Widać po niej, że jest coraz słabsza, ale jeszcze się nie poddaje.. Podziwiam ją bardzo, że ma tyle siły i chęci życia w sobie pomimo wszystko.. Żal mi jej strasznie i trudno mi patrzeć na nią w takim stanie ;( Jej mąż wrócił do Polski, ma miesiąc urlopu i odwiedza ją codziennie. Zaskoczył mnie bardzo, ale lepiej późno niż wcale.. Zresztą odwiedza ją mnóstwo ludzi- przyjaciółki, koleżanki z pracy, szwagierki i czasem sásiadka. To bardzo miłe.
Poza szpitalem żyjemy swoim, w miarę możliwości normalnym życiem. Dzień toczy się za dniem zmieniając tylko daty w kalendarzu. Za chwilę zacznie się lato i wakacje. Dzieciaki się cieszą. Za równo tydzień zakończenie roku szkolnego i zaczyna się laba ;) Junior już umówił się z kuzynkami, że 1 lipca przyjeżdża do nich na cały tydzień i już nie może się doczekać! Babcia i ciocia będą mieć wesoło ;) Synek odlicza też dni do naszego wyjazdu nad morze (10 lipca).
Pisałam tu dość dawno, bo 1 czerwca, czyli dwa tygodnie temu, a od tego czasu trochę się wydarzyło.. Nie będę wszystkiego opisywać po kolei, bo nie mam na to czasu, ale chciałabym zostawić jakiś ślad ku pamięci, tego co się działo, a myślę że zdjęcia zrobią to najlepiej:
Kwiaty zerwane przez Syna na działce :)
Byliśmy na Smerfach w kinie:
Bardzo fajna bajka, polecam.
Było pyszne jedzonko i dobra zabawa. Spotkaliśmy sporo znajomych i mogliśmy się nagadać.
Dostałam też taka różę od Syna:Botwinka, jedna z moich ulubionych zup :)
Wczoraj po procesji Bożego Ciała pojechaliśmy do siostry, a potem na spacer do parku, na lody i nad fontannę:
Pogoda dopisała :)
Dziś wolne ma i mój mąż i Junior. Rano byliśmy na zajęciach u logopedy, potem zakupy i wspólne pichcenie obiadu. Potem Chłopaki pojechali do babci i kuzynek, a ja miałam czas ogarnąć w domu i poczytać książkę. Wreszcie czas dla siebie. Jutro Junior idzie do mojej mamy, a my jedziemy do siostry. A w niedzielę mąż ma urodziny, więc świętujemy :) Miłego długiego weekendu wszystkim życzę!















Ciesze sie, ze sie odezwalas...wiesz czasami ze strachem otwieram Twoja strone... bo boje sie wiadomosci.... cieszy mnie kazda wspominka i kazda informacja o Siostrze. Ciezko Wam bardzo.... mimo bolu, strachu i zmeczenia ciesz sie kazda minuta... z nia....
OdpowiedzUsuńTradycyjnie z przyjemnoscia obejrzalam wasze zdjecia- to mila pamiatka i czasami wystarczy jedna migawka i juz wiecz co i jak- wspomnienia zyja :)
Pozdrawiam Was serdecznie i zycze milego weekendu i imprezki urodzinowej :)
Piękna ta fontanna...
OdpowiedzUsuńTo musi być dla Ciebie bardzo ciężkie- dzielić życia na dwa stany- ten pełen strachu i bólu, i ten w którym trzeba żyć "normalnie"...
To na pewno bardzo budujące, że Siostra ma tyle wsparcia w Was, że tyle osób Jej teraz towarzyszy... Choć do zachowania Jej męża ciężko mi się odnieść, tym bardziej, że kompletnie nie znam człowieka. Może chce uspokoić swoje sumienie, a może rzeczywiście ma potrzebę, żeby teraz towarzyszyć żonie...
Nie wiem Inesko co Ci napisać... To musi być potworne patrzeć, jak ktoś tak nam bliski gaśnie :(((
Wszystkiego dobrego dla Męża! A Tobie Kochana, nieustannie życzę mnóstwo siły, żebyś dała radę przez to wszystko przejść, żebyś mogła być podporą dla Mamy i Siostry... Ściskam Cię mocno.
Ps. Ja też uwielbiam botwinkę. W ogóle lubię wszystko, co choć trochę buraczane :)
UsuńWraz ze stanem zdrowia siostry, Twoje posty Inesko równie się zmieniły, tak wiele w nich smutku i żalu, a zarazme bardzo dbasz oto aby było "normalnie" i pięknie - i jest to niesamowite!
OdpowiedzUsuńWspółczuję Wam bardzo, współczuję Twojej siostrze. Ciężko mi to sobie wyobrazić wszystko :(
Przytulam..
Botwinkę też uwielbiam, narobiłaś mi smaku!
Wszystkiego dobrego dla Twojego męża!!!
Inesko, Kochana, zupelnie nie wiem co napisac... Strasznie mi przykro, ze nie ma poprawy. Jeszcze niedawno jezdzilas z siostra po lekarzach, szukalyscie mozliwosci nowego leczenia... Naprawde bylam pewna, ze ona z tego wyjdzie... A teraz z kazdym postem coraz wiecej czuc Twojego smutku, widac, ze wiesz, ze nie ma nadziei... :(((
OdpowiedzUsuńCiesze sie, ze masz odskocznie w codziennosci, w mezu oraz synku, to bardzo potrzebne w takiej sytuacji...
Przytulam wirtualnie... :*
Przeczytałam kilka wpisów wstecz i wyję jak bóbr...
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, ale nawet nie wiem co napisać. Tak mi przykro.