Dziś trzeci dzień Juniora w przedszkolu. Dwa pierwsze dni denerwowałam się tak, że spać w nocy nie mogłam i budziłam się co chwile- tak przeżywałam..
W poniedziałek Syn nie wiedział co go czeka, więc był spokojny i wesoły. Odprowadziłam go (razem z przyjaciółką, której synek jest w grupie z Juniorem) i chłopaki dzielnie i chętnie pomaszerowali do sali, do zabawek i do innych dzieci. Przed 13-stą byłyśmy ich odebrać, pani wychowawczyni-pani Asia powiedziała, że obaj popłakali trochę i nie chcieli jeść (ani śniadania ani obiadu) ale że ogólnie było dobrze. Wczoraj już było gorzej, bo rano Tymek (synek przyjaciółki) nie chciał w ogóle wyjść z domu, a mój Junior poszedł chętnie, ale na schodach przed przedszkolem się rozpłakał. Pożegnanie było ciężkie, ale chłopaki dali radę i gdy ich odbierałyśmy nie było dramatu i ponoć zjedli ładnie. Dziś rano było znów trochę łez, ale nie było tak źle jak wczoraj. Jestem ciekawa co będzie o 13.0, gdy po nich pójdziemy. I co będzie jutro i w kolejnych dniach..
Nie jest łatwo, ale spodziewałam się, że tak będzie. Wiem, że Junior jest ze mną bardzo związany i nigdy dotąd się nie rozstawaliśmy na dłużej. A jeśli gdzieś szłam/jechałam to zostawał z tatą lub babcią. A teraz dla niego to nowa sytuacja, obce miejsce, pani i dzieci. Dobrze, że ma kolege- Tymona, ale na razie to niewiele pomaga. Mam nadzieję, że mu przejdzie, że to chwilowe i że przyzwyczai się. Ogólnie większość maluchów (trzylatków) płacze i przeżywa tą sytuację bardzo. Codziennie rano na korytarzu przy salach trzylatków jest wielki płacz i wiele mam wychodzi ze łzami w oczach. Nawet te dzieci, które 2 pierwsze dni nie płakały, dziś widziałam, że też popłakiwały i tuliły się do mam.. Biedne te nasze dzieciaczki bardzo, ale muszą to przetrwać i się przyzwyczaić do zmiany w życiu. Żałuję bardzo, że Junior nie idzie do p-kola z uśmiechem na twarzy, ale widocznie potrzebuje jeszcze czasu.
Mojej koleżanki córka ma ponad 4lata i już drugi rok przedszkola zaczęła, a też jest płacz codziennie od poniedziałku i nie chce zostawać.. Także dzieci są różne- jedne są bardziej wrażliwe i przeżywają, inne mniej, bo są odważniejsze i nie ma problemu. Oby tylko Junior się zaaklimatyzował i chciał chętnie chodzić, to będę spokojna i szczęśliwa.
Z każdym dniem będzie lepiej, musicie to przetrwać, od tego też są panie w przedszkolu, żeby uspokoić, porozmawiać i czymś zająć. Mój Misiek dzisiaj wszedł na salę zobaczył, że dziewczynka bardzo płacze i widziałam, że ciężko mu iść dalej na salę ale zobaczyła to też pani i go zabrała do zabawy.
OdpowiedzUsuńTrzymamy kciuki, żeby z każdym dniem było coraz lepiej!!
Jak ja się cieszę, że nie musiałam przechodzić przez te płaczliwe pożegnania. W ogóle panie były zaskoczone grupą Wiktora, bo może 2 dzieci na początku płakało a reszta bez zająknięcia żegnało rodziców i wchodziło do sali. Problem ma moja siostra, ale jej synek podobnie jak Junior nigdy z nikim obcym nie został. Każdą wolną chwilę spędzał z mamą lub babcią i teraz jest dla niego niezrozumiałe dlaczego musi chodzić do jakiejś obcej pani
OdpowiedzUsuńNajgorsze jest to, że dzieciom się udziela płacz od innych. Artur często popłakiwał jak widział, ze inni rozpaczają. Myślę, że będzie dobrze, z dnia na dzień coraz lepiej.
OdpowiedzUsuńSuper przedszkolak, daje radę dzielnie!
OdpowiedzUsuń