Nie piszę choć czasem mam wielką ochote, ale po prostu przy moim dziecku nie mam na to czasu. Zastanawiam się czasem skąd Wy blogujące mamuśki macie na to czas?? Bo ja nie ogarniam! Mój syn za kilka dni kończy pół roku i w tych krótkich momentach, gdy śpi ja staram się posprzątać mieszkanie i ugotować obiad, na nic więcej czasu nie starcza. Gdy mały idzie spać (o 20.0) to padam na twarz, marzę tylko o prysznicu i ciepłym łóżku. Dopiero wtedy mamy chwile czasu dla siebie z meżem i żeby obejrzeć jakiś film czy cokolwiek. Ale nie trwa to długo, bo ok 22-giej idziemy spać ponieważ rano trzeba wstać- mąż do pracy, a ja do dziecka.. I "karuzela" zaczyna się od nowa. Jestem wciąż zmęczona, znudzona codziennymi obowiązkami i mam dość. Czy Wam nie nudzi się ta przewidywalna codziennośc? To że każdy dzień wygląda podobnie, prawie tak samo? Mój maluch jest bardzo wymagający i marudny, nie usiedzi sam dłużej niż 10min. wciąż trzeba przy nim być i go zabawiać- czasem brak mi już pomysłów co z nim robić, jak go zajać, bo przecież nie mogę go nosić na rękach przez cały dzień, nie daje rady :(
Jednym słowem macierzyństwo mnie rozczarowało i nigdy nie było mi tak ciężko i źle jak przez ostanie pół roku.. Nie sądziłam, że tak będzie i że będę się tak czuć, wiem że to okropne, ale taka jest prawda..
Jakbym siebie słyszała jakieś 2 lata temu :( Tak mi przykro bo to trzeba przejść, niestety :( Trzymaj się. Podrośnie to odsapniesz... Jak moja podrosła i stała się znośna (dziś, 2,5 r) to zachciało mi się drugiego ale ten jest jakiś mniej obsługowy (dziś 5,5 msc) :)
OdpowiedzUsuńW sumie to mamy synów w podobnym wieku, mój jest z 27.X.2011.
OdpowiedzUsuńJulo jeszcze miesiąc temu też nie potrafił sam się zabawić dłużej niż 10 minut. A teraz(8 miesięcy)- jeśli akurat nie ząbkuje:D, to i z dwie godziny siedzi i ogląda pudełko z każdej strony:)
OdpowiedzUsuńTakże kiedyś zapewne i u Was pojawi się czas na samotne zabawy Syna:) Jeszcze będziesz Go prosić, co by z mamą chciał się pobawić:D
moja młoda jest bardzo absorbująca, a na pisanie bloga mam czas jak karmię, wtedy lapek na kolana i jednym palcem dziubię posta :P
OdpowiedzUsuńKochana! Mi też było bardzo trudno. Początki były straszne, wszystko zaczęło się normować w okolicach 5-6 miesiąca. Mi poród zchrzanił kręgosłup i nie mogłam Córki nosić, więc leżałam i tarzałam się z nią po łóżku. Musiałam szukać innych sposobów a w dodatku refluks i meeega rzyganie. Oj problemów było i są ale inne. Teraz jest w miarę. I u mnie dni są różniaste, nie mogę powiedzieć że wkółko mam to samo. Moja Córka jest mega ruchliwa, różnie śpi w ciągu dnia.
