Sobota była fajna, bo przyjechała do mnie przyjaciółka do południa na kawę, a wieczorem miałam wychodne, bo umówiłam się z koleżanką, z którą dawno się nie widziałam i też super nam się gadało. Musiałyśmy sporo nadrobić ;) Fajnie tak się czasem wyrwać z domu, pobyć w babskim gronie, wygadać się. To był świetny dzień :)
Obie kumpele starają się właśnie o dziecko- jedna już od kilku miesięcy, druga właśnie się zdecydowała i zaczęła starania ze swoim wieloletnim partnerem. Trzymam za obie kciuki i życzę powodzenia, choć oczywiście zdążyłam ostrzec je, że macierzyństwo to nie sam cud i miód i że bywa ciężko i cholernie trudno. Ja tam wolę być szczera i nie ściemniać w tym (ani w żadnym) temacie i mówię co myślę i co czuję. Nie będę owijać w bawełnę i opowiadać że wszystko jest cudowne i jakim to aniołem i ideałem jest mój Syn, bo wcale nie jest. I bycie z dzieckiem 24h na dobę też nie jest sielanką. Czasami jest kiepsko i źle. Ale ja wiem, że kobiecie, która bardzo pragnie, marzy o maleństwie i stara się miesiącami, nie da się tego wytłumaczyć, nie da się "przestrzec".. Same muszą przez to przejść i tego doświadczyć. Może im nie będzie tak ciężko, może będą lepszymi matkami niż ja..
W niedziele za to mąż był na grzybach z rana i mamy sporo ususzonych- przydadzą się na święta do bigosu i zupy grzybowej, którą co roku robi mój mąż (jest pyszna). A potem byliśmy na długim spacerze w lesie i nad stawem karmić łabędzie i kaczki. Oraz na placu zabaw, żeby Synal się wyszalał :))
Noce nadal są (odpukać!) spokojne. Młody śpi bez przerw od. 20,30 do 7,0, czasami 8.0 rano, więc git :) Czasem przebudzi się na mleko ok.6-stej i od razu śpi dalej. W dzień nadal ma drzemkę po obiedzie ok. półtora godz. Masakra za to jest z ubieraniem go, bo Junior nienawidzi się ubierać/przebierać. I co rano są wrzaski, krzyki i uciekanie, gdy chcę go przebrać z piżamy :( To co on wyprawia to jest czysty cyrk- wyginanie się, akrobacje, próby ucieczki z przewijaka czy kanapy.. Czasem oboje z mężem nie możemy dać sobie z nim rady! Na dwór ubrać się daje bez problemu tzn. czapke, chuste, kurtke i buty, bo wie, że idziemy na spacer, ale poza tym nie bardzo nam to idzie. Podobnie jak nauka sikania na nocnik. Junior jest uparty bardzo i nie chce wołać. Kupka ląduje co rano bez problemu w nocniku, a siku bardzo rzadko, jak się przypadkiem uda. Opadam już z sił i tracę cierpliwość. Wkurza mnie to niesamowicie, że nie chce wołać.
Do łask powróciły bajki w tv. Po 3 miesiącach nie oglądania wcale, bo było lato, ciepło i większość czasu spędzaliśmy na dworze, zwłaszcza na działce, więc nie miał czasu na bajki ;) Teraz codziennie po drzemce, podwieczorku i małym spacerku Junior domaga się bajki i potrafi tak siedzieć prawie godzinę. Dopóki to nie trwa dłużej to nie protestuje i pozwalam. W końcu mam chwile spokoju i czasu dla siebie ;) Właśnie teraz ogląda "Troskliwe misie" a ja mogę tu pisać i wypić w spokoju herbatę z malinami :)) To lubię!
Każda z nas lubi takie chwile tylko dla siebie :)))
OdpowiedzUsuńFajnie, że miałaś taki miły weekend.
Ps. Uwielbiam zupę z suszonych grzybów taką co (przynajmniej u mnie) robi się tylko na wigilię :)
Na samą myśl o pachnących grzybach już leci mi ślinka.
OdpowiedzUsuńOj u nas z przebieraniem taki sam cyrk:) chyba taki wiek mają liczę na to że za jakiś czas mu przejdzie ::)
OdpowiedzUsuńPoszłabym na grzyby:)
Wiesz, moja siostra to Matka Polka Idealna, od nocnika w 5 miesiącu życia dziecka itp. Ciągle wydawało mi się, że ze mnie zła mama, aż któregoś dnia zorientowałam się, że ich córeczka też choruje, też jest rozpuszczana i czasami okrzyczana tylko dlatego, że rodzice mają dość, a w pierwszych miesiącach życia nie dawała im spać. Tylko oni o tym nie odpowiadają, a z czasem wypierają z pamięci. Więc każdy musi przejść swoje, czasem łatwiej, czasem trudniej, ale zawsze to wyzwanie.
OdpowiedzUsuńAle super weekend :) A TV i mnie czasem ratuje od zwariowania...
OdpowiedzUsuńNo właśnie, to niestety nie sam cud-miód... Powiem więcej, czasami mam wrażenie, że widzę więcej tych ciemnych stron, niż jasnych i wtedy już w ogóle mi się wydaje, że jestem fatalną matką. Ale jak się siedzi non stop z dziećmi w domu, w dodatku przytrafi się choroba, no trudno mi odnaleźć więcej radości w tym wszystkim. Mąż niby rozumie, ale ja mam wrażenie, że nic nie rozumie :)
OdpowiedzUsuń