Zajrzałam właśnie do komentarzy i się wzruszyłam.. Tyle pięknych i ciepłych słów.. Bardzo, bardzo Wam dziękuje. Za każde słowo, za troskę, za pamięć. Prawie codziennie myślę, aby wrócić tu na bloga, do pisania, ale czy jestem gotowa? Chciałam, ale wciąż działo się coś co mnie powstrzymywało.. Tyle się wydarzyło od mojego ostatniego wpisu.. Tyle dobrych chwil, ale też tyle smutnych i strasznych momentów..
Od śmierci mojej siostry minęło prawie 5 miesięcy. Wciąż boli, wciąż jest mi ciężko i brakuje mi jej strasznie. Każdego dnia o niej myślę. Często chodzę na cmentarz zapalić jej światełko, bo tylko tyle mi pozostało. Nawet teraz pisząc to łzy same płyną... Tak bardzo chciałabym z nią porozmawiać, jeszcze raz ją zobaczyć.. Dlaczego to niemożliwe?? Bardzo, bardzo mi jej brakuje.. Choć tyłu ludzi mam wokoło: mąż, synek, mama, przyjaciele to czuję pustkę, czuję, że kogoś bliskiego i tak bardzo ważnego mi brak.. Wciąż mam jej zdjęcia na półce i w portfelu. Wciąż mam jej nr telefonu w swoim tel. Nie umiem go wykasować.. Zawsze będę ją wspominać i zawsze będzie w moim sercu.
Niedawno było dzień Wszystkich Świętych, pierwszy odkąd nie ma mojej siostry. Pierwszy odkąd nie ma taty mojego męża. Pierwszy po śmierci małej J. Minęło prawie 8 miesięcy, a my nadal ją wspominamy i odwiedzamy jej grób.. Nadal trudno w to uwierzyć, pogodzić się z tym, zrozumieć.. To była straszna tragedia i zapewne jest do dzis dla jej rodziców.. Dzieci z grupy Juniora zanoszą na grób J. znicze, kwiaty, maskotki, rysunki, aniołki.. Często o niej myślę i tak bardzo mi żal..
Za chwilę 7 grudnia minie rok od śmierci teścia. Jak ten czas szybko leci.. Szok, że tyle już go nie ma z nami.. Smutek, żal.. Zwłaszcza, że nasz Syn nie ma już żadnego Dziadka :( Przykre to bardzo.
Kolejna tragedię przeżyliśmy w październiku. Ale po kolei. Najpierw w lipcu urodziła się córeczka naszych przyjaciół- sąsiadów (rodziców Maćka- kumpla Juniora, o których nie raz już tu na blogu wspominałam) Bardzo cieszyliśmy się ich szczęściem. Mała L. jest śliczna i zdrowa, co jest najważniejsze. Pomagam koleżance przy Małej i kiedy tylko potrzebuje pomocy zostaje z malutką L. Mieszkamy w jednym bloku, mamy synów w jednej grupie w przedszkolu, więc widzimy się codziennie. Koleżanka co rano zawozi chłopaków do przedszkola autem, a ja zostaję z L.
Potem czekaliśmy na narodziny Synka innych bliskich nam przyjaciół. Pamiętam jak jeździłam z I. na zakupy latem i wybierałyśmy wyprawkę dla małego H. Jak doradzalam jej, który wózek kupić.. I i P byli już rodzicami 7-letniej Oliwki i długo czekali na swój drugi cud. I wreszcie pod koniec sierpnia urodził się ich wymarzony Syn. Mały urodzil się zdrowy dostał 10pkt Apgar i nic nie zapowiadało tragedii. Jednak od początku Malutki był jakiś słaby, stale spał i trzeba było go dosłownie budzić co kilka godzin na jedzenie albo karmić na śpiocha.. Koleżankę to bardzo niepokoiło, ale wszyscy w szpitalu i pediatra i pielęgniarki powtarzały, że wszystko jest ok, że Mały jest po prostu śpiochem i będzie pewnie niejadkiem.. Że takie dzieci się zdarzają i nie ma co się martwić na zapas. Niestety prawda była zupełnie inna.. Gdy synek I i P miał 9 dni dostał w domu podczas snu w dzień bezdech i karetka na sygnale został przewieziony do szpitala. W ten sam dzień był jeszcze przewieziony do innego miasta do szpitala na badania i oddział neonatologii i tam został półtora miesiąca. Leżał tam biedulek mały pod respiratorem i kroplówkami. Był karmiony przez sondę.. Nie umiał sam oddychać i nie miał odruchu ssania.. Po wielu badaniach okazało się, że to bardzo rzadka choroba genetyczna. Lekarze nie umieli mu pomóc, byli bezradni ponieważ nie było na to żadnego lekarstwa :( To było straszne.. To co przeżyli I i P, a my razem z nimi tego nie da się opisać. Szok, niedowierzanie.. Złość, płacz, gniew wszystkie najgorsze emocje mieszały się ze sobą.. Każdy dzień był droga przez mękę, strach o zdrowie i życie Małego.. Ciągle nerwy i czekanie na telefon.. Nawet w nocy budziłam się z koszmarów, tak samo było, gdy moja siostra leżała tak długo w szpitalu.. To było ciągłe czekanie na wyniki, na poprawę.. Na cud, który nie chciał nadejść :( Te dni, gdy H. leżał w szpitalu i miał kolejne i kolejne badania.. to czekanie aż się wybudzi, aż zacznie sam oddychać to było straszne przeżycie. Martwiliśmy się o niego bardzo i modliliśmy się codziennie. Było kilka mszy zamówionych w intencji jego zdrowia i nic to nie dało, nic nie pomogło.. Mam o to żal do Pana Boga, bo najpierw zabrał moją siostrę, a potem H... To takie niesprawiedliwe.. Dlaczego??
