Powinnam dziś napisać o weekendzie i udanych zakupach w sobotę z przyjaciółką w Galerii oraz o wspólnej kawie i plotkach.. I o niedzielnej wizycie u mojej chrzestnej, gdzie spotkaliśmy się z kuzynką A. i jej córka E. - moją chrześniaczka.. Ciocia jak co roku piekła pierniczki i ciasteczka na święta i zaprosiła nas na degustacje..
Powinnam też napisać o moim spotkaniu z przyjaciółką B. w kawiarni w poniedziałkowe popołudnie, na pysznych naleśnikach z serem i rodzynkami oraz obłędnej kawie z syropem karmelowym..
O Mikołaju, który przyniósł Juniorowi we wtorek w nocy fajne prezenty i trochę słodkości, a także odwiedził ich w przedszkolu i była wielka frajda!
A także o kiermaszu bożonarodzeniowym w przedszkolu, na którym wczoraj od rana sprzedawałam z dwiema innymi mamami przepiękne ozdoby świąteczne.. Bardzo dużo udało nam się sprzedać i uzbierać pieniędzy dla naszego przedszkola..
Oraz o wycieczce Juniora i jego grupy do Karmelowej Krainy i do Fabryki Mydła, na którą dziś pojechali..
Ale to wszystko nieważne i nie ma znaczenia w sytuacji, gdy umiera ktoś bliski z rodziny... Wczoraj rano ok. 9,0 akurat, gdy byłam na kiermaszu w przedszkolu, pilam kawę, rozmawiałam i śmiałam się z panią dyrektor i mamami, które ze mną tam sprzedawały, zmarł mój teść :(((( Wiedzieliśmy, że to się stanie, że źle z nim bardzo, ale to zawsze szok, że już, że dziś, że go już nie ma i nigdy go już nie zobaczymy.. Chorowal już kilka lat -rak żołądka i jelita.. Ostatni miesiąc był bardzo ciężki, czuł się kiepsko, a ostatnie dni były koszmarne ;( Nikt nie powinien tak cierpieć! Mój mąż jeździł do niego codziennie przez cały zeszły tydzień i siedział przy nim, jeden dzień był lepszy, drugi gorszy.. Teściowa już w sobotę powiedziała, że to kwestia kilku dni.. nie wierzyliśmy, bo jak można w to uwierzyć i pogodzić się z tym tak po prostu?? Widziałam jak mojemu mężowi jest ciężko, chodził taki smutny, martwił się. Ale wczoraj po śmierci ojca stwierdził, że tak będzie lepiej, bo nie męczy się już i nie cierpi, bo co to za życie..
Wiem, że mój mąż cierpi na swój sposób, nie pokazuje tego, bo nie potrafi, ale jest bardzo wrażliwy i przeżywa to wszystko. Jak tylko wczoraj rano się dowiedział zwolnił się z pracy i przyjechał do domu (na dziś też wziął wolne) pojechaliśmy do domu rodziców i siedzieliśmy z teściową i szwagierka do 16,0. Przez ten czas przyjechała też siostra teściowej, potem przyjechał lekarz stwierdzić zgon.. I zakład pogrzebowy.. Pojechaliśmy w międzyczasie do Urzędu Gminy załatwić akt zgonu i z powrotem do teściów pomoc posprzątać.. Na 17,0 poszliśmy jeszcze do kościoła do spowiedzi i na mszę. Dziś od rana znowu latanie i załatwianie. Zawiezliśmy Juniora do przedszkola, potem pojechaliśmy z teściową do księdza umówić pogrzeb i do restauracji zamówić stype. Potem wróciłam do domu zrobić obiad, a mąż pojechał z mamą załatwić ubezpieczenie itd. W południe wrócił z Warszawy brat męża z delegacji i zalawił resztę spraw w zakładzie pogrzebowym.. Mój mąż nie chciał tam jechać -wybierać trumne itd. Nie dziwię mu się. Gdy mój ojciec umarł ja na szczęście byłam/mieszkałam zagranicą i ominęły mnie wszystkie te formalności i załatwianie pogrzebu.. Wszystkim zajęły się mama i siostra, ja przyjechałam dzień przed pogrzebem.. Nie chciałam tego wszystkiego załatwiać, wybierać, oglądać.. Nie miałam na to siły :(
Teściowa jakoś się trzyma, była w pewnym sensie przygotowana na to, że tak się stanie. Mówiła już od paru tygodni, że teść do Świąt nie dożyje :( Niestety miała rację..
