Dawno tu nie pisałam, nie miałam na to siły.. Dwa tygodnie temu zdarzyło się coś strasznego, co wstrząsnęło nami wszystkimi. Calym przedszkolem i całym naszym miasteczkiem. Dziewczynka z grupy Juniora zachorowała nagle, dostała sepsę i zmarła.... Jeszcze w piątek dokładnie 2 tygodnie temu była w przedszkolu, rano widziałam ją w szatni jak się rozbiera, jak biegnie po schodach do sali, rozmawiałam z jej mamą- o pogodzie i o zbliżającej się wycieczke naszych dzieci do kina na bajkę za kilka dni.. A w sobotę rano odebrałam telefon z wiadomością o śmierci małej J. Nie mogłam w to uwierzyć, nie docierało to do mnie, miałam nadzieję, że to nieprawda, że to jakaś pomyłka, to nie wydawało mi się możliwe.. Ale niestety godzinę później zadzwonili do mnie z Sanepidu i wszystko stało się jasne. To nie była pomyłka ani okrutna plotka :/ Musieliśmy jechać do szpitala na przyjęcie przez Juniora antybiotyku ponieważ miał styczność z J. w dzień jej śmierci... Jak zajechaliśmy na SOR była tam już prawie cala grupa Juniora. Wszyscy byli wstrząśnięci i załamani. Każdy bał się także o swoje dziecko czy się nie zaraziło tą bakterią..
Dzień wcześniej syn mówił mi, że p. Asia zadzwoniła po mamę J. przed obiadem, bo ta dostała wysokiej gorączki i mama zabrała ją do domu, ale nie przejęłam się tym bardzo, bo to się zdarza. Sama kiedyś odbierałam Młodego z przedszkola wcześniej po takim telefonie od pani, bo synek dostał prawie 38st. C , a przysięgam, że rano nic mu nie było. Zdarza się. Ale nawet przez moment wtedy w piątek nie pomyślałam, że tak ta historia może się zakończyć...
Podobno J. w weekend miała jelitówkę i w poniedziałek została w domu, ale, że jej przeszło to od wtorku chodziła już do przedszkola. Była trochę osłabiona, jak to po jelitówce, ale nie miała gorączki ani innych objawów choroby. Pani Asia tylko zauważyła, że miała słaby apetyt i nic poza tym. W piątek była już ponoć wyraźnie osłabiona, na placu zabaw nie chciała się bawić ani biegać z innymi, co było dziwne, bo to zawsze bardzo wesoła i energiczna dziewczynka była.. Nie chciała też jeść od rana i nagle dostała wysokiej gorączki ponad 39stopni.. Mama ją odebrała i zaprowadziła do babci, bo musiała jechać do pracy. Jej tata pracuje zagranicą, więc go nie było. Późnym wieczorem, gdy K. wróciła z pracy mała spała, ale obudziła się w nocy z gorączką 40,0. I pomimo podania syropu temperatura bardzo szybko rosła.. Dodatkowo K zauważyła u córki jakieś dziwne plamy na skórze. Szybko ubrała ją i zawiozła na pogotowie. Tam sprawy potoczyły się błyskawicznie: lekarz, który ją badał od razu skojarzył wysoką gorączkę i plamy, które się powiększały z sepsą, czyli ogólnym zakażeniem organizmu. Szybko karetką na sygnale zawieźli ją do innego miasta do szpitala wojewódzkiego, ale było już za późno.. sepsa rozeszła się po całym organizmie i musieli ją reanimować na izbie przyjęć.. Niestety nie udało się, J. zmarła o 2,0 w nocy 25marca :((((
Tego, co czuli wtedy i co przeżywają nadal jej rodzice nie da się opisać. Nie wiem jak można w ogóle przejść przez taką tragedię, jak można dalej żyć...? Nie wyobrażam sobie tego i nie chce nigdy się o tym przekonać! Zdrowie, a zwłaszcza zdrowie dziecka jest najważniejsze, bezcenne. Nic więcej się nie liczy.