Ani rehabilitacja ani podane leki nic nie pomogły. H. zmarł 22 października, gdy miał zaledwie 2 miesięce ;(((( Był takim ślicznym i słodkim dzieckiem. Odwiedzałam go z przyjaciółką w szpitalu, a gdy jeszcze był w domu krótko po urodzeniu nosiłam go na rękach.. Pamietam to wszystko doskonale, jakby to było wczoraj. Nie mogę się pogodzić, z tym co się stało. To był prawdziwy szok! Dzieci nie powinny umierać!!
Nasi przyjaciele są w żałobie, przeżywają to co się stało bardzo.. Spotkała ich straszna tragedia. Nie da się tego opisać. Śmierć dziecka to jest najgorsze, co może spotkać człowieka w całym życiu. Jesteśmy przy nich, wspieramy ich, jesteśmy w kontakcie codziennie.. Tylko tyle możemy zrobić. Tak bardzo mi żal I. Jako matka nawet nie umiem i nie chce sobie wyobrazić, co ona czuje i jak cierpi.. To takie niesprawiedliwe :( Tak strasznie jej współczuję..
Ten rok jest najgorszy w naszym życiu i chciałabym, aby już się skończył!
Teraz rozumiecie chyba dlaczego się nie odzywałam i nie pisałam.. Było mi ciężko, bo za dużo złych rzeczy działo się wokół nas. Za dużo tego wszystkiego w takim krótkim czasie ;( Mam nadzieję, że to już koniec nieszczęść wśród naszych bliskich!! Tylko o zdrowie proszę dla siebie i moich najbliższych, bo ono naprawdę jest najważniejsze!
O, rzeczywiście, mnóstwo złych wydarzeń nawarstwiło się koło Was :( Bardzo mi przykro, ściskam cieplutko. Ja z kolei często myślę o Tobie, jak sobie radzisz :*
OdpowiedzUsuńNapisałam bardzo długi komentarz i publikując skasował się :(
OdpowiedzUsuńSpróbuję go odtworzyć...
Inesko, czytając post układałam sobie w głowie jak skomentować, jak cię powitam, jak napisze że się cieszę że wróciłaś, przytulę i dam znać, że wzruszyłam się czytając Twoje wspomnienia o siostrze...
Takiego dalszego rozwoju wydarzeń w poście nie spodziewałam się w ogóle. Brak mi słów :( zupełnie nie wiem co napisać, jak pocieszyć :( Czy w ogóle to możliwe??
Rozumiem Inesko twoja złość, ja od dawna gniewam się na Boga, że dopuszcza do takich rzeczy. Żadne dziecko nie powinno cierpieć, ani umierać. To kategorycznie powinno być zabronione od Górnie... Dlaczego nie jest? Nie pojmuje!
Wszystkie historie moich malutkich "podopiecznych" pamiętam jak dziś. Tyle starań, tyle walki, tyle modlitw, próśb, błagan... A koniec zawsze ten sam. Mnóstwo cierpienia i śmierć niewinnego dziecka :( :(
Dlaczego???
Nie rozumiem, nie pojmuje, nie godzę się z tym.
Czytałam o małej L i się bałam, odetchnęłam jak napisałaś, że wszystko z nią ok. Potem malutki H... Ciężko to nawet skomentować :(
Malutki, bezbronny, niewinny... Bałam się, że napiszesz że zdiagnozowali SMA... Chciała zaproponować jakaś pomoc... Jednak to co przeczytałam, przeszło moje oczekiwania :(
To jest szalenie trudne, bolesne i smutne
Nie wyobrażalna dla mnie tragedia. Współczuję ogromnie Rodzicom, maleństwu, wam.... :(
(*)
Myślałam, ze po takiej dawce nieszczęść los Wam jakoś pomoże... On jednak nadal drwi. Śmierć tescia, potem nagła małej J, następnie zbyt młodo odeszła twoja siostra, teraz taki maluszek równie wam bliski... Dramat :( przeogromny dramat.
