Urlop męża minął nawet nie wiem kiedy, te 3 tygodnie razem były fantastyczne i wykorzystaliśmy każdy dzień na maxa! Ale niestety wszystko co piękne, szybko się kończy i trzeba było wrócić do zwykłej codzienności.. Od wczoraj jesteśmy z Juniorem sami od rana do 18.0 :(
Ale wracając do urlopu.. Pogoda dopisała i tylko początek był chłodny i trochę deszczowy, ale to wykorzystaliśmy na remont w pokoju Juniora i na działce, także pasowało. A potem kolejne 2 tyg. był upał, więc codziennie siedzieliśmy nad wodą. Sporo czasu spędziliśmy też oczywiście na naszej działce, objadaliśmy się najpierw czereśniami, młodym bobem i zielonym groszkiem prosto z krzaczka. Potem przyszedł czas na maliny, porzeczki, czarne jeżyny i wiśnie. A teraz zaczęły się dojrzewać jabłka na naszej jabłonce, czekamy jeszcze na gruszki i winogrona :)) W przyszłym roku powinna owocować już śliwa i chcemy zasadzić jeszcze borówki, bo tego nam brakuje, a lubimy bardzo całą trójką ;) Oprócz tego zaczął się sezon na cukinie i fasolkę szparagową, więc codziennie do obiadu jest na przemian jedno albo drugie ;) Zamierzam też zrobić wielki garnek leczo- pyyycha! Aha i kilka razy robiłam też chłodnik z naszej botwinki, niebo w gębie :) Na upały w sam raz na taki lekki obiad. Mamy już sporo kompotów zaprawionych, od teściowej mam dżemy, bo sama się nie zabieram za takie przetwory. Jeszcze czekają nas ogórki.
W ostatnim tyg. urlopu byliśmy kilka dni nad morzem. Trafiliśmy w pogodę idealnie, bo było gorąco, więc wróciliśmy super opaleni :) Odpoczęliśmy, najedliśmy się gofrów i lodów. Synek zachwycony wodą i piaskiem, nie chciał wychodzić z wody nawet jak mu się broda trzęsła z zimna ;) Szalał z tatą, budowali zamki z piachu, robili baseny i kopali dołki. Było super i żal nam było wyjeżdżać..
Mam nadzieję, że zobaczę jeszcze morze w tym roku. Bo lato się jeszcze przecież nie kończy..
A w ostatni dzień urlopu w niedziele wybraliśmy się na cały dzień z przyjaciółmi i ich dziećmi nad jezioro. Wykąpaliśmy się, popływaliśmy skuterem wodnym, grillowaliśmy i fajnie spędziliśmy razem czas. Pogoda nadal dopisuje, więc na dziś popołudniu umówiłam się z koleżanką, która ma auto i jedziemy z Juniorem nad jeziorko niedaleko.
Następnym razem zamieszczę jakieś fotki z urlopu, bo teraz zmykam nad wodę się relaksować ;)
Ależ sobie miło wypoczywaliście. Szkoda tylko, że na takich przyjemnościach czas nie staje w miejscu.
OdpowiedzUsuńFajnie Wam upłynął ten urlop. Dużo atrakcji.
OdpowiedzUsuńSuper mieć takie owoce i warzywa swoje co nie?? ja strasznie doceniam to, że mogę wyjść do ogrodu czy na grządki i przynieść to co chcę i to zdrowe bez nawozu czy chemii! Pozdrawiamy
Ależ Wam zazdroszczę tych trzech tygodni razem! Dla mnie weekend, kiedy jesteśmy wszyscy razem to już wielkie wow :) A wiesz, że ja za dżemy i za soki też się sama nie zabieram? :) Za to mrożę wszystko na potęgę i nie mam już w ogóle miejsca na jakiekolwiek mięso :) Młody groszek uwielbiam, ale nie mam doświadczenia z uprawieniem go, to z nasion się wysiewa? Co do borówek, to może najpierw poczytaj o ich uprawie, bo my wsadziliśmy 3krzaczki i niestety klapa- one są podobno bardzo wymagające. No ale Ty jesteś na pewno bardziej doświadczona niż ja, to może Wam się uda :)
OdpowiedzUsuńNo i fajnie Was znowu czytać!
Trzy tygodnie razem to jest coś, ja już nie mogę się doczekać czasu, kiedy mąż dostanie urlop. A co do działki to cudowna sprawa mieć swoje warzywa i owoce, ja to doceniłam dopiero w ciąży i od tej pory staram się by z roku na rok mieć co raz to więcej warzyw lub owoców :)
OdpowiedzUsuńBuziaki i miłego relaksowania się :***
Ba! Chyba lato dopiero na półmetku, wszystko jeszcze przed Wami :-)
OdpowiedzUsuńBorówki z ogrodu są pycha, u nas ładnie owocują posadzone w cieniu. Więc polecam:)
OdpowiedzUsuńAle atrakcji mieliście, ale lato jeszcze trwa, trzeba ładować akumulatory:D