poniedziałek, 20 kwietnia 2015

O jedzeniu i zdrowiu mamy i Syna

 Dziękuję Wam bardzo za wsparcie i słowa pocieszenia. To wiele dla mnie znaczy i cieszę się, że nie jestem sama w tym problemie, że rozumiecie mnie i macie/znacie takie same przypadki niejadków wśród swoich dzieci lub dzieci znajomych. Może to marne pocieszenie, ale jednak, że nie tylko mój Syn jest strasznym niejadkiem..

 Junior już zdrowy, wrócił dziś do p-kola. Zanieśliśmy też dziś worek ze strojem do gimnastyki, bo od dzisiaj takie zajęcia mają dzieci w naszej grupie. Fajnie, trochę ruchu i sportu zawsze się przyda, a dzieciaki na pewno będą mieć frajdę.

 Jeśli chodzi o zdrowie Juniora to na pewno zrobię mu wkrótce badania krwi i moczu, aby wykluczyć anemię czy inne problemy, bo ostatnio miał robione takie badania kontrolne w grudniu, więc trochę czasu już minęło. Wiem, że nie powinnam może tak panikować i skupiać się na tym jedzeniu Syna, ale u nas jest to drażliwy temat, a w dodatku jest to główny (jedyny w sumie) problem w p-kolu z Juniorem, więc to nie jest taka błaha sprawa. Może gdyby trafił na inną wychowawczynię, to nie było by to takie ważne, ale pani Asia najwyraźniej temat jedzenia uważa za ważny i co jakiś czas narzeka na to "niejedzenie" Juniora. Naprawdę nie chce mi się już tego słuchać i tłumaczyć jej bez przerwy tego samego. Moje koleżanki, które mają dzieci w grupie rok starszej u innej wychowawczyni mówiły mi, że ich pani w ogóle nie porusza tematu jedzenia i nie przejmuje się tym. Kiedyś, gdy koleżanka spytała o posiłki córki (która jest jeszcze większym niejadkiem niż mój Junior) odpowiedziała jej, że ona nie pamięta czy Mała coś jadła, że chyba tak.. ;-) I tyle. Więcej o jedzeniu nie rozmawiały. Także dziwne. Załamuje mnie tylko to, że p. Asia twierdzi, że moje dziecko całe dnie nic nie je. A jak jest w domu (tak jak ostatnio od świąt, bo był chory) to je przecież. Niewielkie porcje, to co lubi, ale je! Nie wiem już co o tym myśleć. Chyba po prostu jedzenie w przedszkolu mu nie smakuje, jest inaczej podane i zrobione jak w domu i stąd ten problem. Wiadomo w p-kolu starają się podawać dużo warzyw do wszystkiego- pomidory i ogórki na kanapkach, rzodkiewka do twarożku, surówki do obiadu, warzywa gotowane do gulaszu czy ryżu itd. A mój Junior tego nie lubi- praktycznie żadnych warzyw (poza ziemniakami i kalafiorem) nie zje. Pierogów nie lubi, klusek czy naleśników też nie, a takie potrawy są często w naszym p-kolu i co ja mogę poradzić?

 Przepraszam, że Was zanudzam, ale to teraz nasz główny problem. Czekam na dzień, gdy mój Syn zacznie "normalnie" jeść. Ale kiedy to będzie??

 Poza tym temat chorób- ja wiem, że z Juniorem nie jest tak źle. U niego to zwykle same przeziębienia i typowe wirusówki (mówią, że katar to nie choroba) ale jednak traci przez to dni w p-kolu, nie może chodzić do kolegów/koleżanek i nudzi się w domu. Wiem, że powinnam być zadowolona, że to tylko katar, czasem kaszel, bo dzieci naszych znajomych czy z rodziny chorują o wiele poważniej i częściej. Mam wiele przykładów wokół- zapalenie krtani, oskrzeli, płuc, anginy ropne, astma, różne alergie, wymioty, wysoka temperatura itd. To wszystko przez ostatnie pół roku. MASAKRA. Dzięki bogu nasz Junior tak nie choruje i tylko raz w życiu brał antybiotyk i to tylko przez 3dni. Może to dlatego, że nadal pije mleko 2razy dziennie i je dość dużo owoców oraz dostaje codziennie witaminy (syrop i żelki)? Nie wiem, ale oby tak zostało.

