I już po imprezie urodzinowej. Na ten rok starczy świętowania urodzin/imienim itd ;) Jeszcze pod koniec listopada urodzinki ma chrześniaczka męża Karolina oraz w Święta moja mama, ale to już nie u nas w domu ;)
Urodziny Juniora wyprawiliśmy w sobotę. Niestety nie wszyscy goście dotarli, bo dziadek źle się poczuł i został w domu, w łóżku oraz moja kuzynka (chrzestna) nie przyszła, bo jej córka popatrzyła się wrzątkiem dwa dni wcześniej w rękę :( Biedna E. Na szczęście to tylko dłoń i nadgarstek, ma przepisane maści i częste zmiany opatrunku i pomału wszystko się goi.
Reszta rodziny dopisała, humory też. Jedzonko było pyszne i aż za dużo wszystkiego (jak zawsze) solenizant szczęśliwy, bo miał 2 kuzynki do zabawy :) Tym razem dostał od wszystkich kasę i sporo uzbierał :) Tylko od nas rodziców dostał tradycyjnie książki :)
Tort zrobił furorę, bo był piękny i przepyszny. Tak jak zażyczył sobie Junior był z rybkami 😃
Po urodzinach mieliśmy labę i kilka dni odpoczynku, bo w poniedziałek Junior miał wolne. W przedszkolu był co prawda dyżur, ale nie zapisałam go, bo z jego grupy było zapisanych tylko 6 dzieci (na 24) Także mieliśmy z Synem długi weekend. Cieszyłam się, bo dopadł mnie jakiś wirus i od tygodnia mam katar i kaszel, więc dobrze, że mogłam wygrzać się w ciepłym domu. Ale niestety nadal mi nie przeszło :/ Tylko tyle dobrze, że Młody się ode mnie nie zaraził, na razie się trzyma. Oby tak dalej! Daje mu cały czas tran i witaminy oraz probiotyki i to chyba pomaga, bo od września jest ok. Nawet kataru nie miał (odpukać). Ma dobrą odporność.
We wtorek 1 listopada Święto Zmarłych byliśmy rano wszyscy z moją mamą na cmentarzu zapalić znicze i zostawić kwiaty. Moja siostra nie przyjechała, bo kiepsko się czuła. W sobotę na urodzinach była, ale we wtorek nie dała rady. Na mszę na 14-sta poszliśmy z mężem sami, Junior został u babci. Pogoda była okropna, całą mszę padało :/ Potem poszliśmy do mamy na kawę. Wpadła też moja chrzestna. Z wieczornego spaceru po cmentarzu wśród tysięcy płomieni zrezygnowaliśmy niestety przez pogodę, bo strasznie wiało i padało co chwilę z przerwami.. Nie pamiętam tak brzydkiego 1-go listopada.. Szkoda, bo lubię to święto i naszą tradycję chodzenia po cmentarzach i za dnia i wieczorem. Zawsze jest tak pięknie, odświętnie, magicznie, inaczej. To taki jedyny dzień w roku. Choć my na cmentarz do naszych bliskich chodzimy bardzo często, nie tylko z okazji świąt czy urodzin/imienin zmarłego, ale też bez okazji, aby zostawić znak, że pamiętamy. Coraz więcej osób znanych nam czy z rodziny czy wśród znajomych jest już po tamtej stronie :( Niedawno tragiczny wypadek miał dawny kolega mojego męża (znali się z technikum) miał tylko 37lat, zostawił żonę i dwie małe córki :(( Zdrowy silny facet i taki głupi wypadek przy pracy... Smutne to bardzo.