Teść był dobrym człowiekiem, miał swoje zasady. Potrafił czasem powiedzieć coś dosadnie i był szczery do bólu, ale dbał o swoją rodzinę, kochał swoich synów i troje swoich wnuków nad życie. Bardzo się cieszył, gdy Junior się urodził, bo stał się jak to się mówi "prawdziwym dziadkiem" ;) Żal, że go już nie ma i wielki smutek.. W sobotę ostatnie pożegnanie, to będzie ciężki dzień. Nie mogę zrozumieć i pogodzić się z tym, że ta straszna choroba zabiera tyłu ludzi wokół nas, tyłu naszych bliskich :(( Dlaczego tak się dzieje?? Dlaczego wciąż nie ma na to lekarstwa i ludzie muszą tak cierpieć i umierać?? To takie niesprawiedliwe ;(
Moja siostra nadal walczy, dziś miała kolejna chemię.. Za tydzień znowu, kolejna dawka.. Boję się o nią.. Teść też chciał i wierzył, że się wyleczy, że się uda i już go nie ma.. Dwa dni temu pochowany był wujek mojego męża (kuzyn teściowej) też rak jelita :(( Co się dzieje?? To takie okropne i straszne!
Gdy dotyka nas taka tragedia- ciężka choroba lub śmierć bliskiej osoby, nic innego nie jest ważne. Czas jakby zwalnia, zatrzymuje się na jakąś chwilę.. Małe, codzienne problemy przestają mieć znaczenie, wydają się nieważne i śmieszne..
Mam nadzieję, że teść jest już po tamtej stronie szczęśliwy, spokojny i że będzie jakoś chronił nas, przede wszystkim swoich synów i wnuki od złych rzeczy.. Niech odpoczywa w spokoju.. [*] [*] [*]
Bardzo, bardzo mi przykro Inesko. Ale tak, jak stwierdził Twój mąż- jeśli wiadomo już, że nic nie da się zrobić, w żaden sposób pomóc, a cierpienie jest tak ogromne, że o jakiejkolwiek jakości życia mówić nie można, to... to tak naprawdę jest lepiej, mimo, że brzmi to okrutnie.
OdpowiedzUsuńRak jest paskudny. Wierzyć się nie chce, że już tyle lat trwają badania nad nim, a walka z nim to wciąż tak naprawdę ruletka- jednemu się uda, drugiemu nie i w zasadzie nie ma żadnych prawidłowości, kto ma większe szanse, a kto żadnych... Domyślam się, jak Ci ciężko w kontekście tej sytuacji, z myślą o siostrze... Mam nadzieję, że Ona będzie w tej grupie szczęściarzy...
Trzymam za Nią nieustannie kciuki.
Trzymajcie się w tych smutnych chwilach...
Bardzo ci dziękuję Marta za te słowa.. Jest nam ciężko, smutne te ostatnie dni u nas ;(
UsuńStrasznie mi przykro :((( Jednak czasami patrząc na ludziach w hospicjum, w którym bywam, mam wrażenie, że oni sami chcieliby już odejść, żeby nie czuć tego bólu i nie cierpieć dłużej...Niektórzy wręcz wprost o tym mówią...Mam nadzieję, że jakoś uporacie się z tą wielką stratą. Trzymajcie się ciepło :*
OdpowiedzUsuńDziękuje :*
UsuńMocno przytulam. Nie wiem co napisać w obliczu takiej tragedii. Straszne jest to choróbsko. Często myślę o Twojej siostrze, oby wygrała tą walkę.
OdpowiedzUsuńBardzo mi przykro :(
OdpowiedzUsuńBardzo mi przykro :(
OdpowiedzUsuńGlebokie wyrazy wspolczucia...
OdpowiedzUsuńBardzo goraco Was sciskam w tym smutnym czasie. Musi Wam byc teraz bardzo ciezko....
OdpowiedzUsuńBardzo mi przykro, na śmierćbliskiej osoby nie można się przygotować nawetpo ciężkiej i długiej chorobie. Mój dziadek zmarł na tego samego raka co Twój Teść, wiem jakie to cierpienie i bardzo Wam współczuje. Na pewno będzie się Wami z góry opiekował.
OdpowiedzUsuńKochana jest mi przykro.. cholernie przykro! Nie umiem nic więcej napisać... zawsze w takich chwilach nie wiem co napisać/powiedzieć!
OdpowiedzUsuńKochana jest mi przykro.. cholernie przykro! Nie umiem nic więcej napisać... zawsze w takich chwilach nie wiem co napisać/powiedzieć!
OdpowiedzUsuńBardzo mi przykro, Inesko... :(
OdpowiedzUsuńRak jelita grubego i odbytnicy to tutaj, w Stanach, najbardziej smiertelny rodzaj nowotworu... Jestem w grupie ryzyka, bo moja babcia zmarla na to cholerstwo. Nie wiem jak to sie dzieje, ze na wirusa HIV juz dawno wynalezli leki skutecznie utrzymujace chorobe w ryzach. A na raka nadal nie ma skutecznego lekarstwa...
Inesko, tak bardzo mi przykro :(
OdpowiedzUsuńSmutne święta przed Wami, smutny ten rok..
Też mam nadzieję, ze po tamtej stronie dostaje się już wytcnienie i ból odchodzi na zawsze.
Przytulam Was serdecznie :*
(*)