Ja wcale Ci się nie dziwię, że nie jest łatwo Ci się podnieść. Też bym nie potrafiła :(
Nie wiem Inesko co napisać, przytulam Cię bardzo ciepło 💝
Gdyby można było cofnąć czas. ..
Splakalam się bardzo na Twoim poście.
Nie kasuj nr Siostry, niech będzie jej kolejna cząstka jaka Ci pozostała. Niby to "tylko" numer, a jak wiele, prawda?
Rozumiem Cię, dawno temu jak mój Dziadzius zmarł, złapałam się na tym, że kolejna kartkę świąteczną muszę zaadresować już tylko do Babci.. i to tak bardzo mnie zabolało. Dziwne, ale coś w tym jednak jest, prawda? Po dziś dzień mam Go w notesie z adresami, nie wykreslilam nigdy.
Z radoscia zauwazylam, ze wrocilas :) z ogromnym smutkiem i bolem przeczytalam dalsza czesc wpisu :(
OdpowiedzUsuńPrzykro mo bardzo i chyba nie umie napisac jak bardzo Wam wspolczuje......
Oby kolejne miesiace i nowy rok odmienily ta zla passe...za duze tego , za ciezko ....
Tule :*
Bardzo, bardzo zly czas za Wami... Nadchodzacy rok MUSI byc lepszy!
OdpowiedzUsuńCiesze sie, ze pomalu wracasz! :*
Siedzę i płaczę - nawet nie umiem nic sensownego napisać. Taki maluszek, tyle cierpienia i takie straszne, tragiczne zakończenie. A jak w podobnych sytuacjach czasami słyszę od jakichś nawiedzonych ludzi, że "widocznie Bóg tak chciał" - to mam ochotę pieprznąć rozmówcę w łeb, żeby się opamiętał. Jakie to pocieszenie dla rodziców? Żadne. Na taki dramat nie ma pocieszenia ani wytłumaczenia :(
OdpowiedzUsuńDokładnie... :(
UsuńInesko, Inesko...
OdpowiedzUsuńKiedy zobaczyłam Twoje komentarze u Iwony i Ewy, pomyślałam właśnie, czy przypadkiem nie pojawiłaś się i u siebie... Kiedy zobaczyłam tytuł, w życiu nie pomyślałabym, że przychodzisz z takimi wieściami :(
Masz rację i chyba nic bardziej sensownego napisać nie można, że za dużo tego wszystkiego w ostatnim czasie. Jedna strata bliskiej osoby, to już dla człowieka ogromny ciężar, ból, smutek i pustka... A kiedy tyle złych rzeczy dzieje się jedna po drugiej???
Co do Siostry nie napiszę, że czas leczy rany, bo nie wiem, czy tak faktycznie jest. Może to działa tak, że z czasem po prostu przyzwyczajamy się do tego bólu? Na początku jest świeży, tak silny, że rozrywa nam serce... Może z upływem miesięcy i lat w jakiś sposób nasz organizm, mimo, że ból czujemy nadal, uczy się z nim żyć? Myślę, że zawsze będziesz tęsknić za Siostrą. Jedną z tych kwestii, która w śmierci bliskich osób przeraża mnie najbardziej to właśnie to, że skończy się wszystko to, co nadaje mojemu życiu lepszy wymiar- rozmowy, czas spędzany razem, plany, wspólne wspominanie tego co było...
Co do małego H... Nie mam słów, żeby wyrazić to, jak bardzo mi przykro :( Zapominamy, że te potworne rzeczy przydarzają się zwykłym ludziom, takim jak my... Straszna tragedia. Dobrze, że przyjaciele mają Was. Choć rozpacz pewnie jest ogromna i nie do ukojenia, to dobrze jest mieć wsparcie w dobrych ludziach.
Inesko! Nadal nie ponaglam. Będę po prostu czekać na kolejny wpis :*
Dużo dobrego, a przede wszystkim spokoju i wytchnienia dla Was.
Nie wiem co napisać.. Za dużo tego złego!! Wiem, że los się uśmiechnięta do was!! Trzymajcie się cieplutko - ściskam/całuję/pozdrawiam
OdpowiedzUsuńInesko kochana, wiem, ze po stracie kogos bliskiego, pierwsze Swieta nigdy nie sa prawdziwie radosne, ale mam nadzieje, ze ze beda chociaz zdrowe i spokojne! :*
OdpowiedzUsuńInesko, za Wami pierwsze takie Święta... Agata ma rację, ciężko nawet sobie wyobrazić, że mogłyby być radosne, choć domyślam się, że ze względu na Juniora, bardzo się staraliście...
OdpowiedzUsuńKochana. Trzymajcie się ciepło, zdrowo i razem.