Święta już dawno za nami, wszyscy czekają już na majówkę, a u mnie na blogu nadal notka wielkanocna ;) Ale naprawdę nie mam chwili dla siebie i na pisanie ponieważ Junior znów chory i siedzi ze mną w domu. Każda mama wie co to znaczy mieć chore/przeziębione, marudne dziecko w domu. Masakra! Zaczęło się zaraz po Świętach od chrypki i kaszlu, potem doszedł katar w pakiecie. Poszłam z nim w środę do lekarza i pani doktor jak zwykle stwierdziła wirusówkę, bo gardło, oskrzela i płuca czyste (na szczęście!) gorączki też brak, więc standardowo zapisała inhalacje solą fiz. i dwa syropy: na kaszel Stodal i Pneumolan przeciwwirusowy oraz wit.C. Standard. Mam już tego dosyć szczerze mówiąc. Niby zaczęła się wiosna i miało być mniej wirusów i koniec chorowania, a tu jak zwykle to samo. Już nie zliczę ile razy moje dziecko miało katar przez te pół roku, gdy chodzi do p-kola.. porażka. Oczywiście powinnam się cieszyć, że to nic gorszego i poważnego, ale cóż. I tak siedzi w domu i tak. Oraz wydałam kolejną sporą sumkę w aptece. Bo oprócz tego, co poleciła pani doktor, kupiłam jeszcze Pelavo Kids na grypę i przeziębienie oraz probiotyk Dicoflor.
Także już ponad tydzień siedzimy z Juniorem w domu i nudzimy się. Pogoda też jakaś dziwna, w kratkę. Raz jest słońce, raz deszcz, do tego wiatr, że chce głowę urwać. Na razie to prawdziwej wiosny nie poczułam, z wyjątkiem 2-3 dni może.. Kiepsko. Nienawidzę siedzieć zamknięta w domu tyle dni, nie umiem sprzątać, gdy mam Syna w domu, cały mój plan dnia i organizację szlag trafił :-( Co 5min. słyszę "mamooooo.." coś tam, a to pić, a to jeść, a to choć itd. itp. Z jedzeniem znów jest masakra, nie chce mi się nawet o tym pisać, bo nie chcę się denerwować.. Junior najchętniej jadłby w kółko to samo, jest tylko 4-5 rzeczy, które lubi i nie chce jeść normalnych posiłków- ani kanapek, ani zup, ani warzyw, ani naleśników, ani większości rzeczy.. mam dość!
Temat jedzenia, a raczej ten problem powraca. Ostatnio miałam rozmowę z wychowawczynią Juniora panią Asią i bardzo narzekała i dziwiła się, że Młody nie chce jeść w p-kolu. Mówiła, że on nic nie je od 8,0-15,0 (tylko jak to możliwe, żeby tyle wytrzymał i miał siły biegać i szaleć na korytarzu, gdy po niego przychodzę i iść do domu pieszo ok. pół godz?) Pani A. martwi się o niego i twierdzi, że chodzi słaby i że często nie ma siły się bawić itd. Ostatnio była taka sytuacja, że jednego dnia przewrócił się na krzesełku i uderzył w głowę. Na szczęście nic mu się nie stało i nie ma nawet guza. Ale musiałam go odebrać wcześniej i wysłuchać "wywodów", że powinnam iść z nim do lekarza, poszukać specjalisty i "coś z tym zrobić", że tak nie może być itd..... Tylko co ja mogę zrobić?? I do jakiego lekarza się udać?? Czy ktoś może mi powiedzieć/ poradzić? Nie mam już siły. Ani prośba ani groźba na niego nie działa. I to nie jest tak, że jak jest w domu to nic nie je cały dzień, je, ale domaga się stale tych samych rzeczy, a ja nie mam zamiaru gotować dwóch obiadów codziennie, na śniadanie kombinować i wymyślać, żeby cokolwiek zjadł. A w p-kolu specjalnie dla niego nie będą zmieniać menu. Jemu wystarczy na śniadanie pół suchej bułki albo pół banana.. a w p-kolu nie ma takich śniadań! Chciałabym mieć normalne dziecko w tej kwestii, które zje rano kanapkę (obojętnie z czym) a na obiad to co ugotuję lub ugotują panie kucharki w przedszkolu. Dlaczego w naszej grupie (25dzieci) tylko mój Syn jest takim niejadkiem i "dziwolągiem", który sprawia kłopoty, bo nie je??? Nie mogę się z tym pogodzić :-(
Jedyny plus jest taki, że przed świętami byliśmy na kontroli u chirurga i ze stulejką już ok, maść pomogła i po problemie. Chociaż to dobre.
