piątek, 28 kwietnia 2017

Ostatni tydzień pełen wrażeń..

 Kolejny tydzień przeleciał w oka mgnieniu, już koniec kwietnia, jak ten czas leci!! Przez ostatni tydzień trochę się działo, jak to u nas. Raz dobrze, raz źle, jak to w życiu..

 W zeszły piątek Junior zaliczył urodziny kolegi w Family-parku, a ja imieniny przyjaciółki w kawiarni :) Ja jak i Syn bawiliśmy się świetnie!
                       

 W sobotę skorzystaliśmy z (chwilowo) pięknej pogody i wybraliśmy się nad pobliskie jezioro i na długi spacer :) Lubię to miejsce, pięknie tam jest:
         
                     




Spokój i cisza, bo na razie pusto- przed sezonem.
 Po południu odwiedziła nas szwagierka z córkami ponieważ Oliwia chciała nam wręczyć zaproszenie na swoją Komunię Św. która odbędzie się 21 maja (przyjęcie będzie w pięknej restauracji, w której bawiliśmy się w sierpniu na weselu) :) Także czeka nas kolejna uroczystość, u bratanicy męża.
                     

 W niedzielę odwiedziliśmy moją siostrę. Trochę była podłamana ostatnimi wynikami, bo z jej wątrobą nie jest za dobrze :( I byliśmy trochę ją pocieszyć i wesprzeć na duchu.. Tylko tyle możemy zrobić. Ta bezsilność i brak możliwości jakiejkolwiek pomocy i zmiany jej sytuacji zdrowia jest okropna. Wkurza mnie to. I wkurza mnie bardzo, że w jej przypadku nic nie działa, żadne leczenie ani kuracje nie przynoszą spodziewanych efektów :/ To jest straszne. Dziś miała zacząć kolejną dawkę chemii, tym razem w tabletkach, ale płytki krwi znacznie spadły (znowu) więc z chemioterapii nici. Biedna ta moja siostra naprawdę.. Boję się o nią...

 Mój Syn też napędził mi niezłego strachu wczoraj... Postanowiłam zrobić mu profilaktycznie badanie moczu i krwi, bo dawno nie miał, chyba ze 2lata. Sama robiłam sobie takie badania podstawowe w poniedziałek, bo ostatnio często boli mnie dół pleców i myślałam, że to może nerki, ale mój lekarz to wykluczył (zwłaszcza,że badanie moczu wyszło ok) i stwierdził, że to korzonki, że mnie przewiało.. Morfologia też wyszła mi bardzo dobrze tylko OB mam trochę podwyższone. Tak więc wczoraj Juniorowi też postanowiłam zrobić te podstawowe badania. I po pobraniu krwi Synio nam zemdlał i zrobił się blady jak papier :/ Po chwili się ocknął i chciał wymiotować, ale nie miał czym, bo przecież był na czczo i nic nie jadł.. Poszła sama woda.. Mój mały biedaczek.. Tak mi go żal było. Na początku nie rozumiałam co się stało i jak mu pomóc.. Ale lekarz stwierdził, że to reakcja na widok krwi, że niektórzy tak mają, nawet dorośli. I faktycznie koleżanka mi potem opowiadała, że jej szwagier facet po 40-stce, jak tylko widzi krew swoją lub cudzą, od razu mdleje i zdarzyło mu się to nie raz. Mojego męża brat ma podobnie, ale nie zemdlał nigdy, po prostu robi mu się strasznie słabo, musi szybko wyjść na świeże powietrze, bo było by źle.. Także Junior ma to po chrzestnym, niestety. Bardzo się przestraszyłam wczoraj rano. Zadzwoniłam po koleżankę, żeby przyjechała po nas i zabrałam Synka do domu. Na szczęście po zjedzeniu śniadania poczuł się już znacznie lepiej, odzyskał kolor i siły, a także energię i dobry humor :) Do wieczora bawił się normalnie i szalał jak zawsze ;) Całe szczęście! Dziś już było wszystko ok, ale długo nie zapomnę tego widoku jak Junior osuwa się na podłogę i leży nieprzytomny :( Masakra.

