wtorek, 27 listopada 2012

Wspomnienia...

 Dziś dopołudnia byłam z Juniorem u mojej kuzynki, która ma 3 letnią córkę (moją chrześniaczkę). Dzieciaki bawiły się- tzn. rozwalały dookoła wszystko i robiły bałagan totalny, my piłyśmy kawę, rozmawiałyśmy i A. zapytała mnie nagle czy teraz jest mi łatwiej, pamiętając moje trudne początki w macierzyństwie, moją depresje, nerwy i łzy.. Odpowiedziałam, że oczywicie, że o wiele łatwiej i lżej. Że nie ma w ogóle porównania do tego co było kiedyś..na początku. 
 Pierwsze pół roku życia mojego syna to był dla mnie koszmar jakiś (z małymi wyjątkami, z pojedyńczymi miłymi, wesołymi dniami, chwilami). Najpierw przez bite 3m były kolki- masakra po prostu, codzienne noszenie Małego całymi wieczorami i nocami na rękach, jego ciągłe wycie i wrzask. W dzień też zdarzały się "akcje" , ale najbardziej bołał go brzuszek od ok.18.0- wtedy zaczynała się "jazda". My z mężem prawie w ogóle nie spaliśmy. Ja odsypiałąm w dzień jak Młody spał, a mój biedny mąż był w pracy, więc nie miał kiedy odpocząć. Próbowaliśmy wszystkich znanych sposobów o jakich tylko usłyszeliśmy. Byliśmy z nim kilka razy u lekarza, wypróbowaliśmy wszystkie możliwe krople na kolki i inne preparaty. Nic nie pomagało, albo pomagało na chwile ;( Naprawdę nikomu nie życzę takich doświadczeń!
Bardzo wtedy pomogły mi moja mama i siostra- były u mnie codziennie, gotowały obiady, sprzątały, zajmowały się małym, bo inaczej bym zwiariowała sama i nie dałabym rady.. Wreszcie po 3 miesiącach tak jak wszyscy obiecywali kolki nagle się skończyły- praktycznie z dnia na dzień- to był szok i wielka radość, ale...
Jak skończyły się kolki nasza pani doktor stwierdziła wzmożone napięcie mięśniowe i skierowała syna do neurologa, który zapisał nas na rehabilitacje. Chodziliśmy 2 razy w tygodniu i codziennie ćwiczyliśmy w domu. Młody nie chciał ćwiczyć, nie chciał leżeć na macie, obrócony na brzuch płakał strasznie. To było męczące i często miałam dość. Nie miałam na to wszystko cierpliwości, nie tak to sobie wyobrażałam. Moje koleżanki, czy kuzynka nie miały takich doświadczeń i przeżyć ze swoimi dziećmi, nie umiały mi pomóc i nic poradzić. Czasem nie miałam już sił i siedziałam i płakałąm razem z małym. Wieczorami byłam tak wykończona, że padałam z nóg i po 20-stej chodziłam spać. Opeka nad Juniorem, ćwiczenia i codzienne obowiązki domowe mnie wykańczały i to psychicznie najbardziej. Nie raz wyłam w poduszkę, bo czułam się bezsilna i myślałam, że to nigdy się nie skończy, że tak będzie już ZAWSZE... Tego bałam się najbardziej, że tak będzie już stale wyglądać moje życie :(

 No i czułam, ze jestem złą matką, najgorszą na świecie, że nic nie potrafię, nie umiem zająć się własnym dzieckiem, nie umiem pokochać go tak jak powinnam.... To było straszne, dusiło mnie poczucie winy, nie widziałam wyjścia z tej sytuacji, miałam okropne, czarne myśli.

 W między czasie okazało się też, że Junior ma prawdopodobnie alergię i musielimy zmienić mleko i kupować tylko w aptece na receptę.. z tym też było trochę zamieszania. Dostał straszną wysypkę i nic nie pomagało. Trwało to prawie mieiąc i co chwila lataliśmy z nim po lekarzach. Ale potem minęło na szczęście. A jak Junior miał pół roku wyszedł mu 1-wszy ząb i po paru dniach następny, więc zaczęły się atrakcje z ząbkowaniem..

 Jednak nic nie przebiło już kozmaru pierwszych miesięcy jego życia.  Ząbkowanie i towarzyszące mu objawy- marudność, gorsze spanie i ślinienie się to pikuś w porównaniu z tym co przeszliśmy wcześniej. Nadal zdarzają się gorsze dni i ciężkie chwile, nadal czasem mam wszystkiego dość, mam dość własnego dziecka i chciałabym ucieć gdzieś daleko. Mam jeszcze takie dni i pewnie każda mama ma, ale jest o niebo lepiej. Junior (zazwyczaj) jest radosnym, mądrym chłopcem i bardzo go kocham. Im jest starszy tym fajniejszy :)

9 komentarzy:

  1. dlatego ogłosiłam kiedyś, że chcę urodzić od razu 3-latka:P

    OdpowiedzUsuń
  2. To byłby niezły pomysł, szkoda, że tak się nie da. Moja przyjaciółka, która ma już 6-letnieg syna stwierdziła, że zdecydowałby sie na drugie, gdyby właśnie takie 5-6letnie dziecko miało się od razu urodzić, bo wcześniej na każdym etapie jest ciężko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieee, trzylatek jest juz do ogarnięcia :) Ja się pukam w głowę, że mam dwoje dzieci bo nie znoszę maluchów, nawet swoich. Ale czas szybko leci, na szczęście :)

      Usuń
  3. no własnie im dalej z wiekiem dziecka tym lepiej - w każdym razie pod pewnymi wzgędami. Ja tez nienajlepiej wspominam poczatki na szczęście było minęło :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolki były straszne. U nas na szczęście trwały tylko tydzień... później znaleźliśmy złoty środek. Nie wyobrażam sobie tego przeżyć w miesiącach... teraz będzie już tylko lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję :) Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja mam takie myśli, że chcę uciec, że nie jestem dobrą matką... Dobrze czytać, że kiedyś będzie inaczej, będzie jeszcze lepiej :) Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  6. Te chwile masz już za sobą, faktycznie u ciebie się wszystko skumulowało i naprawdę miałaś ciężko. Dobrze czytać, że teraz jest już dużo lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  7. A wiesz, że jeszcze, dawno temu, gdy moje życie wirowało na zupełnie innej orbicie i byłam w fazie produkcyjnej, że tak to nazwę, przez skórę skręcało mnie przerażenie tego, co będzie, gdy dziecko się urodzi. Że to krok nieodwracalny już na całe życie, że nie poradzę sobie ze świadomością tego, że nie kocham tego dziecka, że nie potrafię go obsługiwać, nie rozumiem... Takie właśnie miałam myśli. I chyba dobrze się stało, jak się stało, bo wydaje mi się, że nie potrafiłabym być matką. Dziecko już na zawsze pozostałoby dla mnie przyssawką. Chore, ale prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  8. mogłabym napisać o swojej córuni dokładnie to samo. BArdzo dobrze cie rozumiem, my dla odmiany mieliśmy refluks., Darła się tak samo jak przy kolkach. Nie wiem co gorsze...

    OdpowiedzUsuń