Nie wiem kiedy tu ostatnio pisałam, ale dość dawno.. Cały poprzedni tydzień Junior siedział w domu, bo miał katar i chrypkę. Niby tylko głupi katar (bez gorączki) ale nie puszczę go między dzieci "ze smarkiem do pasa". Pomimo codziennych inhalacji 2razy dziennie, syropków i psikania nosa wodą morską oraz gardła Argentinem (dawałam mu też probiotyk Dicoflor,żeby go wzmocnić) przeziębienie czy też wirus trzymał ponad tydzień i nie odpuszczał.. nic nie pomagało :/ Ale wreszcie od poniedziałku powędrował do p-kola i na razie jest ok (na jak długo??) Mam już dość- jeszcze wrzesień się nie skończył, a Młody już choruje i łapie wirusy. Zastanawiam się czy nie zaszczepić go na grypę. Szczepicie swoje dzieci? Podaję mu na odporność Sambucol i witaminy w żelkach oraz od czasu do czasu Multisanostol. Je oczywiście też dużo owoców (z warzywami gorzej, ale co mam zrobić, nie zmuszę go przecież) oraz jogurty i nie wiem dlaczego ma taką słabą odporność. W wakacje oczywiście nie chorował i nawet kataru nie miał ani razu, a teraz się zaczęło.
Ten tydzień nie wiem gdzie uciekł, czas przecieka mi przez palce. Szok, że to już piątek! Ale miałam co robić. Plusem tego, że Junior wrócił do p-kola i mam "wolny czas" do 14,30 (bo o tej godz. wychodzę codziennie po niego) jest to, że wysprzątałam porządnie całe mieszkanie (wreszcie umyłam okna) poukładałam sobie w szafach, sporo ciuchów poszło do PCK i na śmietnik i mogę znów chodzić na kije z kumpelą. Chodzimy o 10,0 po śniadanku, gdy nasze dzieciaki są w p-kolu. Brakowało mi tego, bo przez całe lato (ponad 2m) odpuściłyśmy i nie chodziłyśmy wcale. Teraz znów czas zabrać się za siebie- dieta i kijki :) Byłam też u kosmetyczki na paznokciach (zrobiła mi hybrydę, bo sztucznych nie znoszę), a za tydzień wybieram się do mojej fryzjerki odświeżyć kolor. Po lecie trzeba trochę o siebie zadbać. W sobotę tydz. temu byłam z siostrą na zakupach ciuchowych i wróciłam bogatsza o kilka nowych rzeczy i buty na jesień :)) Obkupiłam też oczywiście Syna i męża trochę też ;)
Jutro jedziemy po południu do szpitala w innym mieście odwiedzić naszego dobrego kolegę, który choruje od kilku miesięcy na boreliozę- miał pecha i ugryzł go zakażony kleszcz :( Jest teraz na 10dni w szpitalu i dostaje codziennie kroplówki z silnym antybiotykiem, miejmy nadzieję, ze to pomoże i postawi go na nogi i wreszcie będzie ok!! Trzymamy za niego kciuki.
Co poza tym? Co sobotę jeździmy z Juniorem do logopedki i fajnie z nim ćwiczy, Synek chętnie tam chodzi i grzecznie wykonuje wszystkie polecenia i ćwiczenia. Kobietka bardzo miła i ma podejście do dzieci, więc na razie jestem zadowolona.
Wczoraj odbyło się 1-wsze zebranie Rady Rodziców z panią dyrektor. Było jak zawsze miło, wesoło z kawką i ciastem ;) Ustaliłyśmy dużo rzeczy np. daty pasowania na przedszkolaka, Andrzejek, Jasełek, Wigilii w grupach i zabawy karnawałowej dla rodziców w styczniu oraz balu przebierańców dla dzieciaków. Poza tym było trochę różnych tematów i spraw do omówienia.
Korzystamy z pogody póki jest słonecznie i dość ciepło (choć rano to różnie bywa) i codziennie po przedszkolu zaliczamy plac zabaw lub spacer. Junior może wyszaleć się ze swoim kumplem Tymonem, a my z M. mamy czas pogadać. Oprócz Tymona najlepszym kolegą Juniora jest Maciek- chodzą do jednej grupy i są sąsiadami z bloku :) Codziennie rano chodzimy razem z Maćkiem i jego mamą do przedszkola i tak i oni i my się zaprzyjaźniliśmy ;) Monika i jej mąż są bardzo fajnymi ludźmi i od wakacji często się spotykamy- a to u nas na działce na grillu, a to u nich na kawie. Chłopcy świetnie się razem dogadują i bawią, czasem chodzimy razem na rowery czy też do siebie do domu - jest fajnie :)
Ok kończe, bo muszę lecieć po mojego łobuziaka do p-kola. Ciąg dalszy nastąpi.. ;) Miłego weekendu wszystkim!
