Ostatnio mamy piękną złotą jesień i chodzimy na długie spacery 2 razy dziennie, ale od jutra ma niestety padać i chyba w głowę dostanę jak pogoda faktycznie popsuje się na kilka dni i trzeba będzie siedzieć w domu. Nienawidzę jak pada i nie można wyść z dzieckiem na spacer. Teraz jest tak pięknie, słonko grzeje kolorowe liście leżą wszędzie, kasztany spadają, pachnie cudnie jesienią, jest ciepło i fajnie. Tak mogłoby być zawsze, lubię tę porę roku, ale jak nie pada.
Syn śpi ostatnio jakoś kiepsko, niespokojnie, budzi się z okropnym płaczem albo popłakuje i stęka przez sen. Kilka rady w ciągu nocy nas budzi-masakra. I znowu jest problem z jedzeniem, bo nadal najchętniej tylko mleko pije, nawet kaszki już nie chce, znudziła mu się chyba. Obiadu tyle co nic-kilka łyżeczek zje i ucieka, owoców trochę np. pół banana lub kawałek jabłka albo jedną śliwkę i koniec. Chrupki i sucha bułka to jest to. Lubi też chleb z dżemem. I to wszystko. Nie mam już sił na niego i nie wiem jak go przekonać do jedzenia :(
Poza tym nie cierpi się ubierać, co rano jest cyrk i wycie, że go ubieram i zmieniam pieluche. Jakbym mu krzywdę robiła, mam tego dość. Kiedy to się skończy i mu przejdzie? Cały czas powtarzam sobie, że to wszystko minie, że wyrośnie z tego, że będzie lepiej. Ale kiedy?? Tak bym chciała, żeby był już dużym, rozumnym i samodzielnym chłopcem. Żeby można się było z nim dogadać i porozmawiać, żeby sam się sobą zajął i miał swój świat.. Żeby umiał się już sam ubrać i najeść..
Jest mi ciężko. Nie przespałam całej nocy normalnie od ponad 11 miesięcy :( Nie mogę spać kiedy chcę, nie mogę czytać kiedy chcę, nie mogę się w spokoju ubrać i umyć nawet. Nie mogę wyjść z domu kiedy chcę i potrzebuję coś załatwić. Nawet do lekarza pojechać. Wszędzie musze go brać ze sobą, a tak czasem się nie da i to niemożliwe. Chciałabym, żeby mój syn był na tyle duży, żeby mógł zostać sam w domu, a ja mogłabym robić co chce i kiedy chcę. Marzę o tym. I nie chodzi tu o pójście na kawę do koleżanki, ale o masę innych, ważnych spraw. Nie mogę przecież z nim na ręku załatwiać spraw w urzędzie czy banku albo iść do lekarza. Nie lubię prosić kogoś o pomoc, żeby z nim został, głupio mi tak wykorzystywać nawet bliską rodzinę, bo wiem jaki on potrafi być marudny i dać "czadu", a to przecież mój obowiązek, żeby się nim zająć. Czasami mam naprawdę serdecznie dość.
Niedawno w pewnym popularnym programie usłyszałam słowa: "W moim przypadku macierzyństwo to trudny temat, nie jest kolorowo, nie jest tak jak myślałam, że będzie. Nie oszukuję koleżanek, które chcą zostać matkami, że jest tak różowo- tak jak mi opowiadano i oszukiwano." Dokładnie tak, zgadzam się i mogę podpisać sie pod tym obiema rękami!
< przytulam > - wirtualnie, ale tylko tyle mogę zrobić.
OdpowiedzUsuńjeśli cię to pocieszy to tez przechodziliśmy przez faze wstretu na ubieranie, wstrętu na przewijanie, odchodziły histerie konkretne, rzucanie się ,wyginanie, płacz i wrzaski jakbym conajmniej tłukła dziecko swoje... ale... to minie. Serio predzej czy później ale minie. Chyba wiekszosc dzieci przechodzi przez takie bunty. Skończy się jeden za chwilę zacznie się drugi ale musimy przyznać, że bywają też fajne momenty ;)
OdpowiedzUsuńMi też brak niezależności i wolności oraz mozliwości decydowania o tym jak zorganizuje swój czas póki co mój czas jest podporzadkowany głownie Małej i to pod nią się ustawiamy.