 Gdy coś się dzieje niedobrego czy niepokojącego, strach o dziecko jest okropny, najgorszy, paniczny. Nie chcę więcej tak się bać, oby to się nie powtórzyło. Musimy uważać i starać się, aby Junior unikał widoku krwi..

 W środę natomiast po południu byłam ponownie w "dużym mieście" z B. u lekarza na wizycie. Wpadłam też na godzinę do siostry, bo B. miała sprawę do załatwienia. Siostra bardzo się ucieszyła z tej niespodzianki :) A potem zaliczyliśmy jeszcze z przyjaciółką w kawiarni herbatę jaśminowa i pyszne ciacho- sernik w czekoladzie z borówkami, pyyycha :))

 Po wczorajszych nerwach dziś na szczęście był już lepszy dzień, spokojniejszy. Byłam u mojej fryzjerki podciąć grzywkę i u kosmetyczki po nowe paznokcie ;)
                     

Cały dzień zleciał mi też na pakowaniu nas na wyjazd, który już jutro :)) Wyjeżdżamy w południe, więc zdążymy jeszcze rano zrobić jakieś zakupy i coś zjeść i zaczynamy naszą majówkę :)) Bardzo się cieszę na nasz wspólny wyjazd z przyjaciółmi, z nimi zawsze jest fajnie i wesoło :) Mam zamiar leniuchować i dobrze się bawić! Wreszcie odpocznę od garnków, gotowania, sprzątania i prania, chociaż kilka dni ;) Chwilo trwaj! Udanego i wspaniałego długiego weekendu wszystkim życzę :))

6 komentarzy:

  1. Udanej majowki, dobrej pogody i cudownych chwil z przyjaciolmi!!
    Strach o dziecko jesz okropny, bolesny i nieporownynwalny z innym- dobrze, ze to tylka taka "slabostka".
    Bol plecow moze byc rowniez reakcja ze strony ginekologicznej- sprawdz ta droge! jakies zapalenie i wyniki wyzsze a bol moze promieniowac.
    Szkoda mi twiej siostry... bezsilnosc jest okropna... mam w grupie znajomych chorego na raka jelit... teraz juz zaatakowany jest zoladek... przykra sprawa....
    Pozdrawiam serdecznie, ps. z przyjemnoscia z Wami pospacerowalama- sliczne zdjecia!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No to junior ma zadatki na prawdziwego faceta ;) Ale wyobrażam sobie jak musiałaś się wystraszyć.
    Strach o dziecko jest najgorszym strachem na świecie.

    Smutne wieści o siostrze... Trzymam kciuki, żeby to się zmieniło i szło już tylko w dobrą stronę. !!!

    Udanej majówki!

    OdpowiedzUsuń
  3. widok krwi.. mojemu znajomemu nie można pobrać krwi z żyły, bo jak siada na fotelu, to od razu panika i żyły zanikają:P Pielęgniarka nie może ich zlokalizować. Tak jego organizm się broni przd tym. Cudowne masz u siebie jeziorko. Piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepiękne zdjęcia. Wasze jezioro przypomina mi "nasze" w Bartoszewie... Bardzo lubię tam jeździć, uspokaja mnie to ;)

    Oj faktycznie, trochę przykrych spraw się nazbierało... U Juniora to taka chwilowa niedyspozycja, czasami tak bywa, niektórzy tak mają. Nie znam nikogo, kto lubi pobierać krew. Moja Eliza dostaje prawie histerii i też to dla mnie jest bardzo trudne.

    Przykro mi z powodu Twojej Siostry... Nie wiem co napisać. Domyślam się jak musicie się o Nią niepokoić...
    Udanego wyjazdu, choć prognozy chyba marne...

    OdpowiedzUsuń
  5. Przy dziecku to nawet drobnostka jest powodem do paniki, więc wcale Ci się nie dziwię. Nie dziwię się też trosce o siostrę. Dla naszych bliskich chcielibyśmy góry przenosić, ale nie zawsze się da :(
    Ściskam Was!

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdjęcia rewelacja!! W myślach jestem tam z wami...

    OdpowiedzUsuń