A my żyjemy dniem powszednim, codziennymi obowiązkami, swoimi sprawami, problemami małymi i większymi, dzień za dniem.. Synio nasz uczy się aktualnie liczyć oraz czytania i pisania. Literki są teraz u nas na porządku dziennym ;) Zna już prawie cały alfabet i zaczynamy powoli naukę czytania. Do pójścia do szkoły ma jeszcze (prawie) dwa lata, więc myślę, że do tego czasu spokojnie opanuje tą umiejętność :) Ma jeszcze sporo czasu. Najbardziej zaskoczyła mnie i w sumie rozbawiła szwagierka, która jakiś miesiąc temu była baaardzo zdziwiona, że Junior jeszcze nie pisze i nie czyta płynnie.. Bo jej córki w wieku 5lat już to umiały. Wow no super i gratuluję, ale co mnie to obchodzi i co ma wspólnego z moim dzieckiem? ;) Każdy jest inny, ma inne tempo rozwoju i nie można dzieci porównywać kto kiedy ile i dlaczego już, a dlaczego jeszcze nie...? Mój Syn właśnie dopiero skończył 5lat i myślę, że to dobra pora na rozpoczęcie nauki i przygody z literami -czyli pisaniem i czytaniem. Nie jestem z tych matek, które mają chore ambicje i chcą, żeby ich dziecko we wszystkim było pierwsze, najlepsze i nr 1. Absolutnie, jestem daleka od tego. Dałam mojemu dziecku czas na zabawę, na normalne prawdziwe i beztroskie dzieciństwo. Nie goniłam go do książek i nauki od 3r.ż. Jak wspomniana szwagierka swoje córki. One obie nie chodziły do przedszkola dopiero do zerówki, bo szwagierka uważała, że skoro ona jest w domu + babcia,bo mieszkają razem, to po co dzieci mają chodzić do przedszkola.. Ja jestem innego zdania, ale nigdy go nie wyraziłam skoro ona myśli inaczej i ma swoje poglądy i argumenty. Mnie one nie interesują. Ja robię tak jak uważam dla dobra swojego dziecka. Nigdy nie wtrącam się w wychowywanie innych dzieci, nie komentuje, nie dziwię się itd. Szwagierka pomimo, że nie puściła dziewczyn do przedszkola uznała za konieczne nauczenie ich czytania, liczenia itd. Bez żadnego przygotowania pedagogicznego. I szczyci się tym, że nauczyła je sama :) I że w wieku 5 lat czytały, pisały, liczyły do 100, dodawały, odejmowaly i mnożyły między 1-20. Moja przyjaciółka skomentowała to w ten sposób: "A co za różnica czy umiały czytać i pisać w wieku 5,6 czy 7lat? I tak do szkoły poszły w wieku 7lat i dopiero wtedy im się te umiejętności przydały. Ważne, żeby dzieci nauczyły się tego do czasu rozpoczęcia szkoły , bo wtedy jest im łatwiej, nauka przychodzi szybciej i nie ma tego stresu w pierwszej klasie, że tyle jest nowych rzeczy i nagle tyle trzeba się nauczyć, zapamiętać." I zgadzam się z tym w zupełności. Córki szwagierki umiały czytać, pisać, dodawać itd. A nie umiały żadnych manualnych rzeczy zrobić same, malowania czy rysowania ich mama nie uczyła, bo nie umiała tego i nie wydawało jej się to ważne ani potrzebne. Nie mówiąc już o innych trudniejszych pracach plastycznych. Dziewczyny nie mialy kompletnie żadnych kontaktów z rówieśnikami ani innymi dziećmi, poza Juniorem, który jest od nich młodszy o 3 i 6 lat, czyli sporo. Innych dzieci w rodzinie nie mają, bo szwagierki rodzeństwo jest dużo od niej starsze i mają juz dorosłe dzieci. Nie miały zatem aż do czasu pójścia do szkoły żadnych koleżanek.. A gdy poszły do szkoły to jakoś najlepsze w swoich klasach nigdy nie były. Obie dobrze się uczą, ale nie są najlepsze czy jakieś wybitne. Obie za to mają problemy z angielskiego, bo w przedszkolu go nie miały, nikt ich go nie uczył i nagle bum.. Karolina ma talent muzyczny, bo pięknie śpiewa i gra na różnych instrumentach, ale to nie zasługa jej mamy ani nikogo innego. To po prostu talent, dar od Boga, bo nikt w rodzinie nie jest uzdolniony muzycznie. Ja bym na ich miejscu posłała ją do szkoły muzycznej, bo szkoda takiego talentu, powinna się rozwijać w tym kierunku, ale to ich decyzja (szwagra i jego żony) ja się nie wtrącam. Ale widzę, że nie są chętni, bo to wiąże się z dojazdem dość daleko do szkoły, bo w naszej okolicy nie ma szkoły muzycznej niestety. Szkoda.
