Środowe spotkanie z koleżanką udało się bardzo :)) Siedziałyśmy w miłej przytulnej kafejce, popijałyśmy cappuccino i zajadałyśmy szarlotkę na gorąco z lodami- mmm pycha! Jak wróciłam wieczorem do domu Synalek już spał (odkąd chodzi do przedszkola i musi wcześnie wstawać, śpi już przed 20-stą) a ja wskoczyłam do wanny pełnej pachnącej piany, położyłam sobie maseczkę na twarz i miałam domowe spa ;) I tak się relaksowałam, cisza i spokój- czas tylko dla mnie, to lubię.
Wczoraj też byłam na kawie u (innej) mojej koleżanki, ale to już podczas, gdy Junior był w przedszkolu. Też fajnie było się spotkać, pogadać..
Minęły 2 pierwsze miesiące Juniora w p-kolu. Co prawda przez choroby nie chodził cały czas, pełne 2m, ale pomimo tego, że chodził w kratkę szybko i fajnie się zaaklimatyzował i polubił swoje przedszkole. Co mniej oczywiście bardzo cieszy. Nie spodziewałam się, że stanie się to tak szybko. Pani wychowawczyni- pani Asia jest bardzo fajna, ma dobre podejście do dzieci, dużo z nimi pracuje, jest miła i konkretna. Dzisiaj dzieciaki były na cmentarzu na grobach żołnierzy zapalić znicze. Myślę, że to dobry pomysł, nauczy dzieci patriotyzmu i szacunku do tradycji.
Jeśli chodzi o przedszkole jestem na razie bardzo zadowolona, często Synek "przynosi" do domu swoje plastyczne prace, zrobione podczas zajęć- był już wiatraczek z papieru, pierwsze rysunki, korale z jarzębiny, ludziki z kasztanów i z ziemniaka ;) jakieś wyklejanki- zwierzęta w lesie i grzyby. Widzę, że dużo robią plastycznych i manualnych rzeczy, cieszę się, bo widać, że nie jest to przechowalnia dzieci, gdzie tylko się bawią i robią co chcą, ale prawdziwe przedszkole. Myślę, że na etap nauki czy wierszyków i piosenek jeszcze za wcześnie, ale i na to przyjdzie na pewno pora. Jedyny minus to taki, że od tego roku zlikwidowano w grupach 3-latków j. angielski. A szkoda, bo w zeszłym roku maluszki miały i świetnie się bawiły ponoć raz w tygodniu. Teraz ustalono, że dopiero od 4-latków będzie u nas angielski. No trudno.
Jutro Święto Zmarłych, przyjedzie moja siostra z mężem i pójdziemy jak co roku na mszę na cmentarz do taty. Zapalimy też znicze wszystkim bliskim zmarłym. Junior zostanie z babcią w domu, bo jest za mały, aby w spokoju, grzecznie stać całą mszę na cmentarzu. A uważam, że w takim miejscu i w takim dniu należy się szacunek i cisza zarówno zmarłym, jak i ich bliskim, którzy przyjdą na mszę wspominać swoich bliskich.. To dzień pełen zadumy i refleksji i wkurzają mnie biegające i krzyczące wokoło dzieciaki. Sama jestem mamą bardzo energicznego dziecka i dlatego, żeby nie denerwować siebie i innych nie zabieram go ze sobą na mszę, bo i tak by się nudził i nie wytrzymał stać całą godzinę i w dodatku marznąć. Zadziwiają mnie zawsze matki z wózkami z malutkimi dziećmi, które drą się w niebogłosy w tych wózkach, bo pewnie są głodne albo im zimno albo nie chcą po prostu leżeć bez ruchu tyle czasu, a taka kobieta zamiast zabrać to dziecko z cmentarza to stoi i próbuje uspokajać, co zwykle nic nie daje.. Po co się męczyć, a przede wszystkim po co męczyć dziecko?? A jeśli chodzi o starsze kilkuletnie dzieci to uważam, że to nie plac zabaw, a niestety niektóre dzieciaki tak się zachowują, a ich rodzice nie reagują. No ręce opadają.
