Po pogrzebie siostry, który odbył się 1 lipca następny tydzień spędziłam w domu opałakując ją i wspominając.. Akurat zaczęły się wakacje i Junior był wtedy u babci, cioci i kuzynek na wakacjach na wsi.. Tam mu dobrze, zawsze chętnie do nich jeździ i zostaje na noc. Wiem, że tam zadbają o niego i że jest tam szczęśliwy. Akurat był sezon na czereśnie, więc Junior wraz z dziewczynami miał zajęcie i pomagał w sadzie oraz wujkowi na polu. Miał wielką frajdę z jazdy traktorem ;)
Pierwszy dzień i rejs po morzu Dragonem:
Widok z latarni:
I plaża:
Pierwszy tatuaż:
I znów plażowanie:
Przepiękne i bardzo ciekawe miejsce nie daleko Ustki.
Po powrocie resztę urlopu męża wykorzystaliśmy na remont w mieszkaniu. Pomalowaliśmy wszystkie pokoje, Junior wybrał do swojego pokoju tapetę z piratami i statkami :) A w pokoju dziennym wymieniliśmy kanapę i fotele. W sypialni natomiast szafę i komode. Do łazienki kupiliśmy podwieszane szafki białe i wymieniliśmy starą baterię w wannie oraz dywanik. Zrobiło się czyściej i przytulniej. Oczywiście przy okazji wymieniłam też dodatki i tu mogłam trochę poszaleć!
W tak zwanym międzyczasie żyliśmy naszą działką jak co roku latem i spędzaliśmy tam bardzo dużo czasu. Tam ładuję baterię i odpoczywam najlepiej. Udało nam się zrobić kilka razy grilla, pomimo kapryśnej pogody tego lata, ale nie było to tak często jak w poprzednich latach..
30 lipca minęło nam 12 lat po ślubie.. jak ten czas leci!! Uczciliśmy to na kolacji we dwoje w pięknej klimatycznej restauracji. Junior na noc poszedł do babci K. A my mieliśmy wychodne.
W sierpniu wykorzystaliśmy jeszcze długi wolny weekend i wyskoczyliśmy na 4 dni do Mazury. Pięknie tam było- wielke jezioro, las, stadnina koni, zagroda ze zwierzętami. Cisza, spokój i pełen relaks. Tego nam było trzeba po trudach remontu i stresie związanym ze śmiercią I.
Nasz pokój
I restauracja-stołówka, w której jedliśmy wszystkie posiłki (bardzo dobre jedzenie)
Widok z okna restauracji
Zwierzaczki
I przepiękne konie
Naprawdę odpoczeliśmy tam i podobał nam się zarówno ośrodek wypoczynkowy jak i okolica. Sama natura i brak tłumów, tego nam było wtedy trzeba.
Reszte wakacji spędziliśmy na drobnych wyjazdach. W każdy weekend jeździliśmy nad pobliskie jezioro:
do kina:
Uroki lata :)
W pewną sobotę pojechaliśmy do Bornego Sulinowa na zlot maszyn wojskowych i pokazy lotów samolotów i helikopterów. Moje chłopaki byli zachwyceni!
Pod koniec sierpnia moja przyjaciółka M. postanowiła się przeprowadzić do Torunia... Nie będę wnikać w powody tej decyzji, miała swoje argumenty i uparła się strasznie.. Próbowałyśmy ją z B. I P. odwieść od tego pomysłu, ale nie dalyśmy rady :( Podziwiam jej zdecydowanie, bo ja będąc samotną matką z dwójką dzieci, nie mając tam rodziny ani przyjaciół nie zdecydowałabym się na taki wyjazd. Ale to jej życie i jej sprawa. Jak na razie nie idzie jej tam najlepiej (brak pracy) ale nie poddaje się i ma nadzieję na lepsze jutro.. Oby jej się udalo, życzę jej tego z całego serca! Oczywiście pomogliśmy jej w przeprowadzce.
Nadszedł wrzesień i powrót do przedszkola Juniora. Tym razem to już zerówka i ostatni rok w przedszkolu. Czas leci nieubłaganie i niedługo będziemy się żegnać z naszym kochanym przedszkolem i panią Asią :( Smutno będzie.. Ale to jeszcze przed nami, jeszcze 5 miesięcy zostało.
Jesień była piękna i tak szybko zleciała:
Na działkach:
Dzień Chłopaka i ciacho od cioci Marty:
W październiku mieli w przedszkolu święto dyni i konkurs na najfajniejszą dynie ;) Oto nasza:
Na początku grudnia jeszcze zanim trafiliśmy do szpitala w którąś sobotę wybraliśmy się do Torunia odwiedzić moją M. i jej chłopaków. Junior bardzo cieszył się ze spotkania z najlepszym kumplem, nie mogli się z Tymonem nagadać i ciężko było im się rozstać. Fajnie było się spotkać, zobaczyć jak się tam urządzili, jak mieszkają. I przy okazji zwiedzić trochę Toruń. Ostatnio byłam tam jako dziecko na wycieczce szkolnej. Na starym rynku trwał akurat jarmark świąteczny, więc skorzystaliśmy i obejrzeliśmy wszystkie te cudeńka :) Nakupiliśmy oczywiście dla siebie i naszych bliskich toruńskich pierników i parę pamiątek. Toruń w świątecznej oprawie jest piękny! Na dokładniejsze zwiedzanie wybierzemy się wiosną, gdy będzie cieplej. Już jesteśmy umówieni :)
O naszych świętach już pisałam. I o Wigilii przedszkolnej również. Niestety ostatnie przedszkolne Jasełka nas ominęły w grudniu ;(
Sylwestra spędziliśmy jak co roku na domówce z naszymi przyjaciółmi A i S oraz I i P. i ich córkami. W tym roku przypadło u nas. Było naprawdę bardzo fajnie i wesoło, mimo wszystko..
