Dziś wreszcie się ochłodziło i jest (tylko) 25st. Wow bosko! Ale tak ma być tylko do jutra, a od soboty znów upały :( Szczerze mówiąc mam dość! Kiedyś lubiłam upały i mogłam leżeć i opalać się godzinami, teraz już nie daję rady niestety. Zresztą na leżenie i opalanie się cały dzień, mając dziecko, marne szanse ;)
Żeby trochę się ochłodzić jeździmy z Juniorem ile się da nad jezioro. W weekendy z tatą, w tygodniu, gdy tata w pracy z koleżanką- jedną albo drugą. Zależy, która ma czas i chęci posiedzieć z nami nad wodą ;) Nad jeziorem wiadomo można się pomoczyć, posiedzieć w cieniu, zjeść loda. Jest przyjemnie i wesoło. To zdj. z wczoraj:
Nawet na działkę mało chodzimy, tylko wieczorami podlać wszystko, bo w ciągu dnia jest za gorąco, a działkę mamy większość dnia nasłonecznioną i nie da się tam wytrzymać. A w altanie jest tak duszno, że czuję się jak w saunie. Nie da się nic porobić w tym słońcu :( Dziś za to wybieramy się już za godzinę i posiedzimy do wieczora, bo jest ok.
Wczoraj "stuknęła" nam z mężem 9 rocznica ślubu, ale to zleciało! Niesamowite, że już tyle minęło od naszego ślubu. Za rok będzie piękna rocznica, okrągła, trzeba będzie zrobić jakąś imprezkę dla rodziny i przyjaciół :) Następnym razem napiszę co u Juniora słychać, bo dawno nie robiłam żadnego podsumowania.
Wszystkiego najlepszego!
OdpowiedzUsuńU nas dziś 33 stopnie w cieniu, nie da się żyć i funkcjonować, a z tego wszystkiego przywitalam listonosza w samym staniku:) wieczorem komary gryzą jak oszalałe. No cóż, lato!
Ineska w takim razie- najlepsze życzenia. Żeby nigdy w Waszym małżeństwie nie zabrakło tego, co najważniejsze- miłości, zaufania, bliskości, poczucia bezpieczeństwa.
OdpowiedzUsuńOj nam też te upały mocno dały się we znaki, tyle, że u nas jezioro odpada- Lila przez to zakażenie układu moczowego może być podatna na takie infekcje, więc dmucham na zimne.
U nas też było po 33stopnie i nawet nie gorąco- ale potwornie duszno :( I tak, nie zapeszam, ale jakoś nieźle znoszę te pogody, mimo, że lata generalnie nie lubię. Dzieciaki biedne, bo wyjść się nie da z domu...
Czekamy zatem na wpis o Juniorze.
Ściskam
http://mygreencanoe.blogspot.com/2014/05/akcja-fioletowe-kulki.html
OdpowiedzUsuńPisałaś kiedyś o borówkach :) Okazuje się, że wystarczy być dobrze przygotowanym.
Także powodzenia i czekam w przyszłym roku na fotki apetycznych małych kuleczek :)