piątek, 16 czerwca 2017

Czerwiec

 Siostra od miesiąca jest w szpitalu. Jej stan się nie zmienia, raz jest trochę lepiej, raz gorzej.. zależy od dnia. Ma dni lepsze i gorsze, straszna jest ta "huśtawka" i dla niej i dla nas.. Nie wiadomo co będzie jutro, za parę dni, czego można się spodziewać.. Jeżdżę do niej co drugi dzień i psychicznie wysiadam, mam dosyć, ale co mogę zrobić? Nic i to jest najgorsze. Nienawidzę murów kliniki, w której leży i jak mam tam jechać to już mam dość.. Ale, gdy wchodzę na oddział i do jej pokoju zakładam uśmiech na twarz i staram się ze wszystkich sił trzymać...

 Widać po niej, że jest coraz słabsza, ale jeszcze się nie poddaje.. Podziwiam ją bardzo, że ma tyle siły i chęci życia w sobie pomimo wszystko.. Żal mi jej strasznie i trudno mi patrzeć na nią w takim stanie ;( Jej mąż wrócił do Polski, ma miesiąc urlopu i odwiedza ją codziennie. Zaskoczył mnie bardzo, ale lepiej późno niż wcale.. Zresztą odwiedza ją mnóstwo ludzi- przyjaciółki, koleżanki z pracy, szwagierki i czasem sásiadka. To bardzo miłe.

 Poza szpitalem żyjemy swoim, w miarę możliwości normalnym życiem. Dzień toczy się za dniem zmieniając tylko daty w kalendarzu. Za chwilę zacznie się lato i wakacje. Dzieciaki się cieszą. Za równo tydzień zakończenie roku szkolnego i zaczyna się laba ;) Junior już umówił się z kuzynkami, że 1 lipca przyjeżdża do nich na cały tydzień i już nie może się doczekać! Babcia i ciocia będą mieć wesoło ;) Synek odlicza też dni do naszego wyjazdu nad morze (10 lipca).

 Pisałam tu dość dawno, bo 1 czerwca, czyli dwa tygodnie temu, a od tego czasu trochę się wydarzyło.. Nie będę wszystkiego opisywać po kolei, bo nie mam na to czasu, ale chciałabym zostawić jakiś ślad ku pamięci, tego co się działo, a myślę że zdjęcia zrobią to najlepiej:

             
 Kwiaty zerwane przez Syna na działce :)

Byliśmy na Smerfach w kinie:

 Bardzo fajna bajka, polecam.


 11czerwca odbył się Piknik rodzinny dla przedszkolaków i ich rodziców:



 Byly różne konkursy i zabawy dla dzieci, tańce i przedstawienie "Czerwony kapturek" wystawiony przez zerówkę. Grupa Juniora mówiła wierszyk i śpiewała piosenkę z okazji Dnia Mamy i Taty.

Było pyszne jedzonko i dobra zabawa. Spotkaliśmy sporo znajomych i mogliśmy się nagadać.
 Dostałam też taka różę od Syna:
     

Moje nowe pazurki, mała rzecz, a cieszy:

 Smakołyki lata:


 a to sałatka owocowa, która Junior zrobił sam :)
 Botwinka, jedna z moich ulubionych zup :)
 Wczoraj po procesji Bożego Ciała pojechaliśmy do siostry, a potem na spacer do parku, na lody i nad fontannę:

 
    Pogoda dopisała :)
 Dziś wolne ma i mój mąż i Junior. Rano byliśmy na zajęciach u logopedy, potem zakupy i wspólne pichcenie obiadu. Potem Chłopaki pojechali do babci i kuzynek, a ja miałam czas ogarnąć w domu i poczytać książkę. Wreszcie czas dla siebie. Jutro Junior idzie do mojej mamy, a my jedziemy do siostry. A w niedzielę mąż ma urodziny, więc świętujemy :) Miłego długiego weekendu wszystkim życzę!

6 komentarzy:

  1. Ciesze sie, ze sie odezwalas...wiesz czasami ze strachem otwieram Twoja strone... bo boje sie wiadomosci.... cieszy mnie kazda wspominka i kazda informacja o Siostrze. Ciezko Wam bardzo.... mimo bolu, strachu i zmeczenia ciesz sie kazda minuta... z nia....
    Tradycyjnie z przyjemnoscia obejrzalam wasze zdjecia- to mila pamiatka i czasami wystarczy jedna migawka i juz wiecz co i jak- wspomnienia zyja :)
    Pozdrawiam Was serdecznie i zycze milego weekendu i imprezki urodzinowej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna ta fontanna...

    To musi być dla Ciebie bardzo ciężkie- dzielić życia na dwa stany- ten pełen strachu i bólu, i ten w którym trzeba żyć "normalnie"...
    To na pewno bardzo budujące, że Siostra ma tyle wsparcia w Was, że tyle osób Jej teraz towarzyszy... Choć do zachowania Jej męża ciężko mi się odnieść, tym bardziej, że kompletnie nie znam człowieka. Może chce uspokoić swoje sumienie, a może rzeczywiście ma potrzebę, żeby teraz towarzyszyć żonie...
    Nie wiem Inesko co Ci napisać... To musi być potworne patrzeć, jak ktoś tak nam bliski gaśnie :(((

    Wszystkiego dobrego dla Męża! A Tobie Kochana, nieustannie życzę mnóstwo siły, żebyś dała radę przez to wszystko przejść, żebyś mogła być podporą dla Mamy i Siostry... Ściskam Cię mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Ja też uwielbiam botwinkę. W ogóle lubię wszystko, co choć trochę buraczane :)

      Usuń
  3. Wraz ze stanem zdrowia siostry, Twoje posty Inesko równie się zmieniły, tak wiele w nich smutku i żalu, a zarazme bardzo dbasz oto aby było "normalnie" i pięknie - i jest to niesamowite!

    Współczuję Wam bardzo, współczuję Twojej siostrze. Ciężko mi to sobie wyobrazić wszystko :(
    Przytulam..

    Botwinkę też uwielbiam, narobiłaś mi smaku!

    Wszystkiego dobrego dla Twojego męża!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Inesko, Kochana, zupelnie nie wiem co napisac... Strasznie mi przykro, ze nie ma poprawy. Jeszcze niedawno jezdzilas z siostra po lekarzach, szukalyscie mozliwosci nowego leczenia... Naprawde bylam pewna, ze ona z tego wyjdzie... A teraz z kazdym postem coraz wiecej czuc Twojego smutku, widac, ze wiesz, ze nie ma nadziei... :(((
    Ciesze sie, ze masz odskocznie w codziennosci, w mezu oraz synku, to bardzo potrzebne w takiej sytuacji...
    Przytulam wirtualnie... :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam kilka wpisów wstecz i wyję jak bóbr...
    Przepraszam, ale nawet nie wiem co napisać. Tak mi przykro.

    OdpowiedzUsuń