Dzieciaki szalały i bawiły się świetnie. Wytrzymali do 2 z kawałkiem i o 2, 30 impreza sie zakończyła i goście się rozeszli. Tylko o północy stojąc na dworze i patrząc na przepiękne fajerwerki z kieliszkami szampana w rękach i składając sobie noworoczne życzenia mieliśmy mały kryzys, bo życząc sobie tego szczęśliwego i dobrego roku wszyscy mieliśmy łzy w oczach, bo rok temu życzyliśmy sobie dokładnie tego samego i mieliśmy wiarę i nadzieję, że tak właśnie będzie, a stało się inaczej. I to był najgorszy rok dla nas wszystkich.. Każdy z nas kogoś stracił i za kimś tęsknił tego dnia.. Miało być inaczej. Ale życie jest niesprawiedliwe i nieprzewidywalne..
Na tym zakończę na dziś. Następnym razem opiszę co działo się po nowym roku, w styczniu, który właśnie powoli się kończy.. A działo się jak to u nas sporo.. raz wzloty raz upadki.. C.d.n....


























































































































































jak fajnie patrzec na wakacyjne zdjécia jak u nas tak zimno :)
OdpowiedzUsuńczekamy na wiecej.
Inesko, dobrze, że wróciłaś. Masz rację, dobrze jest spisywać te wszystkie chwilę, wklejać zdjęcia, móc potem wracać to tego wszystkiego...
OdpowiedzUsuńTwoja Siostra na pewno chciałaby żebyście żyli jak dawniej- szczęśliwi, radośni... Kochała Juniora i na pewno chciałaby dla Niego radosnego, wspaniałego dzieciństwa. W Ustce nigdy nie byłam, ale w Torunie byłam również na wycieczce klasowej w podstawówce :)Twoja Przyjaciółka na pewno miała swoje powody, aby podjąć decyzję o przeprowadzce, może potrzebowała zmiany? Mam nadzieję, że szybko znajdzie pracę i będzie szczęśliwa. A jeśli nie? Zawsze może wrócić, przecież ma Was- przyjaźń to wspaniały dar.
Czekam na relację ze stycznia.
Ściskam!
Ps. Ależ mi radość tymi zdjęciami z działki zrobiłaś. Ja już bardzo tęsknię za swoją, też się tam relaksuję odpoczywam. W tym roku mam nadzieję maksymalnie z tego korzystać.
UsuńInesko tyle pieknych chwil zlapanych w obiektywie, tyle wspanialych wspomnien!!
OdpowiedzUsuńDobrze, ze wrocilas, smutek w sercu zostanie juz na zawsze.... zyj pelna piersia, cieszcie sie kazda chwila- zycie tak krotkie jest....
Ogrodkowe zdjecia juz nastrajaj na wiosennea nute choc za oknem szaruga...
Usciski i milej niedzieli!!
Ależ dużo fantastycznych atrakcji :)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że jesteś. Pisz dla siebie i dla nas kochana :*
Inesko jesteś :) Tak się ciesze, ze choc w telegraficznym skrócie, to spisałaś wszystko. I bardzo dobrze, dla Juniora, masz rację, potwornie Was los obdarował, ale dla synka warto robić czasami dobrą minę do złej gry. Wam też się to należy, aby złapać ten oddech i choć na troszkę wyciszyć skołatane serce.
OdpowiedzUsuńPiękne te konie, naprawdę. Cudownie było się ogrzać oglądając zdjęcia ze słonecznych wakacji.
Ściskam Inesko i pisz, pisz dalej.
Piekne zdjecia! Mimo, ze zapewne wszystkie te miesiace byly podszyte smutkiem, to mimo wszystko widac, ze spedziliscie ten czas najlepiej jak sie dalo. Dla Juniora to na pewno dobre, a dla Was tez byla to pozytywna odskocznia od zaloby...
OdpowiedzUsuńBuziaki!
Inesko... tak dawno mnie u Ciebie nie było, że jestem kompletnie nie w temacie.
OdpowiedzUsuńBardzo mi przykro z powodu straty siostry.
Piękne zdjęcia.
Cieszę się, że wróciłaś. Ja zmieniłam miejsce bloga na trzy-m.blogspot.com