Fajne są takie kontakty z ludźmi, który mają dzieci w zbliżonym wieku. Ja na szczęście też tutaj mam taka koleżankę. Nawet jak byłam po porodzie to zaprowadzała i odbierała Artura z przedszkola :)
OdpowiedzUsuńMilcia też miała katar, ale jak troszkę przeszło poszła do przedszkola, bo widziałam, że dzieciaki chodzą. Co prawda nie wielki katar, tylko trochę mokro pod nosem, ale miałam mieszane uczucia. Ale stwierdziłam, że skoro inne mamy puszczają to co ją będę w domu trzymać :/
OdpowiedzUsuńNo tak pogoda w kratkę to się i choroby zaczynają ;/
OdpowiedzUsuńA powiedz mi czy do logopedy poszliście z własnej inicjatywy czy zostaliście skierowani. U nas zajęcia z logopedii w szkole maja tylko 5 latki ale pani zbadała tez i 4 latki i powiedziała żeby ćwiczyć z Miśkiem język co robię już sama od jakiegoś czasu w domu. Nie zmiękcza nie wymawia r i sz,cz itp. I się właśnie zastanawiałam czy nie iść w tym roku .
Fajne takie przedszkolne znajomości a może to zaowocuje przyjaźnią na dalsze lata, kto wie:)
Ja zauważyłam, że kiedy faszerowałam Wiktora różnymi specyfikami na odporność było znacznie gorzej niż jak nie podawałam mu nic. Doszłam więc do wniosku, że wolę nie wlewać w dziecko tony chemii, ale szprycuję go malinkami, herbatą z lipy itp.
OdpowiedzUsuńZ resztą cały czas drżę o moje pociechy czy nie odziedziczyły po mamusi uczulenia na leki... Pamiętam do dzisiaj, że zaczeło się od zwykłego rutinoscorbinu. Wszyscy brali i byli zdrowi. Ja brałam jedną tabletkę i następnego dnia byłam chora. Po latach szukania okazało się, że tabletki działają na mnie zupełnie inaczej niż powinny :D
Ja tam twierdzę, że katar to jedna z bardziej upierdliwych dolegliwości :( Lila odkąd poszła do przedszkola, czyli od 3sierpnia ma go już drugi raz. I też nie daję Jej wtedy do przedszkola. I to jest specyficzny czas- Lilę roznosi energia, a ja wieczorem padam na twarz :)
OdpowiedzUsuńOjej, bolerioza- współczuję. Oby było ok. Super, że macie nowych znajomych!
Buziaki
Ach, u nas obecnie króluje choróbsko. Katar i kaszel wymęczy nie tylko Olusia ale i mnie przy okazji. Cały najbliższy tydzień spędzamy w domu. Wystarczyły dwa dni bez wychodzenia na dwór a my już oboje fioła dostajemy. Jednak było to do przewidzenia, że po puszczeniu Olusia do dwulatków nie unikniemy chorowania.
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za Waszego znajomego. Niech szybko wraca do zdrowia!
My sie rodzinnie zmagamy z katarem juz od konca sierpnia. Masakra... Zastanawialam sie czy dzieci nie zatrzymac w domu, ale teraz ciesze sie, ze tego nie zrobilam, bo to dziadostwo sie nawraca, a miesiaca wolnego wziac niestety nie moge... :/
OdpowiedzUsuńNa grype dotychczas nie szczepilam, ani siebie, ani dzieci. Uwazam, ze dzieciaki dostaja w pierwszych latacg zycia tyle szczepionek, ze ta jedna sobie daruje. Szczegolnie, ze szczepionka na grype to troche zabawa w kotka i myszke. Robia ja na podstawie szczepow wirusa z zeszlego roku, a jakie beda aktywne w tym, tego nikt nie wie. Moze naukowcy "trafia", a moze wrecz przeciwnie. Niestety, w tutejszych przedszkolach (i zlobkach), szczepionka przeciw grypie jest obowiazkowa, wiec Bi bedzie musiala byc zaszczepiona. Ale to pierwszy i ostatni raz. :( Nika nadal nie zamierzam szczepic...