co prawda nie na pełen etat, wie że musi uważać na siebie i się oszczędzać i jej szef to rozumie (na szczęście!) Ale małymi krokami wraca do swojego starego życia. Zaczęła chodzić też do dietetyczki, która ustawi jej odpowiednią dietę i ilość posiłków, aby przytyła i doszła do siebie. Musi zregenerować organizm. Trzymam za nią mocno kciuki!

 A ja w ramach relaksu i oderwania się od obowiązków i codzienności byłam wczoraj na kawie i pysznym deserze w naszej ulubionej kawiarni z przyjaciółką M. i koleżanką P. Miała też iść z nami B. ale się rozchorowała niestety :( Biedna.
                     

 Fajnie tak od czasu do czasu wyrwać się z domu i pobyć dla odmiany wyłącznie w babskim towarzystwie i pogadać choćby o głupotach ;) Lubię czasem spotkać się z Pati, bo ona jest mega zakręcona i wesoła! Zawsze mnie rozśmiesza ;)

 A dziś byłam u kosmetyczki na zabiegach na twarz z kolagenem. No cóż latka lecą i niedługo nie da się tego ukryć.. trzeba zacząć jakoś bardziej o siebie dbać, zwłaszcza o cerę. I nie ukrywam było to bardzo miłe przedpołudnie :) Czysty relaks.

 W przedszkolu u Syna wszystko dobrze, po zeszłotygodniowym szaleństwie (bo i wycieczka do teatru i bal) ten tydzień był spokojny. Temat na ten tydzień to "kosmos", więc poznawali wszystkie planety, mówili o gwiazdach i rakietach kosmicznych ;) Robili różne prace plastyczne na ten temat i budowali robota z kartonów i różnych dziwnych materiałów ;) Fajny i wielki im wyszedł!

 Weekend zapowiada nam się fajnie i ciekawie ponieważ jutro (po zajęciach u logopedy) wybieramy się we trójkę do kina :)) Jeszcze nie wiemy na co (rozmowy trwają) ale na pewno coś fajnego wybierzemy i będziemy się dobrze bawić. A potem pójdziemy na dobry obiad. Za to w niedzielę Junior jest zaproszony na 15,0 na urodziny koleżanki P. córki naszych przyjaciół :) Imprezka będzie w sali zabaw, więc będzie wielka frajda! A my posiedzimy z przyjaciółmi, pogadamy, wypijemy kawkę. Tam gdzie odbędą się urodziny P. jest fajnie, bo jest mnóstwo miejsca, także dla rodziców. Jest specjalna sala ze stolikami, fotelami i kanapą, gdzie można usiąść i porozmawiać. Można zamówić kawę, herbatę, ciasto. Jest ok :) Także udanego weekendu wszystkim życzę!