Długo mnie tu nie było, a to dlatego, że na półtora tygonia wylądowałam w szpitalu.. Na ostatniej wizycie mojej pani doktor nie spodobały się na usg przepływy i stwierdziła, że synek jest trochę mały, bo w 35 tygodniu ciąży ważył 2300g. Dała mi skierowanie do szpitala i na drugi dzień na usg wyszło, że Mały ma 2400g, ale przepływy są "dziwne" jak to stwierdziła i kazała zostać mi na obserwacji. Bardzo przestraszyliśmy się z mężem i martwiliśmy się o Maluszka, zresztą nasza rodzinka i przyjaciele też. Dostałam od nich dużo wsparcia i pocieszenia, odwiedzali mnie często, mąż na szczęście był przy mnie codziennie popołudniami aż do wieczora, bo inaczej zwariowałabym w tym szpitalu z nudów. Lekarze (poznałam przez ten czas wszystkich pracujących na patologii ciąży i położniczym) i położne byli bardzo mili i nie mogłam narzekać na opiekę. Poznałam też bardzo fajne dziewczyny, bo przez ten czas, który leżałam miałam aż 3 "współlokatorki"(leżałam w sali dwuosobowej) Przez cały ten czas nie dostawałam żadnych leków ani kroplówek, robili mi tylko codziennie ktg i kilka razy miałam usg, żeby sprawdzić te przepływy. W pierwszy dzień pobytu moja gin zrobiła mi taki test z oksytocyną, który wyszedł prawidłowo na szczęście, bo gdyby było inaczej musiałabym urodzić miesiąc przed terminem.. Na szczęście skończyło się dobrze, bo w 36tc waga wzrosła do 2620g, a ktg codziennie wychodziło w porządku, ja cały czas czułam się bardzo dobrze, skurcze pojawiały się rzadko, ruchy dziecka czułam cały czas, więc puścili mnie wreszcie do domu. Stwierdzono hipotrofię i małe torbieliki na łożysku- dlatego te przepływy wychodzą u mnie raz lepiej raz gorzej.
Teraz leci nam 38tydzień ciąży, do terminu jeszcze półtora tygodnia tylko. W piątek mam wizytę u mojej gin i okaże się czy synek urósł i czy to już czas.... Może skieruje mnie z powrotem do szpitala jeśli będzie jakieś rozwarcie szyjki.
Plusem mojego pobytu w szpitalu jest to, że oswoiłam się z tym miejscem, lekarzami, położnymi itd. Dla mnie to był pierwsze raz w życiu, gdy leżałam w szpitalu, więc na początku było dziwnie, ale potem się przyzwyczaiłam, nawet do niezbyt smacznego jedzienia ;) Ale mąż, mama i teściowa dbali o mnie i podrzucali codziennie coś dobrego ;) Nie było tak źle, ale cieszę się że mogłam jeszcze wrócic do domku przed porodem, odpocząć psychicznie, przygotować wszystko na spokojnie dla Małego do szpitala. W domu wszystko dla Niego przygotowane i gotowe. Dziś i jutro idę na ostatnie zajęcia do szkoły rodzenia, może dowiem się jeszcze coś ciekawego.
Stwierdziliśmy, że u nas nigdy nie może być wszystko "normalnie" i zbyt różowo, bo najpierw długie starania, potem trudny początek ciąży, bo miałam krwiaka i ciąża była zagrożona i na sam koniec nerwy czy z Małym wszystko będzie ok i mój pobyt w szpitalu. Także pomimo, że moja ciąża była znośna i czułam się cały czas świetnie, nigdy nic nie wiadomo i każdej chwili coś może się popsuć.. I najgorsze jest to, że nie wiadomo dlaczego tak się stało. Pani doktor powiedziała, że nie ma w tym mojej winy, bo ja naprawdę dbałam o siebie, dobrze się odżywiałam, brałam witaminy i wszyskie leki jakie mi gin przepisywała. Jadłam dużo owoców i warzyw, odpoczywałam, nie pracowałam całą ciąże, a mimo to coś było nie tak.
Ale moja mama urodziła moją siostrę w terminie i miała tylko 2700g (ja miałam 3100) i moja siostra córkę urodziła z wagą 2600g więc lekarze stwierdzili, że taka nasza rodzinna przypadłość.. Nasz synek nie będzie gigantem, ale w sumie to może dobrze, bo nie chciałabym rodzić 4kg dziecka jak moja kuzynka, która nie wspomina tego dobrze..
Być może uda mi się jeszcze odezwać przed powrotem do szpitala i porodem, postaram się, Jeśli nie to trzymajcie za nas kciuki!!
trzymam :)
OdpowiedzUsuńi ja TRZYMAM!:))))))))))))))))
OdpowiedzUsuńOj a ja byłam pewna, że następna notka będzie już z wieścią, że maleństwo jest już z Wami... Wchodziłam codziennie, nie ma nic i nie ma, no to sobie myślę - pewnie jest w szpitalu i rodzi... a Ty bidulko byłaś w szpitalu i się zamartwiałaś :( Przykro mi bardzo, ale mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze... że syneczek urodzi się zdrowy i bez żadnych komplikacji, życzę Ci tego z całego serduszka, bo należy Wam się, zasługujecie na tą malusią kruszyneczkę! :)
OdpowiedzUsuńJa jak się urodziłam w terminie ważyłam 2800, gdy wychodziłam ze szpitala 2600, byłam mała a długa, ale się wyrobiłam ;P
Pozdrawiam ciepło, trzymaj się mocno Inesko kochana! :*
No to czekamy!! Wszystko będzie dobrze i Wasz Maluszek szybko będzie z Wami:)
OdpowiedzUsuńŚciskam i czekam na wiadomości o szybkim i bezbolesnym porodzie za który mocno trzymam kciuki oby taki był:)
kciuki cały czas zaciśniete :) kurde to już na prawdę niewiele zostało. Dobrze ze wypuścili cię do domu te ostatnie dni miło spędzić w przyjaznej domowej atmosferze.
OdpowiedzUsuńjej nie moge uwierzyć ze niebawem będziesz rodzić !!!
3mamy kciuki, już któtka droga przed wami i bedziecie miec maluszka :) Ale ten czas minol szybciutko.... Powodzenia!
OdpowiedzUsuń