Pierwszy tydzień ferii za nami. Był to bardzo intensywny i wesoły tydzień, ale zakończył się bardzo smutno.
Po kolei jednak. Dwa dni spędziliśmy u mojej siostry "w wielkim mieście" :) Było i kino (byliśmy na "Fistaszkach- świetna bajka, uśmialiśmy się, gorąco polecam) i Family-park i Lodowa kraina (kryte lodowisko, iglo i różne atrakcje na sztucznym śniegu). Były też pyszne obiadki u cioci i deserki w kawiarni ☺ Moja siostra bardzo nas rozpieszczała i Junior był zachwycony i szczęśliwy. W kinie był po raz pierwszy i zastanawiałam się czy da radę siedzieć grzecznie całą bajkę półtora godz. ale martwiłam się niepotrzebnie, bo Junior siedział zachwycony cały seans, zajadał popcorn i śmiał się w głos ;)
Po powrocie do domu w czwartek był Dzień Babci, więc do południa poszliśmy z Synkiem do mojej mamy z laurką i bombonierką. Babcia bardzo się ucieszyła i poczęstowała nas ciastem. A po południu Junior wybrał się z tatą do Dziadków także zawieżć coś słodkiego i złożyć życzenia. Ja z nimi nie pojechałam ponieważ byłam umówiona na 17,0 do kawiarni z kumpelą. Wypiłyśmy pyszną kawę po wiedeńsku i potem jeszcze zieloną herbatę i mogłyśmy pogadać na spokojnie. Umówiłyśmy się też na wtorek wieczór do kina na polski film " Moje córki krowy". Widziałam zwiastun i zapowiada się bardzo ciekawie. No zobaczymy. Namówiłyśmy też naszą M. i jedziemy we 3. Taki babski wypad sobie zrobimy, bo oprócz kina w planie mamy też bieganie po Galerii. Super, nie mogę się doczekać! Dawno nigdzie razem tak we trzy nie byłyśmy. Chłopcy M. pojechali wczoraj na tydz. do taty na ferie, więc ma labę.
Natomiast ta smutna rzecz, która się wydarzyła to śmierć córki naszego kolegi :((( N. w czerwcu skończyłaby 9 lat. Od września zaczęła źle się czuć, stałe bolał ją brzuch. Pomimo wielu badań nic nie wskazywało na poważną chorobę. Jednak objawy nie ustępowały, a nawet było coraz gorzej. W końcu po dokładnych badaniach w innym szpitalu okazało się, że ma guzy na żołądku i wątrobie. Niestety był to nowotwór złośliwy :((( Diagnozę usłyszeli rodzice w listopadzie i pomimo chemioterapii po miesiącu były już przerzuty do nerek i jelita. Przed świętami miała operację usunięcia jelita i części żołądka. Operacja trwała 8,5godz. Oczywiście od listopada cały ten czas spędziła w szpitalu. Po Nowym Roku jej stan nagle bardzo się pogorszył i przeszła 3 kolejne operacje. Lekarze ponoć walczyli jak mogli o jej życie, niestety nie udało się. Zmarła we wtorek 19stycznia o 16,0, a w piątek był pogrzeb. Zostawiłam Juniora u babci i poszłam z koleżanką I. na pogrzeb. Chodziłyśmy razem z W. do jednej klasy w podstawówce, więc uznałyśmy, że wypada być na pożegnaniu jego córki. Pogrzeb był strasznie smutny, wiadomo zawsze każdy pogrzeb jest smutny, ale pogrzeb dziecka szczególnie. Było mnóstwo ludzi, cała jej klasa, nauczyciele, dyrektor szkoły, mnóstwo dzieci.. Morze białych kwiatów. To taka straszna tragedia, takie niesprawiedliwe, gdy dziecko umiera ;( To nie powinno się zdarzać! Nie wyobrażam sobie przeżyć czegoś takiego, nie poradziłabym sobie.. Strasznie współczuje W. i jego żonie, to było ich jedyne dziecko...
Dziś byliśmy z mężem na cmentarzu, bo wypadła rocznica śmierci jego babci. Zapaliliśmy znicze, byliśmy także odwiedzić grób mojego ojca i małej N. To takie smutne, nie mogę przestać o tym myśleć. Cały piątek po pogrzebie chodziłam przybita..
Pogodę mieliśmy cały tydzień prawdziwie zimową, śnieg i lekki mróz, więc korzystaliśmy. Były sanki i rzucanie się śnieżkami. Także dziś zaliczylismy spacer we trójke i Junior szalał na sankach. Być może po raz ostatni w te ferie, bo od dziś jest na plusie i mamy odwilż. Od jutra coraz ciepłej. Miłego tygodnia wszystkim życzę. My jeszcze tydzień się lenimy!
Strasznie smutna, przygnębiająca historia :( Przerażająca wręcz. Czasami ciężko mi uwierzyć, że to w ogóle możliwe, że małe dzieci chorują na nowotwory. To się kłóci z moją filozofią :( Również uważam, że gdyby coś takiego spotkało mnie, moje życie straciłoby sens i nic nie byłoby w stanie mu go na nowo nadać. I mam ogromną nadzieję, że nigdy nie będę musiała się o tym przekonać.
OdpowiedzUsuńCieszcie się feriami, tak szybko mijają. My zaczynamy za tydzień :)
Zgadzam się, mu też ciężko to zrozumieć..
UsuńMy dopiero ferie zaczynamy!
straszne... i smutne okrutnie..
OdpowiedzUsuńa co do ferii, u nas juz tez po polowie - jak ten czas szybko mknie
Smierc dziecka- to najgorsze co moze sie zdarzyc... serce peka z bolu...
OdpowiedzUsuńMilego leniuchowania!
Nie doknczylam czytania...tak mnie przybila ta historia z dziewczynką
OdpowiedzUsuń[*]
:(
Nie doknczylam czytania...tak mnie przybila ta historia z dziewczynką
OdpowiedzUsuń[*]
:(
Brrr... Az mnie ciarki przeszly. Nie ma gorszych historii niz te, o smierci dziecka... :(
OdpowiedzUsuńStrasznie smutna wiadomość. Ja bym zwariowała z rozpaczy.
OdpowiedzUsuńCo do ferii: wszystko dobre i fajne szybko mija. :)
Pozdrawiam
Ps: zmieniłam adres bloga.
Do kina fajny pomysł ;)
OdpowiedzUsuńSmutno mi strasznie...I domyślam się, że po czymś takim druga połowa ferii już nie będzie dla Was tak radosna...:///
OdpowiedzUsuńBoże jestem tak nieodporna psychicznie, zwłaszcza teraz kiedy mam dziecko...nie mogę nawet czytać takich informacji...bardzo smutne :(((
OdpowiedzUsuńJejku jaka tragedia :(
OdpowiedzUsuńStrasznie smutne, równo miesiąc temu, 19 grudnia zmarła mała Laryska, Jej śmierć i pogrzeb mocno mnie przybiły, teraz czytam u Ciebie tak samo smutną historię, to jest najgorszy koszmar, nie ma nic gorszego :( Strasznie współczuję Twoim znajomym, też nie poradziłabym sobie... ja zawsze panikuję kiedy moje dzieci narzekają na brzuszek, to jest nie do opisania, ten strach :( Biedna Maleńka, biedni Jej Rodzice.. :( (*)
OdpowiedzUsuńFerie macie wspaniałe, fajnie, że śnieg Wam dopisał, mazowieckie ferie właśnie się zaczęły, wraz z odejściem zimy. Przytulam i sił życzę!