Ale wracając do tematu myślę, że wiek 5 lat jest odpowiedni, żeby zacząć naukę literek, głoskowania i co za tym idzie czytania. Nie chciałam gonić mojego Syna wcześniej do nauki, zmuszać go, bo po co? Jaki ma sens to, żeby dziecko już w wieku 4lat czytało? Po co? Teraz od ok. 2 miesięcy on sam chętnie poznaje nowe literki, pisze, głoskuje, układa pierwsze proste słowa i zapisuje :) Widzę jak mu się to podoba i cieszy się z tego. Jest gotowy, jest chętny i bardzo mnie to cieszy. Wcześniej tego nie było. Nic na siłę, nie ma sensu zmuszać dzieci do nauki za wcześnie, bo się zniechęcą. Czasami Junior ma gorszy dzień, ma lenia i nie chce mu się. Wtedy odpuszczam, robimy dzień albo dwa przerwy. Nic się nie stanie, świat się nie zawali. Ma jeszcze czas, aby nauczyć się tego wszystkiego.
A jeśli o czytaniu mowa jestem właśnie w trakcie czytania świetnego thrillera:
Jego autorka była niedawno w Polsce i gościła nawet w DDTVN i oglądałam wywiad z nią :) Fajna powieść, fajnie się czyta polecam. Teraz jesienią/zimą mam zdecydowanie więcej czasu i chęci na czytanie, więc chwilo trwaj! Gorąca pyszna herbata, kocyk i dobra książka i nic więcej do szczęścia nie potrzeba! :)) Do poczytania gdzieś na blogach.. ;)


Cieszę się bardzo, że urodziny się udały. U nas jedna impreza za nami, a jedna przed nami, ale już wiem, że w sali zabaw nie będzie zbyt wiele dzieci, bo niestety sezon choroby w trakcie...taki urok tego listopada.
OdpowiedzUsuńWszystkich Świętych i u nas było deszczowe i wietrzne, ale dla nas to bez znaczenia- odpuszczamy wizytę na cmentarzu tego dnia. Tym bardziej, że też jeździmy tam raczej często i również bez okazji.
Ja staram się także zachować zdanie o wychowaniu dziecka (czyjegoś) dla siebie. Mam je oczywiście, bo trudno nie mieć, ale raczej nie dzielę się swoimi uwagami, czy spostrzeżeniami, chyba, że ktoś mnie o to prosi, albo pyta. Co do nauki czytania i pisania, to myślę, że zawsze warto podążać za dzieckiem- są takie, które w wieku 4latach zaczynają się interesować literkami, a są i takie, które w wieku 6 zupełnie się do tego nie garną. Inaczej sprawa wygląda kiedy dzieci chodzą już do szkoły, ale zanim to nastąpi- nic na siłę, moim zdaniem. Bo jeśli nie mamy do czynienia z iście wybitną jednostką, to tak jak napisałaś- jaka to różnica, czy dziecko będzie umiało czytać mając lat 5, czy 7... Czasami niestety mamy mają takie dziwne ambicje, które na dłuższą metę przynoszą więcej złego niż dobrego...
Mam nadzieję, że siostra poczuje się lepiej.