Oj. Te choroby to przez tę pogodę, rzeczywiście ciągle na zmianę deszcze ze słońcem.
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o niejadka, mam to samo, tylko jeszcze nie chodzimy do przedszkola. Może pójdź do lekarza i poproś o skierowanie na badanie krwi, co byś mogła pani z przedszkola z czystym sumieniem powiedzieć, że syn jest zdrowy i taka jego uroda ;)
Cieszę się, że macie sprawy męskie zakończone, my niestety jeszcze nie, niedawno wyznaczyłam termin kolejnej operacji- na lipiec.
Pozdrawiam ;)
Kochana u mnie jest zupełnie to samo :(
OdpowiedzUsuńZ tym, że Zuza jak choruje to już na całego, aktualnie ma anginę i antybiotyk! :( Z jedzeniem jest u nas to samo :( Zrobiłam Małej wszystkie badania i ma niedobory żelaza :( Ja już naprawdę nie wiem co robić, z bezsilności chce mi się ryczeć:(
Bez przerwy latamy po lekarzach i szukamy przyczyny częstych chorób.
Podpisuję się pod powyższym komentarzem, może zrób te badania dla swojego spokoju i dla zapewnienia wychowawczyni :)
Życzę Wam dużo zdrówka! :***
Dzięki dziewczyny za wsparcie i słowa otuchy! Badania robiliśmy w grudniu- moczu, kału i krwi i wszystko wyszło dobrze. Ale może je powtórzymy, żeby się upewnić, że nadal jest ok i nie ma anemii czy coś.. Nie wiem co jeszcze mogę zrobić :(
UsuńA kał na co robiliście? Na pasożyty? Pamiętaj, że jeśli bada się kupę pod kątem pasożytów czy lamblii to jednak próbka nie wystarczy dla pewności, że wszystko jest ok. To jest związane z cyklem rozwojowym tych pasożytów- trzeba chyba zbadać minimum trzy kupy w odstępie co 3dni, o ile dobrze pamiętam.
UsuńInesko! I całe szczęście, że tylko na katarze i kaszlu się kończy- naprawdę mogłoby być dużo gorzej- zresztą, nie trzeba daleko szukać- sama wiesz jak u Małej Czarnej to wygląda. Ale rozumiem, bo przymusowego uziemienia w domu też szczerze nie znoszę, w ogóle ostatnio mam wszystkiego dość, bo Marcina nie ma całe dnie, i jestem z dziećmi sama non stop.
OdpowiedzUsuńCo do jedzenia... Kurczę, ale bym się wściekła na takie uwagi i komentarze z przedszkola. Słuchaj, może i u Juniora w grupie On jest taki jedyny, ale w historii całego przedszkola? Na pewno były już gorsze niejadki od Niego. Jedyne co możesz zrobić, to pilnować tych badań, żeby mieć na piśmie, że wszystko jest ok. Wiem, że ciężko Ci z tym, ale są takie dzieci jak Junior, i One są zupełnie normalne. Zresztą- sama zobacz- niby mało i monotonnie je, ale jednak nie łapie poważniejszych chorób. To też o czymś świadczy. A wychowawczyni spytaj następnym razem, czy może Ci polecić jakiegoś lekarza, bo rzucać takimi tekstami to jest łatwo, gorzej z prawdziwą pomocą. Trzymajcie się!
