środa, 14 stycznia 2015

Mix styczniowy 2

 Niby mam tyle wolnego czasu, a jakoś nie mam kiedy tu pisać. Mój plan dnia wygląda tak:

 Wstaję o 7,0 i szykuję się do wyjścia, budzę Syna- ubieram go, myjemy zęby, pijemy tran, kremujemy buzię przed wyjściem i w drogę do przedszkola. Potem robię zakupy, wracam do domu, jem śniadanie, wstawiam pranie albo coś prasuję oglądając DDTVN. Potem muszę "ogarnąć" mieszkanie, rozwiesić pranie, zrobić obiad. W międzyczasie zawsze ktoś zadzwoni: mąż z pracy, z siostrą rozmawiam praktycznie codziennie, mama dzwoni, żeby zapytać o wnuka i pyta czy wpadniemy, przyjaciółka często dzwoni, żeby pożalić się na swojego faceta itd. itp. i tak dzień mi zleci na "niczym" i już wybija godz. 14,30 i muszę biec po Juniora. Po drodze spotykam się z moją M. która wraca z pracy i razem odbieramy naszych łobuzów i wracamy razem do domu, bo mieszkamy na tym samym osiedlu. Junior je obiad (bo z tym przedszkolnym jest różnie, ale ostatnio ponoć lepiej) jednak obiad w p-kolu jest o 12,0 (i podwieczorek o 14,20-14,30) więc już o 15,30 jest głodny ;) I wtedy wraca tata i jest szał zabawy i wygłupów. Później jemy kolacje i o 19,20 Syn idzie do kąpieli- to od początku był obowiązek taty. I ok. 20,0 Junior zasypia, a my mamy wieczór dla siebie :)

 Wczoraj zaraz po p-kolu byłam z Młodym u naszej fryzjerki podciąć mu włosy, bo miał już naprawdę długie. Ostatnio byliśmy przed Jego urodzinami, wiec pod koniec października także trochę czasu minęło. Już był czas wielki ;) Junior bardzo lubi chodzić do fryzjera, lubi panią Gosię, która zawsze ma dla niego lizaki, które on uwielbia ;) Zawsze siedzi cicho i jest grzeczny, aż pani Gosia się dziwi, bo opowiadała mi, że nie zawsze idzie tak szybko i gładko. Z niektórymi małymi klientami ma niezły kłopot i bywa ciężko ;) Ale z J. nie ma na szczęście problemu.

  A dziś do p-kola przyjechał teatrzyk i mieli przedstawienie "Czerwony kapturek". Dzieciaki zachwycone, Junior opowiadał, że babcia była chora i przyszedł do niej wilk ;) Za tydzień Dzień Babci i Dziadka i będzie uroczystość. Będą zaproszeni do p-kola wszyscy Dziadkowie. Pani wychowawczyni dała nam do nauki w domu wierszyk na tą okazję i Junior raz dwa go zapamiętał i ładnie powtarza, ale czy powie na scenie przy wszystkich, czy nie zje go trema to się okaże. To będzie pierwsze takie wystąpienie naszych dzieciaków, bo na pasowaniu na przedszkolaka śpiewali i mówili wierszyki wszyscy razem z pomocą pań nauczycielek. Teraz każde dziecko ma swój wierszyk krótki i wspólnie mają zaśpiewać piosenkę. Ciekawe jak to wyjdzie.

 W sobotę mamy Jasełka, strój Aniołka już gotowy (babcia uszyła) skrzydełka i aureolę zamówiłam na allegro i myślę, że Synal będzie ślicznym aniołkiem :) Nie mogę się już doczekać tej "imprezy", to będą nasze 1-wsze Jasełka. Oprócz tego w sob. mamy kolędę, a na popołudnie jesteśmy zaproszeni na urodziny Juniora kuzynki (bratanicy męża) więc sobota będzie ciekawa. Prosto z Jasełek jedziemy na urodzinki Oliwii ;)

 Z jedzeniem lepiej, chyba syrop działa. Syn czasem aż mnie zaskakuje swym apetytem. Jak na niego to je sporo! Oby tak dalej. Nocki też są ok, śpi spokojnie i niech już tak zostanie :)