OdpowiedzUsuńNie tylko Ciebie macierzyństwo przerasta, w domu jesteś sama z synem ale tu jest nas cała banda! Ja sama gotuję Dziecku zupki i mam fisia na tym punkcie. Daję radę, bo nikt za mnie Dzieckiem się nie zajmie, Mąż w pracy a reszta poza. Nikt obiadu nie zrobi, nie posprząta... I sama się dziwię ale przy wyjącym Dziecku, uwiązanym do nogi jakoś się pchnie wszystko do przodu :) Też się ogarniesz, bo inaczej oszalejesz :) Jeśli jesteś poddenerwowana, podłamana i nieszczęśliwa, Syn wszystko odczuwa i dlatego może być tak absorbujący. Wyczuwa Twój niepokój i najzwyczajniej w świecie się boi, bo wyczuwa nieznane mu zagrożenie. Klei się do Ciebie, ściąga uwagę bo walczy o poczucie bezpieczeństwa. :)
Mam nadzieję, że choć trochę dałam Ci wsparcia :) Pozdrawiam gorąco :)
ja musiałam się nauczyć godzić wszystko na raz. też wszystko starałam się nadrobić wcześniej jak Mały spał. jak zachodziły jakieś zmiany, tj. zaczął być bardziej ruchliwy to było gorzej, tj. musiałam zmienić stare przyzwyczajenia i dostosowywać się do nowych możliwości bądź ich braku. jak byłam zła, że czegoś zrobić nie mogę dziecko od razu to wyczuwało, więc przestałam zakładać, że coś muszę zrobić danego dnia. szłam na żywioł, w zależności jaki Mały miał dzień, a raczej jak długo trwały drzemki, ale powiem Ci, że dobrym sposobem jest też pokazanie dziecku co się robi w domu, że są obowiązki i takie tam co mama robi. no więc wsadzałam w fotelik/leżaczek i Mały patrzył jak zahipnotyzowany jak robię obiad, odkurzam, sprzątam. i ja byłam zadowolona, bo miałam go na oku i on miał frajdę, że widzi mamę i poznaje świat domowy w pełni okazałości :)
OdpowiedzUsuńtrzymam kciuki za Ciebie !
Początki zawsze są trudne :-) Moja starsza córa też dawała mi w kość ;-) ale rzeczywiście tak koło 6-7 miesiąca zaczęło ją interesować więcej niż tylko MAMA ;-) Szybko tez zdecydowaliśmy się na kolejnego szkraba i tu wręcz przeciwnie synio na początku nie wymagała takiej uwagi za to teraz się zrobił strasznie mamowy ;-) Moja rada ??? jak masz możliwość to wyjdź na miasto!!! z koleżankami!! Oderwij się na chwilę!! Porządki też nie zając jak Młody śpi to odpocznij... obejrzyj coś, złap za książkę lub się zdrzemnij. Nie jesteśmy maszynami!! Potrzebujesz relaxu!! odpoczynku!!
OdpowiedzUsuńInesko rozumiem cię doskonale. Mnie też macierzyństwo przytłoczyło. Nie powiem tutaj nic odkrywczego ale z czasem jest lepiej - łatwiej. Jak już maluch się będzie potrafił sam soba zająć. Nadal bywają dni że mam dosyć ale są one w zdecydowanej mniejszości i wierzę że u ciebie też się wsyzstko unormuje. Synek będzie coraz bardziej samodzielny, kontaktowy, i to siedzenie w domu bedzie coraz fajniejsze ;] A może masz możliwość żeby zostawić Młodego z tatą jego, gdzies wyskoczyć... nawet po głupi chleb do sklepu byleby sama. Może w weekedny na jakiś basen iść albo z koleżanką na kawę ale gdziekolwiek co sie relaksuje tylko SAMEJ. Mąż niech się wykaże i chłopaki niech łapią wspólny język ...
OdpowiedzUsuńPS ja mam czas na net bo sprzątanie i gotowanie (czasami) olewam grubym sikiem :D
gdzieś już to słyszałam...widać każda mama ma takie chwile. Rozumiem Cię, ja długo siedziałam całymi dniami sama w domu, może też trochę za dziecko robił mój kot, który potrzebuje adoracji przy zabawie. Czy jest na to recepta?? nie wiem, ale jedno wiem na pewno...po gorszych chwilach przychodzą te lepsze:)
OdpowiedzUsuńKochana nie łam się, ja też miałam chwile słabości. Ale szukaj rozwiązań. Nie wstydź się poprosić kogoś o pomoc, chociażby koleżankę, żeby została z synkiem pół godziny a Ty pójdziesz sobie na spacer złapać trochę dystansu... to bardzo pomaga, przynajmniej mi. Nie miej wyrzutów sumienia, jeśli wyjdziesz gdzieś sama, to dobrze zrobi i Tobie i dziecku. Pamiętaj szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. A jeśli chodzi o obiady to ja robię zawsze duże ilości i mrożę... później tylko gotuję makaron, kaszę lub ziemniaki i obiad gotowy. Mrożę też zupy wszystkie bez ziemniaków. A sprzątanie po prostu olej :) Synek podrośnie, pójdzie do kolegów i dziewczyn to zdążysz sobie jeszcze w życiu posprzątać :) Trzymaj się.
OdpowiedzUsuńhttp://walka-o-dziecko.blogspot.com/ Kass napisz jak coś kasia560@poczta.onet.pl
OdpowiedzUsuń