Fatalnie z tymi choróbskami, ale Wiesz że mam to samo, właśnie wczoraj córka poszła pierwszy dzień do przedszkola po tygodniowej przerwie....Moja córka jak była mała jadła chętnie i nie było problemów, im była starsza tym gorzej, nie je jajek, sera żółtego, odrzuciła dużo warzyw. Z obiadami też problem, bo wiele potraw nawet nie spróbuję. Może to Juniorowi minie, może jak badania wychodzą OK, to nie ma co się tak stresować.
OdpowiedzUsuńMogę sobie tylko wyobrazić jaki to stres dziecię-niejadek.Całkiem dobrze zresztą, bo mam podobny problem...z sunią. Jeśli wybredny pies mnie z równowagi wyprowadza i strasznie martwi to co by to było z dzieckiem. Biednaś, inesko. Ku pocieszeniu napiszę, że moja psiapsia miała podobne problemy ze swoim synkiem i już jest dobrze...wyrósł z tego:)
OdpowiedzUsuńKurcze, nieciekawie u Was z tymi choróbskami. Niestety nic nie doradzę, bo jak na razie nie mamy w tej materii dużego doświadczenia. Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia. Trzymajcie się.
OdpowiedzUsuńWspolczuje kolejnego przeziebienia! Moje Potworki smarkaly i kaszlaly tuz przed Swietami, a ze cala zime byl spokoj, wiec odzwyczajeni i oni i my - rodzice. Niezle nas wszystkich wiec "przemielilo". Na szczescie przeszlo po kilku dniach...
OdpowiedzUsuńJuz sie boje jak to bedzie z Bi w przedszkolu. O choroby, bo u opiekunki ma jednak kontakt z tylko 2-3 obcych dzieci. Ale martwie sie tez o jedzenie. Bi jest okropnym wybredniakiem. Tak jak Junior, je tylko kilka wybranych rzeczy. Teraz dodatkowo rozpiescila ja tesciowa, bo gotuje dwa obiady - dla calej rodziny i osobna zupke dla Bi. No ludzie! Do opiekunki dajemy swoje jedzenie, wiec w zasadzie to, co lubi choc jedno z dzieci. Ale w przedszkolu beda mieli wlasne menu. Licze na to, ze Bi bedzie patrzec, ze reszta dzieci je i brac z nich przyklad, ale po tym co piszesz o Juniorze widze, ze to nie jest takie oczywiste... :/
Może Junior je za mało warzyw i owoców, ma niską przez to odporność i tak często choruje? Tak strasznie mi przykro... :(
OdpowiedzUsuńCzekaj, czekaj, od września Mila będzie drugim takim dzieckiem, niekoniecznie w tym samym przedszkolu, ale jednak. Wiem, że to dla Ciebie żadne pocieszenie, ale uwierz że Junior nie jest żadnym dziwolągiem, wiele dzieci tak ma i nawet nie wiesz, jak wiele. Z Mila jest tak, że jak nie stanę nad nią to cały dzień by nie jadła, bo ma w nosie i woli biegać i tak dalej. Jeśli ją karmię to zje, choć widać, że wściekła jest, że jej przeszkadzam. Wcale się nie dziwię, że zdenerwowałaś się słowami nauczycielki.
OdpowiedzUsuńzastanawiałam się nad tabletami na apetyt, ale jeszcze czekam.
Nie tylko matki wiedzą, co to znaczy mieć w domu chorego mężczyznę ;) pewnie to mała pociecha, ale praktycznie wszyscy moi dzieciaci znajomi borykają się z tym samym problemem. Co młode wyzdrowieje i pójdzie do przedszkola / szkoły, zaraz za kilka dni znowu ma katar i znowu zostaje w domu. Ja przestałam chorować jak poszłam do liceum, choć to pewnie Ciebie nie pociesza :))
OdpowiedzUsuń