środa, 27 grudnia 2017

Po Świętach, przed Nowym Rokiem..

 Nie zdążyłam z życzeniami w tym roku.. jak nigdy.. przepraszam. Mam nadzieję,że spędziliście je w rodzinnym gronie i tak jak sobie wymarzyliście. Ja niestety nie, bo brakowało mojej siostry ;( Jej nieobecność była bardzo odczuwalna i nie pozwalała nam w pełni cieszyć się z tych Świąt. Także Wigilia była smutna i tylko ze względu na Syna musiałam się trzymać i dla niego się postarać, aby poczuł tę magię Świąt i miał piękne wspomnienia. Tylko dla niego starałam się, aby te święta były piękne mimo wszystko..

 W Wigilię rano odwiedzilismy naszych bliskich na cmentarzu- moją siostrę, tatę, teścia, dziadków męża (moi leżą daleko od naszej miejscowości) oraz małą J. i małego H. To było straszne stać w ten wyjątkowy, świąteczny dzień nad ich grobami :((( To takie niesprawiedliwe, że nie ma ich już z nami. Że nie mogli cieszyć się i świętować razem z nami.. Dla naszych przyjaciół I i P to były najgorsze Święta w życiu, bo dwa miesiące temu pochowali swojego malutkiego Synka ;( Co to za święta, z czego tu się cieszyć?? Współczuję im bardzo.

 Cały listopad po śmierci H. próbowałyśmy z koleżanką A. wyciągać I. gdzie tylko się dało, aby ją oderwać od smutnych myśli i aby nie siedziała stałe w domu. Nie chciałyśmy, aby wpadła w depresję.. Byłyśmy razem w kinie na trzecich "Listach do M" i z dziećmi na bajce o wampirkach. Pojechałyśmy na wspólne zakupy do Galerii i raz na basen. W pewną niedzielę wybrałyśmy się też do przepięknego Dworku, w którym mieści się spa. Skorzystałyśmy wszystkie 3 z masażu gorącymi kamieniami- bardzo gorąco polecam, rewelacja! I potem delektowałyśmy się pysznym koktajlem owocowym i na koniec poszłysmy na dobry obiad. To był wspaniały dzień. W ostatnią sobotę listopada A i S urządzili u siebie Andrzejki, na których byliśmy my i I z P. Nasza stała paczka od prawie dwudziestu lat.. Nasi mężowie zabrali też P dwa razy na ryby do Szczecina. Staramy się być przy nich, wspierac ich i spotykać się jak najczęściej. Za każdym razem, gdy rozmawiam z I to wspomina synka i łzy wzruszenia same lecą. Pozwalam jej się wygadać i wypłakać, bo widzę, że ona tego potrzebuje. Bardzo się stara żyć normalnie, ale to trudne. Jest jej bardzo ciężko i cały czas bardzo przeżywa stratę dziecka ;( Nie ma się co dziwić, to zrozumiałe. Zwłaszcza teraz przed świętami i w okresie Świąt było im ciężko i I i P i ich córka bardzo to przeżywają.. to takie niesprawiedliwe.

 Ja też nadal nie mogę pogodzić się ze śmiercią siostry. Bardzo jest mi źle bez niej i brakuje mi rozmów z nią.. Żebym mogła choć chwile z nią porozmawiać przez telefon, było by wspaniale... Tak trudno jest mi chodzić na jej grób, patrzeć na jej zdjęcie tam, zapalać kolejne znicze i odchodzić, zostawiając ją tam samą. To tak bardzo boli..
                   