12 komentarzy:

  1. U nas Mlodszego juz dwa razy strzygl maz i zadziwiajace jak dobrze to zniosl. Myslalam, ze bedzie sie darl i wyrywal, a on siedzial jak trusia i tylko marudzil, kiedy maz dotykal maszynka do uszu, ze "boli".
    Natomiast corka nie da sobie wlosow nawet podciac! Trzeba to robic szybko i znienacka, wiec oczywiscie wychodzi krzywo jak cholera. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. pranie sprzątanie, mycie ogarnianie mieszkania to wcale nie takie "nic":D a zwłaszcza jak to " nic" się robi to najszybciej czas leci:)
    Jesli chodzi o fryzjera Miś z Juniorem mogą sobie rękę podać:)
    Dzień Babci i dziadka też u nas jest z przedstawieniem dzisiaj przyniosłam wierszyk Milosz rozpoczyna przedstawienie:) ale nie wiadomo czy na nim będzie bo u nas od dzisiaj znowu gorączka i chyba będzie trzeba włączyć antybiotyk i znowu siedzieć w domu:(
    Pozdrawiamy Trzymajcie się ciepło!! Powodzenia dla Juniora na przedstawieniu!

    OdpowiedzUsuń
  3. To prawda, trudno zorganizować wolną chwilę na przyjemności... My chodzimy do fryzjera od początku, ponieważ matka tak zdolną jest manualnie, że na głowach dzieci wyszedłby prawdziwy dramat.... ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. My jeszcze nie byliśmy u fryzjera. Ciekawe jak to u nas wyjdzie.
    Fajnie, że z apetytem już lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana, to że nie pracujemy zawodowo wcale nie oznacza, że mamy nadmiar wolnego czasu, tak jak się to niektórym wydaje.
    Obowiązki domowe pochłaniają masę czasu, często są one na równi z innymi, a nawet cięższe. Dlatego w tym biegu brakuje nam chwili dla siebie.
    My u fryzjera jeszcze nie byliśmy. Zawsze sama robię szybkie cięcie w locie :P a jak Mała słyszy o obcinaniu to tak się wścieka, że hohoho :P
    Cieszę się, że problemy z jedzonkiem pomału odchodzą w niepamięć, oby tak dalej!
    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
  6. oj nocki u nas dalej są takie że szkoda słów. Ale bardzo się cieszę, że Juniorowi w końcu apetyt się poprawił :) pozdrawiam serdecznie i czekam na relacje z Jasełek i innych przedszkolnych uroczystości :)

    OdpowiedzUsuń
  7. To właśnie takie "nicnierobienie" jest zwykle najbardziej czasochłonne. Żeby się tak obiad sam ugotował a dom posprzatal... Ech...
    Super, że z apetytem lepiej, przyjdzie wiosna, świeże powietrze to już apetyt w ogole będzie lepszy!

    OdpowiedzUsuń
  8. podoba mi się Twój początek dnia! Nawet Ci go zazdroszczę!:) Moje oglądanie DDTVN zakłucają wrzaski syna mego, szalonego:P A jak do przedszkola pójdzie to jego siostra rozpocznie ten etap:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Moj dzien wygląda bardzo podobnie tylko jeszcze muszę wygospodarowac czas na spacer z Oskarem :-D W zasadzie czlowiek siedząc w domu ma wrazenie ze 'nic' nie robi a czaa ucieka

    OdpowiedzUsuń
  10. Od dawna marzę, aby doba trwała odrobinę dłużej niż w rzeczywistości. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Super, że Synkowi się poprawiło! ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pracowałam do konca 9 Mca ciazy. Jestem kobieta strasznie żywa, nie cierpie siedziec w miejscu. Moja mała ma 5 mcy. i troche ta codzienność mnie dobija. Kocham Ja nad zycie, nie wyobrazam sobie tego bym ja mogła zostawić z opiekunka. Jednak jak sie do tego przyzwyczaić ?

    OdpowiedzUsuń