 Ja też postanowiłam zadbać o siebie- o zdrowie i kondycję i zaczęłam chodzić z koleżanką na kije :) Zaczęłyśmy w zeszłym tygodniu, na razie byłyśmy 3 razy, ale w tym tygodniu chcemy chodzić codziennie. Nie ukrywam, że chciałabym dzięki temu też trochę schudnąć, bo przez tą jesień i zimę przytyło mi się trochę (zwłaszcza po świętach) i szczególnie mój brzuch mnie wkurza i chciałabym go zmniejszyć. Zobaczymy czy się uda, liczę na jakieś efekty do lata. Chodzimy godzinę-półtorej stała trasą, taką polną drogą z dala od naszego osiedla i jest bardzo przyjemnie. Widać już wszędzie prawdziwą wiosnę, wszystko kwitnie, zielenieje i budzi się do życia. Robi się naprawdę pięknie. W weekend mieliśmy pogodę kiepską- było słonecznie, ale bardzo zimno. Ale dziś jest już lepiej, cieplej, więc liczę na długi spacer z kijkami w towarzystwie koleżanki N. To ona mnie namówiła i wyciągnęła, pożyczyła mi swoje kije, bo miała 2 pary, a ja nigdy nie miałam kijków w rękach do tej pory, Ale spodobało mi się, fajnie jest. Do tego staram się zdrowiej odżywiać- przeszłam na razowe pieczywo, jem mniej i bardziej kolorowo. Zaczęły się nowalijki, więc jest w czym wybierać. Jem smacznie i zdrowo :-) Ograniczyłam też słodycze, bo choć nigdy nie miałam z nimi problemu, ostatnio za bardzo mnie do nich ciągnęło i efekty są.. Nie odmawiam sobie ich całkiem, bo przecież jakieś przyjemności w życiu trzeba mieć, ale tylko od czasu do czasu małe ilości. Wszystko z umiarem. Nigdy w życiu nie byłam na żadnej diecie, bo nie musiałam. Byłam szczupła i jadłam co chciałam, ale po 30-stce metabolizm zwalnia, ciało się zmienia i trzeba bardziej o siebie dbać i uważać na to co się je. No niestety. Chciałabym wrócić do mojego rozm. 36, bo aktualnie większość spodni jest mi obcisła, żeby nie powiedzieć, że za mała.. I bluzki się jakoś skurczyły. Nie chcę wymieniać całej garderoby, więc pora wziąć się za siebie! Bo nie lubię ostatnio swojego odbicia w moim wielkim lustrze, w którym widać wszystko, każdą fałdkę. :-( Życzcie mi powodzenia.

7 komentarzy:

  1. Cześć:-) Ineska, u większości mam chyba tak jest, że jak dzieciaki mają problem ze zdrowiem (od kataru po niejedzenie) to się zamartwiają, nawet jak wiedzą, że to niepoważne dolegliwości. Więc nie przepraszaj jak piszesz. I dobrze, że o siebie dbacie :-)
    My jesteśmy przed wyjazdem do Kołobrzegu z Zosią i Józkiem, i co? Ponad miesiąc wszyscy zdrowi, a wczoraj Zosia oka nie otworzy bo jej tak zaropiało, Józek ma katar i ataki kaszlu w nocy, a mnie boli gardło i mam osłabienie. Małe dzieci i choroby to koszmar. Wszyscy mówią, małe dzieci to małe problemy. Fakt, że nie ma wielkich dylematów, jak w etapie buntu czy na początku dorosłego życia, ale nic do końca nie można zaplanować bo maluchy lubią najbardziej nieodpowiedni czas na chorowanie.
    No ale basta o chorobach. Trzymaj kciuki za nasz wiszący na włosku wyjazd, a ja za apetyt Juniora.
    Co do kijków, kiedyś z mężem chodziliśmy, fajny sport:-) teraz jak mam wyjść to wolę z dzieciaczkami i psem, a na kijki rąk już brak i jakoś marnują się w szafie :-(

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia życzę w takim razie. Ja po ciąży też biorę się za siebie.
    Rozumiem, że temat jedzenia Cię drażni... ja też czułabym się wkurzona, gdyby Pani ciągle mi o to zwracała uwagę. A Junior zacznie jeść... zawsze to powtarzam, znasz jakiegoś faceta, który nie lubi dobrze zjeść? Będzie nastolatkiem to lodówka nie będzie się u Was zamykać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam ten okres kiedy zaczynają się nowalijki. Oczywiście Mila nawet nie spojrzy, tzn spojrzy, podobają jej się mamy kanapki,ale żeby schrupać coś to nie :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana dziś na szybko! :)
    W temacie diety, odchudzania i zdrowego trybu życia to ja się nie odzywam :P
    Od czterech lat walczę z +7kg jakie zostało mi na liczniku po ciąży:/
    Przyszło łatwo, ale odejść nie chce :P
    Rozmiaru 36 nie miałam chyba nigdy :P (no może w liceum), teraz mam 38 w porywach do 40! Po Świętach sadło mam jak orka i spodnie opinają mi się do tego stopnia, że wyglądam jak szynka w siatce!
    Temat jedzenia (mojego) doprowadza mnie do szału,dlatego kończę :P
    Trzymam kciuki za wzrost apetytu u Juniora!!
    Zuzia nadal je tyle co kot napłakał :(
    Uściski! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana to powodzenia. Ja zaczęłam od tygodnia lekką dietę plus treningi z Ewką Chodakowską, ciężko jest, ale kilogram już na minusie, więc zaczyna się dobrze. Juniorek zobaczysz, że zacznie jeść więcej, daj mu czas, a najważniejsze, że antybiotykami nie musisz faszerować, jak ja swoją córę niestety. Będzie dobrze, zobaczysz. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja uważam za całkowicie normalne, że nauczycielka zwraca uwagę na to czy dzieci jedzą czy nie. Moim zdaniem to wręcz jego obowiązek. W końcu jak dziecko jest w domu to dla nas jest to jeden z ważnych elementów dnia to dlaczego ona miałaby to bagatelizować.
    Co do odchudzania, to mnie kręgosłup wykluczył z ćwiczeń za to ostatnio stresu cała masa więc ponoć chudnę w oczach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj i mi by się przydały takie wyprawy z kijkami. Na razie jednak Cwiczę z Mel B. choć raczej to ona ćwiczy a ja głównie padam.
    Co do badań Juniora to może warto dodać do nich badanie kału, czasem są jakieś bakterie, pasożyty i brak apetytu może być objawem. U nas pediatra zawsze nam zleca do badań właśnie kał.

    OdpowiedzUsuń