Wszystkiego najlepszego dla Juniora :)
OdpowiedzUsuńAch z tym przechwalaniem się i wyścigiem matek to szkoda gadać. Mój Artur też jeszcze nie potrafi czytać, ba nawet do niedawna nie znał liter, ale przyszedł taki moment, że zaczął pytać o litery, interesować się, chciał pisać, przepisywać wyrazy no i się zaczęło. Wcześniej tylko klocki i autka :) Nie ma się czym martwić, w końcu sam Einstein nauczył się czytać w wieku 9 lat :)
Ja czytałam jak miałam 5 lat!:P Ale nie przez ambicje mojej mamy tylko przez moją pamięć, kiedy mama mi czytała książki (te takie małe pisane wierszem Tuwim itd.) to po 2-3 razach potrafiłam je prawie bezbłędnie powtórzyć, później w ramach nudy (bo mając 4 lata, kategorycznie odmówiłam chodzenia do przedszkola) porównywałam wyrazy (tak wizualnie) ze sobą i się jakoś samo trochę nauczyło. Do dzisiaj mam "świetną" pamięć, owszem przeczytam książkę dwa razy i z pamięci mogę cytować ale gdzie klucze położyłam to nigdy nie pamiętam :D
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o całokształt notki to uważam że każdy powinien wychowywać dzieci po swojemu to po pierwsze, a po drugie dzieci powinny rozwijać się w swoim tempie a nie robić im jakiś szybki kurs dorastania...
Super tort :)
OdpowiedzUsuńKażda mama jest dumna ze swojego dziecka i tak powinno być :)
Dawno mnie u Ciebie nie było, widzę, że Młody rośnie jak na drożdżach, gratulacje :) tort wspaniały.. Kurczę, jak teraz patrzę na te cukrowe cuda to aż sama mam sobie ochotę taki sprawić :d jak my dorastaliśmy to takich nie było ;) Ja właśnie skończyłam czytać "Miniaturzystke" polecam, świetna książka, powinna Ci się spodobać :)
OdpowiedzUsuńSliczny tort- mam nadzieje, ze rowniez smaczny??
OdpowiedzUsuńOj widze, ze wszedzie to samo: bo moje juz a twoje jeszcze nie??? Takie porownania i przycinki byly i beda zawsze - ale wkurzaja, to fakt.
ja nie czytalam, nie liczylam i wiesz szkoly pokonczylam, mature zdalam celujaco- takze szkoda nerwow. Jesli dziecko ma radoche z poznawania literek- to nich przez zabawe to robi a obowiazki min. szkolne bedzie miec jeszcze dluuuugo wiec niech cieszy sie dziecinstwem :)
A na Slasku byl piekny 1 listopada- to jak dla nas super prezent na te 23 lata nieobecnosci :)
Pozdrawiam :)
Nasz Wiktor ma 6 lat i dopiero od niedawna zaczął wykazywać chęć nauki pisania i czytania. Do tej pory każda próba kończyła się zniechęceniem. A że uważam, że każdy ma swój czas to postanowiłam poczekać. I myślę, że dobrze zrobiliśmy bo teraz uczymy się z przyjemnością :D Uściski dla Was i wszystkiego najlepszego dla Juniora
OdpowiedzUsuńTort faktycznie pierwsza klasa ! Wygląda pysznie :)
OdpowiedzUsuńA odnośnie nauki zgadzam się z Tobą, że nie ma co przesadzać. Wprawdzie nasz Bąbel ma w tej chwili 2,5 roku, ale już przemycam mu jakieś tam cyferki i literki - jednak robię to typowo w formie zabawowej i widzę, że naprawdę mu się do podoba (np. uwielbia liczyć drzewa przy drodze albo deski w płocie, kiedy idziemy na spacer ;) ) Jeśli dziecko faktycznie ma jakiś wielki pęd do tego typu rzeczy - to ok. Ale na pewno nie robiłabym niczego na siłę i za wszelką cenę tylko po to, żeby się "wykazać" przed innymi mamami ;)
Piękny tort. :)
OdpowiedzUsuńU nas choć nie ma już w tym roku urodzin ani imienin to jednak trzeba pomyśleć nad prezentami na Mikołaja dla chrzesniaków męża.
