Święto Wszystkich Świętych i Zaduszki za nami, a zatem długi weekend się skończył. Ale czekamy już na następny, bo przecież kolejny właśnie przed nami, co mnie bardzo cieszy, bo znów mąż będzie w domu dzień dłużej z nami :) Ale wracając pamięcią do tego ważnego święta..
W piątek w Wszystkich Świętych odwiedziliśmy (jak chyba wszyscy) groby naszych bliskich i zapaliliśmy znicze na znak, że pamiętamy.. Na msze wybraliśmy się sami, Junior został z babcią, bo uważam, że takie małe dzieci tylko przeszkadzają podczas mszy zwłaszcza na cmentarzu, który nie jest miejscem dobrym do zabawy, śmiechu i biegania. Nie rozumiem też rodziców zabierających na taką msze maluchy w wózkach, które się nudzą, często nie chcą spać i po prostu płaczą. Zwłaszcza, że najczęściej jest zimno, a jednak tą godzinę całą trzeba stać. Bez sensu to jest dla mnie, po co męczyć siebie i dziecko. Można przecież iść (z dzieckiem) rano lub popołudniu zapalić znicza, pomodlić się, a nie na całą mszę. Ja, gdybym nie miała z kim dziecka zostawić to bym nie poszła na msze albo mój mąż zostałby z Małym, nie ma problemu. A tak słychać było co chwilę albo płacz jakiegoś maluszka albo śmiechy większych dzieci goniących się miedzy grobami, co nam bardzo przeszkadzało, bo to nie jest plac zabaw i nie miejsce na takie rzeczy. Na cmentarz ludzie idą się pomodlić i wyciszyć. To miejsce szczególne, wymagające spokoju.
Ja chodzę często na grób Taty z Juniorem, średnio raz w tygodniu odwiedzamy dziadka i prababcię, żeby zapalić znicza, zanieść lub podlać kwiatki, posprzątać.. To mój obowiązek i lubię tam chodzić. Junior zawsze jest grzeczny i cicho siedzi w wózku, ale nie spędzamy tam przecież dużo czasu.. Zawsze lubiłam klimat cmentarza, ten spokój i ciszę.. No właśnie, tej ciszy i skupienia na modlitwie i wspomnieniu bliskich nie poczułam za bardzo w piątek w tak ważne święto.. Byliśmy też jak co roku wieczorem ze znajomymi podziwiać cmentarz nocą, gdy palą się tysiące świec- to taka nasza tradycja. Wtedy czuć magię tego dnia. Lubimy spacerować po obu cmentarzach (starym i nowym), odwiedzać jeszcze raz bliższych i dalszych z rodziny i znajomych, zapalić znicze u żołnierzy.. To naprawdę wyjątkowy dzień i chciałabym, żeby wszyscy potrafili go uszanować. W sobotę też chcieliśmy się wybrać, ale niestety cały dzień padało.
Junior juz nie raz był na cmentarzu, jest oswojony z tym miejscem, wie gdzie leży jego dziadek. Ale chodzę z nim w takiej porze, żeby nikomu nie przeszkadzać, najczęściej rano. Będę go uczyć w przyszłości, że trzeba pamiętać i dbać o groby bliskich, odwiedzać je, zapalać znicze. Myślę, że to ważne.
Ja groby odwiedzam albo tydzień wcześniej, albo tydzień później. Szczerze nie znoszę tego dzikiego tłumu i fajerwerków jarmarcznych, do jakich dopuszczają przed wejściem na cmentarz. Okropne to jest. A to chwila specjalna. Z resztą, jak każda wizyta na grobach, nie tylko w listopadzie. I niestety ale zauważyłam, że ostatnio nasiliły się kradzieże, patałachy wyjmują nawet środki ze zniczy :/
OdpowiedzUsuńTeż mi się wydaje, że to bardzo ważne i staram się również często chodzić z Franiem na cmentarz do jego pradziadków i wujka (mojego brata).
OdpowiedzUsuń