Junior nadal zakatarzony i końca nie widać :( W sobotę wydawało nam się, że jest lepiej i w końcu po tygodniu siedzenia w domu jest poprawa, więc pojechaliśmy na zajęcia do pani logopedy (dwa tygodnie nie byliśmy, bo stałe coś wyskakiwalo i 2 razy musiałam odwołać) Ale niestety nasza "radość" nie trwała długo, bo w niedzielę rano Syn obudził się znowu z katarem :(( I dziś znowu od rana leje mu się z nosa, więc został ze mną w domu i jutro to samo.. Mam już tego dość szczerze mówiąc, bo ile może trwać głupi katar i ile przez to Junior będzie siedział w domu??? Paskudny wirus nie chce odpuścić! Mąż wziął na czwartek i piątek wolne, był u lekarza i dostał antybiotyk i już w sobotę czuł się lepiej. Ale dziecku na katar nie dam przecież antybiotyku. Tymon i Maciej (kumple Juniora) też z katarem\kaszlem siedzą w domu, więc wyjątkowo wredny ten wirus, że tak długo ich trzyma :\ Ja i M. to nie mamy problemu w razie choroby dzieci, bo ja jestem w domu, a M. mieszka z mamą, która się wnukiem zajmie w razie choroby. Zreszta od ponad miesiąca M. jest na chorobowym, bo ma problemy z kręgosłupem. Ale mama Maćka musi kombinować- jeden dzień ona wzięła wolne, jeden dzień mąż, na trzeci i czwarty poszedł do prababci (mama Moniki też pracuje i nie może zająć się wnukiem) Także ciężko mają i współczuje naszym sąsiadom w takich sytuacjach. Nie jest łatwo i różowo, gdy oboje rodzice pracują. Nie wszyscy mogą pozwolić sobie na branie opieki na dziecko albo urywać się wcześniej z pracy, aby to dziecko odebrać z przedszkola. A nasze przedszkole otwarte jest tylko do 16,0.
Także siedzimy sobie z Syniem nadal w domku, ukladamy budowle z klocków lego, oglądamy bajki, ćwiczymy zadania logopedyczne i rysujemy.
W sobotę mąż został z Młodym, a ja pojechałam z koleżanką B. do "dużego miasta" do Galerii na zakupy. Musiałam wyrwać się z domu po całym tygodniu siedzenia zamknięta z chorym dzieckiem w domu. Bo inaczej bym chyba oszalała. Było mi to bardzo potrzebne. Pochodzilysmy sobie po sklepach, kupilam kilka fajnych ciuchów już z myślą o wiośnie, bo wszędzie już wiosenne kolekcje. I na koniec tradycyjnie już wstąpiłysmy na kawę i dobre ciacho- tym razem sernik na ciepło z bitą śmietaną i truskawkami ☺ Miodzio!
Wieczorem wróciłam szczęśliwa i zrelaksowana do moich (stęsknionych) chłopaków ;)
A wczoraj po obiedzie, który zjedliśmy u mojej mamy (jak prawie co niedzielę) która mieszka w bloku obok nas, zostawiliśmy Juniora u babci i pojechaliśmy odwiedzić moją siostrę w szpitalu. Leży tam od piątku, bo miała słabe wyniki krwi-niski potas i żelazo. Co zapewne jest wynikiem przyjmowania chemii. Organizm jest osłabiony i traci, to co cenne.. Posiedzieliśmy trochę, wypiliśmy razem herbatę, pogadaliśmy. Ważne, żeby nie czuła się samotna i wiedziała, że może zawsze na nas liczyć. Mam nadzieję, że wyniki szybko się poprawią i za dzień-dwa wypuszczą ją do domu.
Wczoraj były Walentynki, ale my nie obchodzimy jakoś szczególnie tego dnia. Owszem dostalam piękny bukiet tulipanów od lubego, ale na tym skończyło się nasze "świętowanie" ;) Niech się młodzież bawi, my nie czujemy obowiązku akurat w ten dzień chodzenia do kina czy na kolację do restauracji. Lubimy uczcić inne, ważne dla nas rocznice, ale nie Walentynki.
Jutro kolejny dzień z Młodym w domu, mam nadzieję, że ostatni i że od środy będzie mógł wrócić do przedszkola. Ale głowy nie dam.. W naszym p-kolu jest zasada, żeby dzieci z katarem nie przyprowadzać i bardzo dobrze, zgadzam się z tym, ale niestety nie wszyscy rodzice się do tego stosują i stąd te wirusy krążące. Chcę wykurować go do końca, żeby nie zarażał innych dzieci.


Zdrowka zycze!! Katar doroslemu daje w kosc a co dopiero dziecku!! Wypad do galeri i serniczek do pozazdroszczenia :)
OdpowiedzUsuńZdrowego i milego tygodnia zycze!!