O rewii mody nad grobami w tym dniu już nawet nie chce myśleć, bo po co się denerwować ;) Ogólnie jest mi to obojętne, ale śmieszy mnie to trochę :) Jasne, że należy ubrać się jakoś odświętnie bardziej i elegancko, ale nie przesadzajmy i jak słyszę o zakupach ciuchowych przed 1listopada (bo trzeba się pokazać) i bieganiu do fryzjera po nową fryzurę to mam dosyć. To już chyba lekka przesada? Obym się jutro w obu kwestiach miło zdziwiła..
Nasza Zuza chodzi do przedszkola od sierpnia i też bardzo szybko się zaaklimatyzowała, choć miałyśmy dwie sytuacje płaczące.
OdpowiedzUsuńPóki co jestem zadowolona, kadra bardzo młoda, ale mimo wieku wszystkie panie są świetnymi nauczycielkami, a dzieci je wprost uwielbiają. Do pani dyrektor mam pewne zastrzeżenia, ale nie tylko ja...
U nas w przedszkolu jest angielski, tańce, rytmika, logopeda i korekcyjne. Uważam, że to fajna sprawa :) I niezła frajda dla dzieciaków :)
Bardzo mi się spodobał pomysł wyjścia dzieci na cmentarz!
Co do Święta Zmarłych, wolę się nie wypowiadać.
Moja teściowa co roku takie szopki odstawia, że aż wstyd:/
Też jestem za tym, aby maluchów nie zabierać, zwłaszcza kiedy jest zimno! Ja zabieram Zuzkę w południe.
Spokojnego weekendu Kochana, spędzonego w miłym rodzinnym gronie :)
Nasza pani dyrektor jest w porządku, bardzo miła kobieta :) Logopeda i zajęcia korekcyjne też są, ale to dla dzieci, które tego wymagają, wychowawczyni kieruje takie dzieci na dodatkowe zajęcia popołudniowe jak potrzeba. A rytmika i angielski to dla 4 i 5-latków.
UsuńMy też Syna do południa zabieramy na cmentarz na chwile i potem wieczorem na spacer wśród światełek, bo jest tak pięknie..
Dziękuje wzajemnie :)
W ubiegłym roku wzięłam Milenkę ze sobą i szybko tego pożałowałam. Po pierwsze pojechałyśmy wózkiem i ciężko było przecisnąć się do cmentarza, bo tyle aut. Po drugie kręciła się, chciała znicze dotykać, musiałam ja cały czas trzymać i trudno mi było nawet świeczkę zapalić. Jutro zostawię ją z Kocurem i pójdę sama. Przynajmniej na spokojnie. A wszyscy pójdziemy po święcie :)
OdpowiedzUsuńDokładnie.
UsuńJa mam inne zdanie, kiedyś byłam w kościele gdzie biegały dzieciaki, ksiądz( na pierwszej mszy bo był nowym księdzem w tej parafii) sam zapraszał je przed ołtarz, aby usiadły zobaczyły z bliska, kościół jest dla ludzi a dzieci to tez ludzie, pamiętam wtedy, że na kolejnych mszach było o wiele więcej osoób własnie z dziećmi, bo czasami jest tak, że nie ma z kim dziecka zostawić i ludzie bojąc się krytyki nie ida do kościoła a przecież nie o to w tym chodzi.Ja jestem zwolennikiem zabierania dzieci do kościoła mimo, że nie będą siedziały grzecznie, niech chodzą biegają i poznają nawet w kościele, mądry ksiądz to rozumie.Takie mam zdanie.
OdpowiedzUsuńAle ja nie pisałam o mszy w kościele, tylko na cmentarzu w Święto Zmarłych, gdzie należy być cicho, a nie biegać i skakać albo płakać i przeszkadzać. Ja nie mam ochoty słuchać wrzasków dzieci tylko tego, co ksiądz mówi i skupić się na modlitwie. A jak dzieci chcą się bawić i szaleć to niech idą na plac zabaw.
