Pani doktor zapisała 2 syropy (na katar i na kaszel, który też go męczył kilka dni) i krople do nebulizacji. Tak więc od piątku 2 razy dziennie inhalujemy synka. Ta "kuracja" ma trwać 10dni. Już wczoraj była znaczna poprawa i katar zniknął, ale jeszcze do dziś postanowiłam go zostawić w domu, aby do końca się wykurował i nabrał odporności. Mamy zapisany taki syrop przeciwalergiczny i przeciwzapalny, który ma wspomóc odporność i mamy go podawać przez cały miesiąc. Oprócz tego kupiłam mu witaminy- żelki, które Synek wcina z ochotą. Zobaczymy czy to wszystko pomoże.. Chcemy też kupić taki nebulizator, żeby mieć w razie potrzeby, a na pewno jeszcze nie raz przydarzy się Juniorowi katar. A nie będę za każdym razem pożyczać od koleżanki, lepiej mieć swój.
Także jutro zaczynamy przedszkolną przygodę od nowa, po przerwie. Ciekawe jak będzie i czy Synio będzie chciał chodzić chętnie?
W piątek miałam wychodne- umówiłam się z przyjaciółką na ploty ;) Super było wyrwać się z domu i pogadać o czymś innym niż dzieci (bo koleżanka jeszcze nie ma dziecka). W sobotę wybraliśmy się naszą trójką na grzyby i nazbieraliśmy trochę prawdziwków i sów (bardzo je lubię) Junior był zachwycony chodzeniem po lesie i szukaniem grzybów (był już drugi raz) i teraz stale pyta kiedy pojedziemy znów ;) Popołudnie spędziliśmy na działce łapiąc ostatnie chwile lata i słońca. Było naprawdę gorąco :) Zabrała się z nami moja mama i pomogła nam sporo. Zerwaliśmy wszystkie gruszki i winogrona (mąż zrobił wino) i resztę malin. A także mąż wykopał całą marchew i cebulę (białą i czerwoną) i zostawiliśmy do wyschnięcia w altanie. Pozostały nam jeszcze na działce selery, pory, pietruszka, papryka i cukinia, a i jeszcze kilka główek kapusty i resztka pomidorów. Jeszcze trochę pracy przed nami.
Niestety pogoda się popsuła i od niedzieli coraz chłodniej i deszczowo. Dziś tylko 13st mamy :( Prawdziwa brzydka jesień przyszła, a tak marzyłam o pięknej złotej jesieni.. Może jeszcze się doczekamy, oby! I na koniec zdj. z soboty, ostatnie owoce i moje jesienne kwiatki:
Niestety dla większości dzieci na początku przedszkole jest równe ciągłym infekcją :( Kupno inhalatora to dobry pomysł. Ja już nie wiem ile razy nasz nam służył.
OdpowiedzUsuńPiękny macie winogron,zresztą jak i całą resztę działki!
Racja i dlatego już kupiliśmy własny, bo pewnie katar jeszcze nie raz się powtórzy,
UsuńDziękuję :)
Ach, te choróbska.. Pociechą dla mnie jest, że w wieku szkolnym tym szkrabom - już nie szkrabom mija, podobno.
OdpowiedzUsuńPiękny masz ogródek!
Dzięki!
UsuńNam pani w przedszkolu chodzic z katarem kazala bo to podobno norma i jak go bede chciala doleczac ze zwyklego kataru to wcale do przedszkola chodzil nie bedzie bo co chwile cos bedzie chwytal. No wiec chodzil tydzien taki zasmarkany ale zadowolony :)
OdpowiedzUsuńZdrowka :)
Pierwszy raz słyszę, że w p-kolu pozwalają chore dzieci przyprowadzać. U nas absolutnie nie jest to mile widziane i nie dziwi mnie to wcale, bo gdyby tak 23 dzieci w grupie było zasmarkanych i kaszlących to 2-3 panie opiekunki raczej nie dały by rady wycierać zasmarkanych nosów. A co z lekami w takim przypadku- panie przedszkolanki podają syropy i kropelki do nosa??
UsuńPoza tym jak jedno dziecko się wyleczy z kataru i następnego dnia inne dziecko zacznie smarkać i psikać wokoło, bo będzie chore to cała "akcja" zacznie się od nowa i tym sposobem katar u każdego dziecka może trwać pół roku :/ Masakra szczerze mówiąc, bo takie małe dzieci nie mają odporności i nie obronią się przed wirusami..