Długi listopadowy weekend minął i był bardzo przyjemny. Co prawa pogoda w Święto Zmarłych nie dopisała i musieliśmy stać podczas mszy na cmentarzu pod parasolami (z Młodym została babcia) za to już popołudniu się wypogodziło i wieczorny spacer wśród tysiąca lampek się udał- było pięknie i Juniorowi też się podobało ;) Często chodzę z nim na cmentarz do dziadka, ale po ciemku, wieczorem był pierwszy raz.
W sobotę moja mama była tak dobra, że została na kilka godzin z wnukiem, a my udaliśmy się ze znajomymi do kina na nowego Bonda. Film ok, bez rewelacji jak dla mnie, ale fajnie było się spotkać, pogadać ze starymi znajomymi i wyrwać się z domu bez dziecka. Wreszcie. A w kinie nie byłam rok- wstyd się przyznać..
Szkoda, że te wolne, wspólne dni mijają tak szybko i znów wróciła nudna codzienność. Pogoda coraz gorsza, jest coraz chłodniej i szybko robi się ciemno, więc na spacery chodzimy tylko raz dziennie :( Żal mi bardzo, bo lubię te nasze spacerki. Junior chodzi już całkiem ładnie i biega wręcz po całym domu, co bardzo mnie cieszy. Rzadko upada, jest ostrożny i uważny, więcej zabawi się też sam. Bardzo polubił samochód, który dostał na roczek i namiot z kulkami i większość dnia nimi sie bawi :) Z zębami na razie spokój, czekamy na atak kolejnych..
Tak jak Ty zawsze czekam na weekendy, wtedy zawsze cos innego sie dzieje, a przede wszystkim nie jestem sama. Poza tym tez mi zaczyna brakowac czestych spacerow, zawsze chodziłysmy calymi dniami. Sciskam.
OdpowiedzUsuńno to idę na Bonda ze znajomymi!:P
OdpowiedzUsuńaaaa zazdroszczę, ze masz kogoś to może od czasu do czasu zając sie dzieckiem a wy z mężem mozecie chcociaż przez chwile pobyć sami :) no i tego, że można pogadać z kimś w cztery oczy a nie tylko z dzieckiem i mężem :)
OdpowiedzUsuńja z moim mężem będziemy chyba mogli wyjść gdzieś sami jak Mała będzie na tyle duża ze będzie mogła sama zostać w domu :D