Nie powiem marz mi się wyjście gdzieś bez ogonka przy sobie ale moge o tym zapomniec przez najbliżesze 10(?) lat. Nie wiem kiedy będę mogła Małą zostawic samą w domu ale nawet jak to nadjedzie to i tak jeszcze długo nie odczuję że czas należy tylko do mnie. Czasami łapie mnie dół innym razem sie z tym godzę. Może masz tak samo ? może teraz akurat masz dołek na sinusoidzie ale przyjdzie i lepsze nastawienie czego ci życzę :)
PS może Małemu zęby idą ?
Czasy kiedy Twój czas, będzie tylko Twój nie nadejdą zbyt szybko. Jako mama musisz się pogodzić z tym, że teraz wszystko będzie inaczej niż kiedyś. Ale to nie znaczy, że gorzej. Spróbuj znaleźć opiekunkę na godziny, tzn. będziesz ją wzywać wtedy kiedy będziesz potrzebowała dla siebie 2-3 godzin. Jak poszukasz to na pewno znajdziesz np. studenktkę która chętnie dorobi parę złoty od czasu do czasu. Albo znajdz żłobek do ktorego mogłabys zaprowadzic synka na kilka godzin od czasu do czasu i będziesz płaciła za godzinę a nie za cąły miesiąc.
OdpowiedzUsuńI nie bój się prosić bliskich o pomoc. Nawet jeśli Twoje dziecko potrafi człowieka wykończyć (a gwaratuje Ci że większość dzieci od czasu do czasu ma takie zdolności, nawet te "idealne") to kilka godzin od czasu do czasu nie wykończy babci czy dziadka. Pamiętaj, że to też rodzina Twojego dzicka, nie tylko Twoja czy męża więc spędzenie z nim czasu powinno byc przyjemnością a nie przykrym obowiązkiem.
Ps. to że ktoś Ci opisywł macerzyństwo jak coś pięknego wcale nie musiał Cie oszukiwać. Każde dziecko jest inne, każdy człowiek inaczej się adaptuje do sytuacji i inne mamy mogą macierzyństwo postrzegać zupełnie inaczej niż Ty. Po prostu nie trafiłaś na nikogo kto miałby podobne problemy albo przynajmniej powiedział że macierzyństwo to nie tylko pachnące i uśmiechnięte bobasy ;)
Pozdrawiam i życzę wytrwałości oraz żeby wszystko sie ułożyło jak najlepiej.
Stefanka
głowa do góry! Ten czas naprawdę szybko mija i jeszcze będziesz wspominać go z łezką w oku i tęsknić do niego ;)
OdpowiedzUsuńJak ja Cię rozumiem...
OdpowiedzUsuńPewnie już zapomniałaś o tym poście, ale ja się podpisuję pod nim obiema rękami. Też czekam, aż Lila będzie już duża. Chociaż taka jak Eliza. Z jednej strony uwielbiam maluchy, a z drugiej męczy mnie to tak bardzo... I u nas też te fazy z jedzeniem... Tylko, że u nas nawet mleko nie jest na topie. Kurczę, że też innym rodzą się takie dzieci wszystko jedzące.... :(
OdpowiedzUsuńNie zapomniałam jak było mi ciężko i chyba nigdy nie zapomnę tych naszych trudnych z Synem początkach.. I też się czasem zastanawiam jak to jest, że jedne dzieci mają taaki apetyt, a inne w ogóle i trzeba wmuszać jedzenie..
UsuńNo straszne to jest po prostu... Elizie przeszło, więc gdzieś tam po ciuchu liczę, że i Lilce przejdzie...
UsuńTe mamy, które mają takie żarte dzieci, nawet nie wiedzą jak to ułatwia i uprzyjemnia życie. Ja jestem na etapie, że myśl o każdym posiłku mnie osłabia :(
Ja staram się już nie panikować i nie przejmować aż tak- jak na początku. Zje to zje ten obiad, a jak nie to więcej zje na kolacje.. Mojej koleżanki synek(w wieku mojego) je dosłownie co 2 godz. i stale jest głodny i woła "am", a ona narzeka i się wkurza- nie dogodzisz, tak źle i tak niedobrze ;)
Usuń