poniedziałek, 7 marca 2016

Ostatnie dni..

 Ostatnie dni przeleciały mi w oka mgnieniu.. W środę byliśmy z moją siostrą w Poznaniu u onkologa-pana profesora, ponoć bardzo dobrego i wybitnego specjalisty. Niestety nic nowego się nie dowiedzieliśmy. Pan profesor popatrzył na wyniki, na historie choroby, na badania, które były wykonane i stwierdził, że tylko chemioterapia może pomóc i powinna być dalej stosowana ponieważ w przypadku mojej siostry radioterapia nic nie da i jest niewskazana, podobnie jak opereacja. Guzy są tak umiejscowione, że nie są operacyjne niestety. A leku na nowotwory niestety nie ma :( Jedynie chemia. Więc w sumie niepotrzebnie tam pojechaliśmy i siostra straciła sporo kasy na wizytę (ponad 200zl) za 15min, które tam spędziłyśmy w gabinecie pana doktora... Strasznie smutne to wszystko. W czwartek miała kolejną chemię, po której znów czuła się kiepsko i była osłabiona. W piątek nawet zasłabła w sklepie podczas zakupów :( W sobotę dopołudnia u niej byliśmy. Posprzątałam jej mieszkanie, mój mąż zrobił dla niej większe zakupy, bo w niedzielę wybierała się do niej nasza ciocia na parę dni. Także przygotowaliśmy wszystko na jej przyjazd- przebrałam świeżą pościel w drugim pokoju, pomyłam łazienke i podłogi. Teraz siostra ma towarzystwo i bardzo cieszy się, że ciocia przyjechała (to jej chrzestna).

 W piątek po przedszkolu byl u nas, a raczej u Juniora Tymek, więc było wesoło. Sobotni wieczór natomiast spędziliśmy u naszych sąsiadów- rodziców Maćka, kumpla Juniora. Najpierw Maciek był u nas na 2 godzinki po południu (jak wróciliśmy od mojej sis) Chłopaki się fajnie razem bawili. Potem Junior poszedł na noc do babci, bo chciał u niej spać, sąsiedzi położyli M. spać i poszliśmy do nich na drinka przed 21,0. I dopiero o 1,0 wróciliśmy do domu (dwie klatki dalej) ale, że Młody był u babci to nie musieliśmy się spieszyć, a naprawdę świetnie się gadało i szybko nam ten czas zleciał. Mogliśmy się wyspać w niedzielę, bo wstaliśmy dopiero po 9,0 ☺ Potem zjedliśmy spokojnie śniadanie we dwoje, jak za dawnych lat i poszliśmy po Syna, bo jakoś nam tak za cicho i pusto było w domu ;) Już nam brakowało naszego łobuza :) Dawno to się nie zdarzyło, że Junior spał u babci i mieliśmy "chatę wolną" ;)

W niedzielę na 15,0 Junior był zaproszony na urodziny kumpeli P. córki naszych przyjaciół do Sali Zabaw. Pojechaliśmy go zawieźć i zostaliśmy całą "imprezę" równe 3godz. Znajomi nas namówili, żebyśmy posiedzieli z nimi, zamówili kawę i ciasto i pogadaliśmy sobie. Fajnie było, a Junior wyszalał się z dzieciakami :)

                           


 Ze smutniejszych wydarzeń, bo nie może być przecież zawsze różowo, córeczka naszych innych przyjaciół w czwartek trafiła do szpitala. Od poniedziałku gorączkowała, ale tylko stan podgorączkowy, niby nic wielkiego. Ale w czwartek wyszły jej na nogach dziwne plamy, wyglądały jak siniaki. Wieczorem miała ich już całkiem sporo i tylko na nogach. Koleżanka nie czekała dłużej, zadzwoniła do pediatry, przesłala mu zdjęcie tych "siniaków", a ten od razu kazał jechać do szpitala z Małą i tam przyjęli je od razu na oddział. Na drugi dzień po badaniu krwi i moczu wyszło, że to ropne zapalenie układu moczowego i w moczu aż 50 leukocytów. Oczywiście zaczęto podawać antybiotyk dożylnie i po 3 dniach jest już poprawa i dziś po południu dziewczyny wychodzą do domu :) Leukocyty spadły, są w normie już, także wielka ulga! Byliśmy z mężem je odwiedzić i w piątek wieczorem i w sobotę i widziałam jak oboje I i P się martwią i boją o córkę. Tyle się teraz słyszy o tych wirusach i chorobach strasznych, a te plamy naprawdę wyglądały dziwnie i okropnie. Nie dziwie się, że się przestraszyli. Zresztą P. dopiero co niedawno wyszedł z boleriozy, zakończył dłuuugie leczenie i dopiero w lutym wrócił do pracy. A teraz jego córka w szpitalu. Normalnie jakieś fatum. Ale najważniejsze, że to nic poważnego, że jest już poprawa, że antybiotyk pomógł i wychodzą do domu. Jeszcze tydzień ma brać antybiotyk doustnie i zostać w domu, a potem na pewno wszystko wróci do normy i będzie ok. Musi być!

 A jutro nasze święto kobietki, więc wszystkiego najlepszego Wam życzę ☺ Udanego Dnia Kobiet i całego tygodnia! Ja dziś po południu lecę do naszego przedszkola na 17,0, bo będziemy robić ozdoby wielkanocne na kiermasz :) Co prawda nie mam za bardzo zdolności plastycznych, ale może nauczę się czegoś nowego ;) Wszystkie mamy są zaproszone, ale jestem ciekawa ile skorzysta z zaproszenia ;)

5 komentarzy:

  1. O rany, jak te złe wiadomości się pchają :((

    OdpowiedzUsuń
  2. Tobie rowniez wszystkiego najlepszego z okazji Naszego swieta :) Zycze duzo sil i zdrowia dla siostry i calej rodziny., niech szybko pojawia sie dobre wiesci. Trzymam za was kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdrowia.. zdrowia i jeszcze raz zdrowia!
    Najlepszego - jutro 8 marca

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze, faktycznie niewesoło u Was...Jak się zdrowie wali, to i wszystko inne też już nie jest takie, jak być powinno...A czy konsultowałyście jeszcze z jakimiś innymi lekarzami rodzaj chemii, który dostaje Twoja Siostra? U nas w rodzinie była taka sytuacja, że kuzynka męża dostawała chemię, która potem okazała się źle dobrana i nie działała akurat na ten konkretny typ choroby - a po zmianie (dokonanej już przez innych lekarzy) wyniki się poprawiły i nabrała choć trochę więcej sił do dalszej walki.

    Z okazji Dnia Kobiet również wszystkiego, co najlepsze ! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Krążą te choroby wokół Was :( a kysz a kysz,żeby już nikogo nie dopały!
    Jednak fajnie,że w tym wszystkim nie zamykacie się w sobie,że uczestniczycie w życiu towarzyskim,jesteście przy siostrze,znajomych,w dobrych i złych chwilach.

    OdpowiedzUsuń