UsuńJa wszystko rozumiem, ale z drugiej strony to gdzie mają sie podziać te dzieci, których rodzice nie mają ich z kim zostawić? czy każdy musi rezygnować z tego na co ma ochotę ( nie tylko w kwestii mszy, czy wizyty na cmentarzu) bo komuś mogło by się to nie spodobać. Dzieci powinny uczestniczyć w takich "wydarzeniach" nie wybierajmy gdzie jest nam wygodniej je zabierać bo komuś mogą przeszkadzać. Swoją drogą raz w roku człowiek idzie na cmentarz się pomodlić, no chyba , że tylko po to, żeby się tam pokazać ze się było. Wszystko jest dla ludzi i dzieci a jak ktoś się chce pomodlić to jeśli faktycznie tego chce i potrzebuje i w to wierzy to nawet hałas mu w tym nie przeszkodzi. Nie wierze w księdza tylko w Boga a widzę, że dla niektórych to jest różnica. Co do placu zabaw, nie mówiłam o zabawie, ale chyba każdy kto ma małe dziecko rozumie , że kilkulatek ma ciężko wysiedzieć dłuższą chwile i słowo biegają nie tyczy się zawodów, kto przebiegnie szybciej od jednej ławki do drugiej tylko dzieci raczej rzadko chodzą spacerkiem za rączke, tylko chcą wszystkiego dotknąć zobaczyć. Zresztą widzę, że mając inne zdanie nie można tu z nikim porozmawiać ale nie będe przyklaskiwała jeśli mam inne podejście do pewnych tematów.she
UsuńKażdy ma prawo do własnego zdania. Ja dziecka małego do kościoła czy na cmentarz na mszę nie zabieram i nie zamierzam. I przeszkadzają mi inne hałasujące dzieci. To nie ich wina dziecko to dziecko taką ma naturę, że chce się bawić i nie będzie siedzieć cicho i to jest normalne. Ale msza święta to nie czas i miejsce do zabawy i dlatego Synka nie zabieram. Ma jeszcze na to czas, jeszcze się nachodzi do kościoła itd. ;) Teraz i tak by nic z tego nie zrozumiał. Ciekawe który dwu lub trzylatek coś rozumie z mszy? ;)
UsuńStrasznie się cieszę, że Twój synek tak dobrze zaaklimatyzował się w przedszkolu :)
OdpowiedzUsuńJa również nie lubię jak mi się dzieci drą nad uchem podczas mszy... Rozumiem, jeśli dziecko sobie chodzi, bawi się jakaś lalką, samochodzikiem, cicho zadaje pytania, zwiedza kościół... ale żeby biegać, wrzeszczeć i robić cuda wianki na podłodze to zdecydowanie, nie! :)
Ja mam ostatnio tego czasu dla siebie tyle, że aż dosyć. Przeziębienie odizolowało mnie od zwykłej codzienności, którą bardzo lubię, jedynie że od pracy odpocznę, o to nie marudzę, niemniej od święta, modlitwy przy grobie i planowanego spotkania z rodziną, z którą się nie widuję z przyczyn wyjazdowych, a wkrótce będę ich widzieć jeszcze rzadziej, reasumując - raczę się gorącymi kąpielami, ulubionymi filmami i herbatkami w swej błogiej - przyznaję - ciszy, ale nie mogę wykorzystać tego czasu, który chętnie teraz bym poświęciła na bycie z rodziną oraz przyjaciółmi.
OdpowiedzUsuń_____________
Oto dwa punkty widzenia, dwóch kobiet, mogących tak samo spędzać czas sam na sam.
O, to bardzo ciekawe z tym językiem w przedszkolu. Ale czy to tylko angielski? Czy nie można wybrać?
