wtorek, 23 września 2014

Powrót do zdrowia i działka :)

 Katar u Juniora ciągnął się niemiłosiernie ponad tydzień pomimo, że umie już sam wydmuchać nos i robił to chętnie i często. Pomimo podawania kilku różnych syropów na przemian (wypróbowaliśmy chyba z 5) i kropli do nosa, pomimo inhalacji.. Koleżanka ma nebulizator i zaproponowała, że mi pożyczy dla Młodego. W piątek poszłam, więc do naszej pani doktor, żeby Synala osłuchała i zajrzała w gardło, aby wykluczyć zapalenie gardła, anginę, zapalenie oskrzeli itd. Wszystko okazało się być ok, to tylko zwykły wirus. Uprzedziła, że teraz skoro Syn rozpoczął przedszkole to będzie się powtarzać i zanim złapie odporność trochę się pomęczymy.. Nie ucieszyła mnie ta wiadomość za bardzo, ale wszyscy mnie ostrzegali, że jak się zacznie p-kole to tak właśnie będzie. No cóż życie.. Teraz pewnie Junior do p-kola będzie chodził w kratkę.

 Pani doktor zapisała 2 syropy (na katar i na kaszel, który też go męczył kilka dni) i krople do nebulizacji. Tak więc od piątku 2 razy dziennie inhalujemy synka. Ta "kuracja" ma trwać 10dni. Już wczoraj była znaczna poprawa i katar zniknął, ale jeszcze do dziś postanowiłam go zostawić w domu, aby do końca się wykurował i nabrał odporności. Mamy zapisany taki syrop przeciwalergiczny i przeciwzapalny, który ma wspomóc odporność i mamy go podawać przez cały miesiąc. Oprócz tego kupiłam mu witaminy- żelki, które Synek wcina z ochotą. Zobaczymy czy to wszystko pomoże.. Chcemy też kupić taki nebulizator, żeby mieć w razie potrzeby, a na pewno jeszcze nie raz przydarzy się Juniorowi katar. A nie będę za każdym razem pożyczać od koleżanki, lepiej mieć swój.

 Także jutro zaczynamy przedszkolną przygodę od nowa, po przerwie. Ciekawe jak będzie i czy Synio będzie chciał chodzić chętnie?

 W piątek miałam wychodne- umówiłam się z przyjaciółką na ploty ;) Super było wyrwać się z domu i pogadać o czymś innym niż dzieci (bo koleżanka jeszcze nie ma dziecka). W sobotę wybraliśmy się naszą trójką na grzyby i nazbieraliśmy trochę prawdziwków i sów (bardzo je lubię) Junior był zachwycony chodzeniem po lesie i szukaniem grzybów (był już drugi raz) i teraz stale pyta kiedy pojedziemy znów ;) Popołudnie spędziliśmy na działce łapiąc ostatnie chwile lata i słońca. Było naprawdę gorąco :) Zabrała się z nami moja mama i pomogła nam sporo. Zerwaliśmy wszystkie gruszki i winogrona (mąż zrobił wino) i resztę malin. A także mąż wykopał całą marchew i cebulę (białą i czerwoną) i zostawiliśmy do wyschnięcia w altanie. Pozostały nam jeszcze na działce selery, pory, pietruszka, papryka i cukinia, a i jeszcze kilka główek kapusty i resztka pomidorów. Jeszcze trochę pracy przed nami.

Niestety pogoda się popsuła i od niedzieli coraz chłodniej i deszczowo. Dziś tylko 13st mamy :( Prawdziwa brzydka jesień przyszła, a tak marzyłam o pięknej złotej jesieni.. Może jeszcze się doczekamy, oby! I na koniec zdj. z soboty, ostatnie owoce i moje jesienne kwiatki:

                                                         
 
 





 





 

 

6 komentarzy:

  1. Niestety dla większości dzieci na początku przedszkole jest równe ciągłym infekcją :( Kupno inhalatora to dobry pomysł. Ja już nie wiem ile razy nasz nam służył.
    Piękny macie winogron,zresztą jak i całą resztę działki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja i dlatego już kupiliśmy własny, bo pewnie katar jeszcze nie raz się powtórzy,
      Dziękuję :)

      Usuń
  2. Ach, te choróbska.. Pociechą dla mnie jest, że w wieku szkolnym tym szkrabom - już nie szkrabom mija, podobno.
    Piękny masz ogródek!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nam pani w przedszkolu chodzic z katarem kazala bo to podobno norma i jak go bede chciala doleczac ze zwyklego kataru to wcale do przedszkola chodzil nie bedzie bo co chwile cos bedzie chwytal. No wiec chodzil tydzien taki zasmarkany ale zadowolony :)
    Zdrowka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy raz słyszę, że w p-kolu pozwalają chore dzieci przyprowadzać. U nas absolutnie nie jest to mile widziane i nie dziwi mnie to wcale, bo gdyby tak 23 dzieci w grupie było zasmarkanych i kaszlących to 2-3 panie opiekunki raczej nie dały by rady wycierać zasmarkanych nosów. A co z lekami w takim przypadku- panie przedszkolanki podają syropy i kropelki do nosa??
      Poza tym jak jedno dziecko się wyleczy z kataru i następnego dnia inne dziecko zacznie smarkać i psikać wokoło, bo będzie chore to cała "akcja" zacznie się od nowa i tym sposobem katar u każdego dziecka może trwać pół roku :/ Masakra szczerze mówiąc, bo takie małe dzieci nie mają odporności i nie obronią się przed wirusami..

      Usuń