 Ten rok był dla nas wszystkich okropny. I nawet grudzień, który zawsze bardzo lubiłam, bo kojarzy się ze świętami i oczekiwaniem na nie, w tym roku nie dał ukojenia. Nie był szczęśliwy ani spokojny :( Zaczęło się od tego, że Junior na wycieczce przedszkolnej na początku grudnia zemdlał, gdy byli na poczcie :( Było ponoć bardzo gorąco i duszno, a dzieciaki w kurtkach. Pić mu się chciało, duszno mu się zrobiło i stracił na chwilę przytomność.. Pani A. zabrała go od razu do przedszkola i zadzwoniła po mnie. Odebrałam go wcześniej i poszliśmy do lekarza, który nic niepokojącego nie stwierdził. Usłyszałam "że to się zdarza, że tam zawsze za gorąco jest na poczcie itd" Tak tylko, że tam było 25 dzieci i tylko moje straciło przytomność!! :/ Dziwne.

 Dzień później zmarł dziadek mojej koleżanki-sasiadki i po raz czwarty w tym roku byłam na pogrzebie (szok!)

 7 grudnia była pierwsza rocznica śmierci mojego teścia i zamówiliśmy w tej intencji mszę w kościele. To już rok minął niesamowite jak ten czas leci! Ucieka nam po prostu przez palce..

  A 10 grudnia mieliśmy w naszym mieście kiermasz świąteczny na rynku głównym. Był koncert, występy dzieci ze szkoły podstawowej i św. Mikołaj rozdawał upominki. Były też wigilijne potrawy do skosztowania i dla dzieci różne atrakcje np. dekorowanie pierników. No i oczywiście przepiękne ozdoby świąteczne ręcznie robione do kupienia. Prawdziwe cudeńka!

 Od mniej więcej połowy grudnia Juniora zaczął boleć brzuch, codziennie po jedzeniu. Cokolwiek zjadł obiad czy jogurt czy nawet banana to bolało go w okolicy pępka. Bałam się, że to może wyrostek, choć to nie to miejsce.. Ale z dziećmi różnie to bywa. Mała J. też narzekała na ból brzucha i zmarła przez głupi wyrostek- okazało się dopiero po sekcji zwłok, że sepsa się wdała od chorego wyrostka :(
 W każdym razie ponownie byliśmy u lekarza, który nic nie stwierdził. Powiedział tylko, że to na pewno nie wyrostek. Dał skierowanie na badanie krwi i moczu. Ale to był piątek, więc potem był weekend i badania chciałam mu zrobić po niedzieli. W poniedziałek mieli natomiast w przedszkolu ubierać choinkę i mieli przedstawienie Muzolaki, więc na pobranie krwi mieliśmy iść we wtorek rano. Ale niestety w poniedziałek wieczorem Junior dostał gorączki 38,5 st. Więc z badań nici. Gorączkował tak 3 dni i nadal bolał go brzuch. Nie jakoś mocno, bo po chwili przechodziło i nie było widać po nim, aby cierpiał.. Po prostu zaraz po jedzeniu mówił, że go boli po czym za 5-10 min już się bawił i wariował. Jednak niepokoiło mnie to coraz bardziej. Poszliśmy do przychodni, a nasza pani pediatra dała nam skierowanie do szpitala na badania. Ponieważ zaniepokoiły ją te bóle brzucha+ gorączka zwłaszcza, że osłuchowo był czysty, gardło też. Więc to nie wirus :/ To był czwartek 14 grudnia. Trafiłam z synem do szpitala na obserwację. Zrobili mu badanie krwi, moczu i kału, aby sprawdzić pasożyty. (doktor podejrzewał lambie) Oraz zrobili mu usg. Bardzo denerwowałam się tym usg brzucha, na szczęście wszystko ok. Nerki też czyste. W brzuchu lekarz robiący badanie stwierdził tylko, że zbiera mu się dużo gazów.. dziwne. Ale dlaczego?? Wyniki krwi i moczu też okazały się dobre. Pasożytów nie stwierdzono, wynik ujemny. Podawali mu antybiotyk dożylnie, Nurofen w syropie i Furagine w tabletkach, "aby był zabezpieczony z każdej strony"- jak usłyszałam. Gorączka ustąpiła już w pierwszym dniu po południu i nie wróciła. Ale brzuch bolał go codzień nadal po każdym posiłku. Wypisali nas po 4 dobach. Wróciliśmy do domu tydzień przed świętami i mogliśmy wreszcie ubrać choinkę i zacząć przygotowania do świąt... Zakupy i wszystko w biegu.
 Junior w szpitalu poznał nowego kolegę Kacpra i koleżankę Sarę i szalał z nimi całe dnie. Ogólnie poza tymi bólami brzucha nic więcej mu nie było i czul się dobrze. Aż pielęgniarki się śmiały z niego, że ma za dużo energii i na chorego nie wygląda ;) W szpitalu nie było źle (spotkałam nawet koleżankę z naszego osiedla, która była tam z córką, więc miałam z kim pogadać) ale dobrze było wrócić do domu. Wiadomo nikt nie lubi szpitali. To był nasz pierwszy raz w szpitalu z Juniorem i mam nadzieję, że ostatni! Mój syn drugi raz w życiu dostał antybiotyk (szok!) Ale w sumie nie wiem na co i po co?

