niedziela, 27 kwietnia 2014

Niedziela

 Chłopaki zaraz po obiedzie pojechali do dziadków. A ja dzięki temu mam znów czas dla siebie i święty spokój :) Ostatnio to ich częsty rytuał, że jeżdżą sobie gdzieś tylko we dwóch, najczęściej do dziadków właśnie, a ci są szczęśliwi, że wnuczek ich odwiedza. Ja też się cieszę, że Junior lubi tam jeździć, że "dogaduje" się z dziadkami, ciocią i wujem, uwielbia swoje kuzynki, a one umieją się z nim fajnie bawić i zająć się nim :) Podoba mi się to, że już teraz tata i syn mają swoje "męskie" sprawy, że Junior tak lubi spędzać czas z tatą i tatuś jest dla niego taki ważny. Uwielbiam patrzeć na nich, jak razem się bawią lub pracują na działce, jak Synek chętnie pomaga i chce robić wszystko to samo co tata. Cieszy mnie to, że ja nie muszę już wszędzie z nimi jeździć, być stale przy Małym, tak jak wcześniej, gdy był młodszy. Teraz nie ma problemu, żeby został kilka godz. u babci, czy żeby poszedł z ciocią na spacer na godzinkę. Czy właśnie, żeby pojechał z tatą gdziekolwiek. To wielka ulga dla mnie :))

 Wczoraj była taka piękna pogoda, cieplutko, słoneczko cały dzień. Przyjechała moja siostra, poszłyśmy na zakupy i na cmentarz do taty (zbliża się rocznica jego śmierci) posadziłyśmy nowe kwiaty, zapaliłyśmy znicze.. Po południu zrobiliśmy grilla na działce i zamiast obiadu w domu był piknik na świeżym powietrzu :) Jedzenie na dworzu zawsze smakuje inaczej, lepiej, nawet zwykła kawa czy herbata jest smaczniejsza  ;)

 Za to dziś od rana pochmurno, zimno, nieprzyjemnie. W dodatku zaczęło coś kropić, więc nieciekawie. Zupełnie inna pogoda niż wczoraj, aż dziwne. Szkoda, bo mieliśmy plan skoczyć na działkę, tam jest tak pięknie, zielono, kolorowo. Czuć i widać prawdziwą wiosnę. Uwielbiam tam przebywać, tam jest taki spokój, cisza, kwiaty, potem latem owoce i warzywa- raj po prostu ;)

 Rano otrzymałam smutną wiadomość, że córka naszych przyjaciół jest w szpitalu. W nocy dostała jakiś atak kaszlu i wysokiej gorączki, więc pojechali z nią do szpitala i została skierowana na oddział z podejrzeniem zapalenia krtani.. Jeszcze w piątek byłyśmy razem z dzieciakami na placu zabaw i P. szalała jak zawsze, a dziś taka wiadomość. Biedna, oby szybko doszła do siebie!

2 komentarze:

  1. U nas też dziś załamanie pogody... To prawda- jedzenie na powietrzu to zupełnie inna bajka! Dlatego pewnie tak mi się marzy dom z ogrodem :)
    Nie mogę się już doczekać, kiedy Lila będzie gotowa, żeby pojechać gdzieś beze mnie. Teraz Marcin robi takie wypady z Elizą, jak byłam w ciąży, to też często Ją gdzieś zabierał, a ja leżałam i odpoczywałam :) Eh- pięknie było!
    Zapalenie krtani to poważna sprawa, właśnie przez ten męczący duszący kaszel... Eliza miała raz, na szczęście obyło się bez szpitala.

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas jest teraz tak, że ja mogłabym nie istnieć, dosłownie. Wszystko ma robić tata... Niby mam chwile spokoju, ale potem gdy mąż jedzie do pracy, awanturę jak się patrzy, trochę jestem tym zmęczona.
    Dobrze, że już trochę słonka zza okna wychodzi :)

    OdpowiedzUsuń