Powinno sie jakoś wpajać ludziom, że dzieci nie zabiera się na mszę ani na kilkugodzinne zakupy do marketu. I co robią te matki z dziećmi o pierwszej w nocy w całodobowym?
"wygląd, stan portfela, dobra reklama i wyrobione zdanie na temat polityki"
- przekopiowałam to z któregoś bloga. Wiele osób to widzi, jednak wciąż za mało.
U nas jest tylko angielski, więc nie ma wyboru.
UsuńAch, jak mi się marzą takie wyskoki na kawkę :) Szkoda, że nie mieszkamy blisko siebie :)
OdpowiedzUsuńFajnie, że jesteście Oboje zadowoleni z przedszkola, to duża zmiana dla całej rodziny, a dla Juniora krok w dorosłość :) Oj pamiętam te pierwsze prace Elizki- my dostaliśmy na zakończenie przedszkola całą teczkę- ryczałam przy niej jak bóbr :)
Wiesz, mi nawet ta rewia mody na cmentarzu nie przeszkadza, bo w sumie- nic złego te osoby mi nie robią. Bardziej razi mnie, że coraz mniej ludzi pamięta po co w ogóle tam przychodzi... Nie ma już tego wspominania, zadumy... Każdy byle szybciej.
Dzieci na mszy- to dla mnie drażliwy temat :) Niestety przez komunię Elizy muszę chodzić do kościoła z Lilą i jest to dla mnie katorga. Na razie była ładna pogoda więc stałyśmy na zewnątrz- pomijając już moje nerwy, to zawsze myślę o ludziach, którzy przyszli na msze- bynajmniej nie po to, żeby wysłuchiwać wrzasków mojego dziecka. Sama wkurzam się, kiedy inne dzieci tak się drą, albo biegają, więc u swojego dziecka staram się eliminować takie sytuacje.
My też dostaniemy na koniec roku teczkę z wszystkimi pracami dzieciaczków, ale na razie co jakiś czas Pani daje niektóre prace plastyczne do domu, a niektóre są wystawiane w szatni labo wiszą w gablocie obok sali każdej grupy osobno.
UsuńJeśli chodzi o kościół i msze to ja właśnie dlatego, żeby nie denerwować siebie i innych nie zabieram syna- jest za mały jeszcze i tak nic by z tego nie rozumiał.
Kiedy mieszkałam we Włoszech i czasami zaglądałam tam na mszę, podobała mi się ich wspólnotowość. Mniej ludzi w kościele, wszyscy sie witali, po mszy większość stawała na placu i rozmawiała, a małe dzieci wędrowały na mszy z rąk do rąk. To nie był kościół sztywnego wystąpienia duchownych na podium, to była wspólnota. Z drugiej strony też we Włoszech widziałam sytuację, gdzie dziadkowie dziecku (około 10 lat) robili miejsce do siedzenia, a sami stali ledwo na nogach. Totalne rozpuszczenie i kult dziecka. Prawa dziecka przed wszystkimi innymi.
OdpowiedzUsuńCiężko powiedzieć jak powinno to wyglądać. Całkiem fajnym rozwiązaniem chyba są te kaplice dla małych dzieci, pozwalające im na więcej swobody, a zarazem reszcie na skupienie na mszy. Inna sprawa, ze mogłyby te kaplice być też inaczej wykończone - na ciepło, może to będzie jakiś kolejny etap?
A co do rywalizacji - kiedy ubieramy się fajnie bo a) mamy styl b) mamy ochotę o siebie zadbać, to wszystko jest ok, kiedy natomiast pojawia się rywalizacja (a w przypadku mojej sis to np. poza strojem: płacenie za mszę za dziadka, popisowy bukiet zamiast razem się dogadać jak zadbać o grób, mimo naszych propozycji i to wszystko na święta jak wszyscy widzą, a tak to cały rok zero wizyt na cmentarzu), to robi się już nieciekawie.
No właśnie... smutne to.
Usuń