                         Choinka w szpitalu


 Do końca tygodnia Junior nie poszedł już do przedszkola, ponieważ w naszym przedszkolu panowała ospa i nie chciałam ryzykować kolejnej choroby. Na Święta mi takie"atrakcje" nie były potrzebne. Niestety przez ten szpital ominęły nas w tym roku Jasełka, już ostatnie w przedszkolu ;( Bardzo było mi przykro z tego powodu. Ale zdrowie ważniejsze. W piątek 22-go odbyła się Wigilia przedszkolna. Było bardzo uroczyście, wzruszająco i wesoło. Pośpiewaliśmy wspólnie kolędy, do dzieci przyszedł Mikołaj i były prezenty! Jak zawsze podzieliliśmy się wszyscy opłatkiem i złożyliśmy sobie życzenia z p. Asia i dziećmi z grupy Juniora. Już czwarty raz byłam na przedszkolnej Wigilii i niestety ostatni ;( Żal...
 Za pół roku Junior kończy przedszkole i ten rozdział naszego życia się zakończy. Obiadek był pyszny i bardzo miło spędziłam to przedpołudnie z p. Asią i moimi koleżankami z Rady Rodziców- M i M. Od Marty jak co roku zamówiłam ciastka na Święta i tort dla mamy :) Wigilia w przedszkolu:

                       









 Nasze Święta natomiast wyglądały tak, że Wigilię spędziliśmy z moją mamą, byliśmy tylko we czwórkę. Mikołaj tym razem się bardzo śpieszył i nas nie odwiedził tylko podrzucił prezenty na balkon ;) Ale najważniejsze, że wszystkie były piękne i wymarzone! Wszyscy zadowoleni. W 1-wsze święto po śniadaniu poszliśmy do kościoła i zobaczyć szopkę bożonarodzeniową. Na obiad poszliśmy do mamy i tam spotkaliśmy się z resztą rodziny ponieważ moja mama ma w tym dniu urodziny i cała rodzina spotyka się u niej. Była pełna chata ;) I dzięki temu było wesoło. Junior dostal kolejne prezenty i był bardzo szczęśliwy. Posiedzieliśmy do wieczora i było bardzo fajnie. A drugie święto tradycyjnie u teściowej i brata męża. U nich zawsze jest śmiesznie i wesoło. Wieczorem Junior nie chciał wracać do domu tak się fajnie bawili i dziewczyny prosiły, żeby został, więc został u nich na noc. Dziś mąż zawiózł mu rzeczy, bo synalek chce zostać do jutra. Cieszę się, że jest tak bardzo zżyty z kuzynkami, że tak się kochają- oby tak było zawsze! ;) Junior nie ma rodzeństwa, ale na szczęście ma blisko 2 kuzynki, więc nie jest sam. Już zapowiedział, że ma ferie jedzie do dziewczyn na cały tydzień ;) 
A to nasze Święta w obiektywie:





Ciastka od Marty, pierniki z Torunia  :)















Choinkę w większości Junior ubierał sam, ja tylko górę :) Większość bombek na naszej choince w tym roku to ozdoby mojej siostry.. Tylko tyle nam pozostało po Niej na pamiątkę...


















