środa, 11 czerwca 2014

Fajny weekend i wirusówka..

 Od kilku dni jest tak gorąco, że nic się nie chce i w ogóle nie włączam laptopa. W wolnych chwilach sprawdzam tylko pocztę i czytam swoje ulubione blogi na komórce. Na nic więcej nie mam chęci ani sił. Ten upał mnie wykańcza. Juniora też, bo choć śpi ostatnio ładnie tzn. przesypia całe noce od 20,30 do 7,30 to w dzień też ucina sobie drzemkę po ok.1,5 godz. Teraz właśnie śpi, więc mam luz. Chyba ten upał tak na niego działa i stale chce mu się spać.

 Od soboty czekam niecierpliwie na wiadomość od przyjaciółki, która od kilku dni jest w szpitalu i czeka na poród. Termin minął w sobotę, a tu cisza, nic się nie dzieje, Mała nie chce wyjść na ten świat.. Już denerwuję się trochę brakiem wiadomości, bo dwa dni W. się nie odzywa..

 W weekend w naszym mieście odbywały się imprezy z okazji Dnia Dziecka. Nieco spóźnione, ale lepiej późno niż wcale ;) W piątek były na naszym osiedlu zorganizowane różne konkursy, gry i zabawy dla dzieci. Dzieciaki rysowały, śpiewały, opowiadały kawały, skakały na skakankach, hula-hop i w workach. Było mnóstwo śmiechu i fajne nagrody. Junior jest jeszcze za mały na takie rzeczy, ale był chętny na malowanie twarzy i pani narysowała mu śliczną pszczółkę na policzku :)) Wyglądał bosko, a wieczorem nie chciał jej zmyć ;) Ale największą atrakcją były dla niego wozy strażackie, które przyjechały. Strażacy dali pokaz "gaszenia pożaru", wspinania się na dach, skoków na linie. Potem dzieci mogły wejść na duży wóz strażacki, podotykać wszystko, więc Junior chętnie skorzystał ;) Był w siódmym niebie i nie chciał w ogóle zejść, ale skusiła go możliwość lania wodą, bo każdy mógł potrzymać wąż z wodą, prawdziwy strażacki i kolejka chłopców była bardzo długa. Junior sam trzymał wąż i lał wodą na okoliczne drzewa i krzaki, radość niesamowita :)) Cały wieczór potem to przeżywał i opowiadał tacie o "ijo ijo".
 Na drugi dzień w sobotę był w naszym amfiteatrze "piknik rodzinny". Występy przedszkolaków, konkurs piosenek i grupy tanecznej, poczęstunek- kawa, ciasta, napoje. Wszystko fajnie zorganizowane i pomyślane. Junior tańczył na scenie i gonił się z dzieciakami.
 Na kilka dni do naszego miasta przyjechała tez karuzela, więc byliśmy z Syniem w niedziele. Miał niezłą frajdę ;) Prawdziwa radość życia. Lubię go obserwować jak jest taki radosny i szczęśliwy :) Potem poszliśmy jeszcze na pyszne lody i na spacer.
 Także intensywny weekend za nami i pełen wrażeń. Za to w niedziele w nocy nastąpił armagedon, bo zarówno Syn jak i mąż całą noc wymiotowali, kiepsko spali, przez to i ja prawie nie zmrużyłam oka. Myślałam, że się czymś zatruli, ale wszyscy jedliśmy to samo, a mi nic nie było. Gorączki na szczęście nie mieli tylko te wymioty. W poniedziałek rano zamiast do pracy mąż udał się do lekarza, bo kiepsko się czuł nadal, ja z Synem też poszłam do naszej pediatry i okazało się, że to wirus. Tzw. trzydniówka. Lekarz u męża stwierdził to samo i zapisał leki- Acidolac i coś jeszcze (nie pamiętam nazwy). Pani doktor kazała Młodemu podać Smecte i dużo napojów i obserwować. Cały poniedziałek chłopaki przeleżeli w łóżku. Jeden i drugi wymęczony po nieprzespanej nocy. Ja też się czułam kiepsko i niewyraźnie, ale nie wymiotowałam tylko bolał mnie brzuch i nie miałam apetytu. Mały w nocy znów zwymiotował, więc znów musiałam przebrać całą pościel i piżamę, ale potem był spokój i więcej nie było "sensacji". Wczorajszy dzień już był lepszy, ale brak apetytu nadal trwa. Syn prawie nic nie je :( Ale dużo pije, więc się nie odwodni, a to najważniejsze. Brzuszek już go nie boli i wraca do siebie. Dziś już jest znacznie lepiej i obaj moi chłopcy czują się dobrze. Ja też doszłam do siebie choć parę razy byłam bliska wymiotów to jednak przeszłam to najlżej. Mąż ma chorobowe, ale jutro wraca już do pracy.

 Straszne to było, nigdy jeszcze nie spotkała nas taka choroba- taki wirus. Zachorowaliśmy wszyscy razem równocześnie. Ale na szczęście tylko 2 dni i 2 noce. Mam nadzieję, że to się nie powtórzy więcej i nikomu nie życzę takich przeżyć..

4 komentarze:

  1. Oj to prawda - na tych upałach nic się człowiekowi nie chce. Choć u nas dzisiaj na szczęście jakiś przyjemny wietrzyk popołudniu się pojawił :)

    Kurcze raz w życiu mieliśmy w trójkę jelitówkę i największemu wrogowi tego nie życzę :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiepsko że was jelitówka dopadła, ale dobrze, że już jest lepiej i nie dopadło was żadne odwodnienie w tych upałach. Coś krąży w powietrzu bo ja dziś też jakaś słaba jestem i gardło mnie boli i wszystkie kości, wirusy chyba szaleją.
    Oby się u was już nie powtórzyło, a nas też nie dopadło :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Proszę Cię, mi to słońce, które uwielbiam, jednak wykańcza cerę - mam podrażnioną przez lek z antybiotykiem i niestety ale buzia wystawiona na słońce podwójnie cierpi :/

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas już minęły upały i jest chłodniej, ale moja mała właśnie w te upały była najbardziej "rozkrecona", zero spania w dzień. Życzę dużo zdrówka, jelitowka jest paskudna:(

    OdpowiedzUsuń