Szkoda mi E. Ja też kiedyś będąc dzieckiem poparzyłam się wrzątkiem.
W mojej rodzinie tydzień przed 1 listopada zginął na polu 18 letni chłopak.
1 listopad faktycznie był brzydki.
Ja Maję zaczęłam uczyć do 10 w wieki 2 lat oczywiście nic na siłę tylko przez zabawe. Teraz ma 3 lata i potrafi policzyć do 12.
Pozdrawiam
Życzę powrotu do zdrówka. Na szczęście każdy rozwija się inaczej i nie ma co się stresować i niczego przyspieszać 😊 my pomimo brzydkiej pogody zrobiliśmy sobie spacerek po cmentarzu 😊 pozdrawiam
OdpowiedzUsuńWidze, ze komentarz szwagierki Cie lekko zagotowal? ;)
OdpowiedzUsuńNie dziwie Ci sie. Jeszcze zwykle porownanie ujdzie, ale kiedy ktos natychmiast zadziera nosa, ze "moje dziecko jest najlepsiejsze i w ogole", to od razu gula skacze. ;)
Ja jestem zdania, ze przed rozpoczeciem szkoly, w ogole bez sensu jest uczyc dziecka czytania i pisania, bo przeciez przez pierwszy rok i tak cala klasa od poczatku uczy sie liter i skladania ich w wyrazy. Dzieci, ktore ida do szkoly, potrafiac juz czytac, zwyczajnie sie nudza. A tak naprawde, wszystkie maluchy w koncu posiada ta zdolnosc. ;) I te, ktore zaczely szkole juz samodzielnie czytajac, wcale nie musza byc wybitnymi uczniami w dalszych klasach...
Szczerze, gdybym mieszkala w Polsce, prawdopodobnie w ogole jeszcze nie zaczynalabym z Bi nauki liter. No chyba, ze ona sama wykazalaby jakies ogromne zainteresowanie w tym kierunku...
Tutaj, nie mam wyjscia. System szkolny wysyla do zerowki 5-latki i co gorsza, oczekuje sie, ze te dzieci pod koniec zerowki, beda umialy czytac proste ksiazeczki. Tluczemy wiec z Bi litery i wyrazy i czasem mam serdecznie dosc. ;)
U Starszej w klasie, tez znalazla sie taka mamuska (Polka, o zgrozo!), ktora na pokazane przez nauczycielke ksiazeczki, burknela z wyzszoscia, ze jej corka juz takie czyta. A potem przyznala, ze wysyla ja 3 razy w tygodniu do prywatnej szkoly, na nauke czytania, odkad mala ukonczyla 4 latka. Szczeka mi opadla... ;) I po co to?! Po pierwsze w klasie jest wiele dzieci, tak jak Bi, dopiero uczacych sie czytac. Nie wiem wobec tego, co ta dziewczynka robi w szkole calymi dniami? Poza tym, ta mala ma potworna wade wymowy i jej matka powinna raczej zainwestowac w logopede. Coz tego, ze plynnie czyta, skoro sepleni tak, ze zrozumiec jej sie nie da... :D
Tort rewelacja! - mam nadzieję że równie dobrze smakował.
OdpowiedzUsuńU nas też imprezy, które sa za nami i te które sa przed nami.
Książkę daje do listy na Mikołaja! Ja narazie czytam "dziewczyna z pociagu" ;) polecam
Tort rewelacja! - mam nadzieję że równie dobrze smakował.
OdpowiedzUsuńU nas też imprezy, które sa za nami i te które sa przed nami.
Książkę daje do listy na Mikołaja! Ja narazie czytam "dziewczyna z pociagu" ;) polecam
Tort boski :D
OdpowiedzUsuń