 Tort  malinowy urodzinowy- pycha  :))




 Ja dziś leniuchowałam i cały dzień spędziłam w domu, nawet nie wychodziłam. Mam lenia po świętach i nic mi się nie chce.. Zbieram siły na sylwestra, bo w tym roku przypada "impreza" u nas w stałym gronie. Przywitamy Nowy Rok z naszymi przyjaciółmi i naszymi dziećmi, jak co roku :) Będziemy życzyć sobie zdrowia, bo ono jest naprawdę najważniejsze! I żeby nikogo z nas, z naszych bliskich nie zabrakło za rok o tej porze. I żeby ten nowy 2018 był lepszy, spokojniejszy, bo już gorszy niż ten, który mija być chyba nie może... I tego samego Wam życzę moi czytelnicy.
A tym dobrym Duszom, które mnie wspierały w tych trudnych, najgorszych chwilach z całego serca dziękuję!!! Jesteście Kochane!! Wszystkiego dobrego dla Was na Nowy Rok :)

7 komentarzy:

  1. Oj Inesko, teraz to ja się bardzo, bardzo wzruszyłam.

    Przykro mi z powodu tej sytuacji z Juniorem, nie dziwię się, że się przejęłaś, w końcu omdlenie nie zdarza się codziennie i nie każdemu. Ja w podstawówce miałam właśnie tak, że mdlałam wszędzie tam, gdzie było więcej ludzi. Ale miałam tak zawsze, więc "taka moja uroda".

    Wiesz, myślę sobie, że to dobrze, że macie takie grono znajomych, przyjaciół- z takim wsparciem i z takimi ludźmi łatwiej przez to wszystko przejść. To cierpienie, strata bliskich osób pewnie jeszcze bardziej Was do siebie zbliży...

    Kochana! Ja Ci życzę przede wszystkim zdrowia i wewnętrznego spokoju. Głębokiego oddechu, po tym, czego doświadczyliście. Powrotu takiej zwykłej, ludzkiej radości...
    Trzymaj się Inesko. Trzymaj się ciepło!
    WSZYSTKIEGO DOBREGO DLA WAS :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo sie ciesze Inesko, ze zrobilas ten krok i wrocilas do nas :*
    Strasznie mi przykro, rozumie Twoj bol, bo kilka lat temu krotko przed swietami zmarla mi mama....te lzy na kolacji i ogromny smutek.... z czasem troche ulzy, jednak smutek i tesknota zostaja.....tez wiele bym zrobila znowu chetnie...

    Straty dzieka nawet nie umie sobie wyobrazic....nie chce... tragedia!