Oj, kiepskie wieści :( Inesko, kiedyś Eliza siedziała w domu z katarem 3tygodnie! Poza katarem nic zupełnie Jej nie było, ale nie miałam sumienia z TAKIM katarem wysyłać Jej do przedszkola. To było szaleństwo, wirusy są naprawdę uciążliwe.
OdpowiedzUsuńPrzykro mi z powodu siostry. To smutna wiadomość. Dobrze, że ma Was i że może na Was liczyć.
Co do kombinowania z pracą- zawsze doceniałam to, że mogę być w domu i że u nas nie ma z tym problemu. Domyślam się, jak ciężko jest rodzicom, którzy oboje pracują. Każda choroba dziecka, każdy przestój od przedszkola, to wyzwanie. A szef czasem bardzo krzywo patrzy...
Dużo zdrówka dla Was :*
Na poczatek zdrowka wszystkim Wam zycze. Siostrze szczegolnie, niech jak najszybciej wyjdzie z tego szpitala, niech wyniki szybko sie poprawia.powtorze juz cos co juz pisalam wczesniej-dobrze,ze ma Wasze wsparcie, najwiekszy dar jaki mozecie jej dac w tych `trudach choroby.
OdpowiedzUsuńWirusy paskudne chodza teraz wszedzie,pewnie przez ten brak prawdziwej zimy w tym roku, my tez po kolei chorzy jestesmy, ja od piatku ledwie zywa jestem i ciesze sie jak nie wiem co,ze w koncu sie ferie skonczyly i moge sie bezkarnie pod koc schowac i nic nie robic.
To o czym pisalas jest jednym z glownych powodow, dla ktorych nie pracuje, nie wyobrazam sobie przy czworce dzieci ( w tym jednym niepelnosprawnym, z ktorym co miesiac trzeba byc w szpitalu) , brac co chwile zwolnienia z pracy na wypadek choroby itp przypadkow, szczegolnie,ze jestesmy tu zupelnie sami.
Życzę Wam dużo zdrówka, choć sami też nie mamy go ostatnio w nadmiarze. Mam nadzieję, że stan Twojej Siostry również wkrótce się poprawi, dalsza hospitalizacja nie będzie konieczna i wszystko się szczęśliwie poukłada. To wspaniałe, że tak się rodzinnie wspieracie w tych trudnych chwilach i możecie na siebie nawzajem liczyć - uwierz mi, że nie w każdej rodzinie tak jest.
OdpowiedzUsuńKatar leczony i nie leczony twa siedem dni. U mnie trwał dwa tyodnie i myślałam, że oszaleje. Może irygacja pomogłaby dla Twojego synka.
OdpowiedzUsuńJa ją zawsze robię gdy moja córka ma katar. :)
Pozdrawiam
Katar leczony i nie leczony twa siedem dni. U mnie trwał dwa tyodnie i myślałam, że oszaleje. Może irygacja pomogłaby dla Twojego synka.
OdpowiedzUsuńJa ją zawsze robię gdy moja córka ma katar. :)
Pozdrawiam
Dużo zdrówka życzę, a w szczególności Twojej siostrze. Dobrze że ma w Was wsparcie.
OdpowiedzUsuńOj, u nas też choróbska wiecznie powracają. Niestety takie uroki pierwszego roku w przedszkolu. :/
OdpowiedzUsuńI jak, udao sie do przedszkola iść, czy nadal okropny kata męczy? Zdrówka duuuużo, szczególnie siostrze... powtórzę, ale to tak bardzo DUZO, że ma Was!
OdpowiedzUsuńTak, mama w domu to skarb, ciężko oto w dzisiejszych czasach, zatem to podwójny skarb.
Pyszny ten wypad do Galerii :)
ciepło pozdrawiam
W tym roku wyjatkowo upierdliwe te wirusy... Moje Potworki jak zlapia kaszel czy katar, to trwa to tygodniami. Niby nic wielkiego im nie jest, ale ciagnie sie jak te ich gluty z nosa... A mnie od ponad tygodnia gardlo drapie i tez, ani sie nie pogarsza, ani nie przechodzi... Dobrze, ze u nas akurat ferie i wzielam wolne zeby zajac sie Bi... Przy okazji moze podkuruje sama siebie.
OdpowiedzUsuńA bol chorob dzieci, kiedy jest sie matka pracujaca, znam z pierwszej reki. Czesto mam straszne wyrzuty sumienia posylajac Potworki do opiekunki czy przedszkola, ale nie moge sobie pozwolic na 2-3 tygodnie wolnego, zeby siedziec z dzieckiem, ktore ma "tylko" katar... :/ A meza szefostwo w ogole jest okropne pod tym wzgledem, wiec wszystkie dni wolne z powodu chorob czy jakichs durnych, pojedynczych Swiat, spadaja na moja glowe... :(
Aj.. katar ciężka sprawa.. dla mnie trwa i trwa..
OdpowiedzUsuńŻyczę Wam zdrówka..
Pozdrawiam