    Ciesze sie, ze pokazalas tyle zdjec- mamy namiastke Twych swiat.
    Choc juz wszystko wyjasnione zycze Juniorowi i Wam duzo zdrowka i naprawde lepszego, spokojnego roku!!!
    Usciski ogromne!! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Inesko, moja Kochana. Myślałam o Was w te Święta i serce bolało. Tak jak piszesz, były one bardzo trudne. Bardzo współczuję Tobie, Twojej Mamie - pochowac swoje dziecko to chyba najgorsza rzecz na świecie i potem kiedy przychodzą takie chwile jak święta z pustym krzesłem przy stole, ból rozrywa serce..
    Mała J, Mały H... to musi być bardzo okrutne dla Ich rodziców i bliskich. Niewyobrażalne dla mnie!!!! A jeszcze jak napisałaś o przyczynie sepsy to juz w ogóle żal i poczucie niesprawiedliwości się spotęgował :(
    Bardzo mnie wystraszyłaś z Juniorem... dobrze, że wzięli Was na obserwację i badania, w sumie faktycznie ten antybiotyk nie wiadomo po co. W ciemno chyba dali, na wszelki wypadek, chociaż wiadomo, że antybiotyków profilaktycznie nie powinno się dawac. najważniejsze, że Junior już w pełni sił. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak musiałaś się czuć.
    Okrutny ten rok był naprawdę dla Was. Oby kolejny przyniósł ukojenie, choć wiem, że to nie jest takie proste.
    Cudownie że macie takich przyjaciół i razem się trzymacie, cudownie, że nie zostawiłyście rodziców małego Aniołka samych sobie, choć też trzeba im dac ten czas na samotność i wykrzyczenie żalu, jeśli tylko tego będą potrzebowali... szalenie im współczuję :( Szalenie wspólczuję rodzicom małej J... cały czas kręcę głową jak o tym myślę i nie umiem znaleźć odpowiednich słów na to co czuję :(
    Wszystkiego dobrego dla Twojej Mamy!!
    Zapalam wirtualne światełko dla twojej Siostry, na pewno miała pięknie w te święta, już oto zadbaliście, choc tyle, prawda?
    Przytulam Inesko :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja napiszę o bólach brzucha, walczyliśmy z tym u Igora, przeszliśmy wszystkie badania od helikobaktera, glisty ludzkiej, usg brzucha, pasożytów w 2 laboratoriach po kilka badań krwi i inne. Trafiliśmy do gastroenterologa, cudownej Pani doktor. Zlecila wodorowy test oddechowy. I wyszło, przerost flory bakteryjnej jelita cienkiego, antybiotyk metronidazol a później przez 3 miesiące probiotyk i prebiotyk. Bóle brzucha bez jakiejkolwiek logiki w okolicach pępka. Polecam zrobić to badanie koszt ok 70 zł prywatnie, nic strasznego bo wypija się płyn, podobno dobry w smaku tak mówił syn i dmucha się co 20 minut w takie urządzenie. Trwa to jakieś 2 godziny i wynik jest od razu. Robiliśmy też celiakie na szczęście u nas ujemna i jeszcze pleśń w kale bo podobno lubi wychodzić ale też u nas ujemne. Po leczeniu jak ręką odjął, chociaż po pół roku objawy wróciły i znowu test i znowu antybiotyk. Ale od ponad roku spokój. Może u was to co innego ale wydaje mi się że objawy te same co u nas,tylko my zanim się zdiagnozowlaismy minęło kilka miesięcy i niepotrzebny był ból i milion badań. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwsze kilka Swiat po stracie bliskiej osoby nie moga byc w pelni radosne... :(

    Kiedys, kiedy bylam dzieckiem i nastolatka, niezdrowo "fascynowaly" mnie nagrobki dzieci. Zawsze lubilam liczyc ile ktore dziecko zylo. Teraz omijam te czesc cmentarza szerokim lukiem, bo plakac mi sie chce na sama mysl o krzywdzie, a juz smierci w ogole, jakiegokolwiek malucha... :(

    Moje Potworki dosc czesto skarza sie, ze brzuszki ich bola i na pytanie "gdzie?" zawsze pokazuja wlasnie okolice pepka. Dotychczas to bagatelizowalam bo nigdy nie zbieglo sie to w czasie z goraczka i tak jak u Juniora, dzieciaki marudza, ze brzuszek boli, a jednoczesnie biegaja i wyglupiaja sie. Ale moze tez powinnam sie temu blizej przyjrzec...

    OdpowiedzUsuń
  6. Inesko, zamknęłam bloga, ale oczywiście wybranym osobą chcę umożliwić wchodzenie do mnie. Proszę odezwij się do mnie na maila: mwk815@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Inesko, ja nawet nie umiem sobie tego wyobrazić, jak musieliście się wszyscy czuć - po utracie tylu bliskich osób w ciągu jednego roku :( U nas święta też minęły głównie na wspominaniu Bąblowego pradziadka, który odszedł we wrześniu - w związku z czym również nie było tak radośnie jak zwykle i dużo smutnych refleksji na temat przemijania mi towarzyszy już od kilku miesięcy.

    Wszystkiego dobrego na ten Nowy Rok ! :*

    OdpowiedzUsuń