W czwartek tydzień temu był pogrzeb. Było mnóstwo ludzi. Bałam się iść na ten pogrzeb, przeżywałam to strasznie, bo nigdy nie byłam jeszcze na pogrzebie dziecka. Ale jestem w radzie rodziców naszej grupy, znalam J. i znam jej mamę, więc musiałam być. Razem z Martą i Monika byłyśmy w imieniu naszych dzieci z grupy i ich rodziców. Były też oczywiście wszystkie nauczycielki z przedszkola i pani dyrektor. Brakuje mi słów by to opisać.. nie mogłam powstrzymać łez ;( Ta mała biała trumna, jej zdjęcie z czarną wstążką.. Tak bardzo żal mi K. i jej męża. To takie smutne i niesprawiedliwe.. Dzieci nie powinny umierać!! J. miała tylko 6 lat ;((( Jak to możliwe, że zdrowe, wesołe, śliczne dziecko łapie jakaś bakterię i tak nagle umiera??! Jeszcze w czwartek było wszystko ok, po południu była na dworze, jeździła rowerem, bawiła się, a w piątek poczuła się źle, dostała wysokiej gorączki i w nocy umarła!! To jest szok po prostu, to się nie mieści w głowie! Jednego dnia masz dziecko i wszystko jest dobrze, a na drugi dzień już go nie ma :((( Straszna, okropna tragedia..
Od dwóch tygodni stale się mówi o tym, co się stało. To małe miasto, prawie każdy się zna. Wszyscy to bardzo przeżyli i wszystkim żal małej J. i jej rodziny. Każdy się zastanawia jak to się mogło stać i dlaczego? Oczywiście powstało wiele niepotrzebnych plotek i teorii, ale to normalne w takich sytuacjach. Tak to już bywa.
Przez tydzień po tej tragedii ludzie bali się puszczać dzieci do p-kola. Panował ogólny strach, wszyscy nagle zaczęli szczepić dzieci na meningokoki.. Ja dużo czytałam o sepsie, meningokokach, które mogą ją wywołać i szczepieniach na nie i jestem w kropce, bo nie wiem co zrobić. Zastanawiamy się z mężem czy zaszczepić Juniora, bo 100% ochrony to nie daje, a ma sporo skutków ubocznych.. Wielu ludzi odradza te szczepionki. Ale też wielu się decyduje..
Junior cały zeszły tydzień do przedszkola nie chodził ponieważ miał kaszel i chrype. W poniedziałek dostał stan podgorączkowy i bardzo się przestraszyłam, choć wiem i czytalam, że zwykły stan podgorączkowy nie jest oznaką sepsy. Ale pojechaliśmy do lekarza, aby go zobaczył i osłuchał. Porozmawiałam sobie przy tej okazji z naszym lekarzem, do którego mam zaufanie i wytłumaczył mi dokładnie jakie są objawy tej strasznej choroby, pokazał mi zdjęcia tej wysypki i uspokoił, że Juniorowi nic nie grozi, bo nie ma żadnych objawów.
Od poniedziałku Junior wrócił do przedszkola, reszta dzieci również i zajęcia odbywają się normalnie. Życie toczy się dalej.. Wycieczka do kina została odwołana, a raczej przełożona na inny termin (po świętach) podobnie jak zajęcia w bibliotece, na które mieli iść tydzień temu.
Wczoraj po południu była msza w intencji J. Byliśmy na niej z mężem. Odwiedziliśmy też grób Małej. Junior też pytał czy może pójść odwiedzić J. i kupić dla niej kwiatki... Powiedział do mnie ostatnio: "Wiem, że J. już nigdy do nas nie wróci, jest teraz na chmurce w niebie. I jest aniołkiem i na nas patrzy.." Rozpłakałam się. P. Asia z nimi rozmawiała o tym co się stało, była też u nich pani psycholog.
Za tydzień Święta. A ja w ogóle nie czuję ich klimatu.. Sprzątam, czyszczę i wyrzucam niepotrzebne rzeczy, jak co roku na wiosnę.. ale nie cieszy mnie jakoś szczególnie nic wokoło. Zawsze bardzo lubiłam te święta, są takie kolorowe i wyjątkowe,ale nie w tym roku :(
Mieszkanie już prawie cale wysprzątane, na działce też prace ruszyły. Wykorzystaliśmy piękny, ciepły weekend na porządki w altanie, grabienie starych liści, sianie pierwszych nasion.. Zrobiliśmy sobie też przy okazji pierwszego grilla w tym roku. Sezon został otwarty. Byłam też w zeszlą sobotę posprzątać siostrze mieszkanie, bo sama nie dałaby rady wszystkiego zrobić. Była piękna pogoda, więc potem poszliśmy na spacer i lody. A wczoraj grupa Juniora oraz jeszcze jedna grupa pojechała autobusem do Skansenu na warsztaty wielkanocne, zobaczyć jak kiedyś wyglądały te święta w naszym regionie. Mieli bardzo ciekawe zajęcia.
Życie jakby toczy się dalej, wszystko powoli wraca do normy, ale mi jest nadal smutno i ciężko.. Nie umiem się z tym pogodzić. Patrzę ze strachem na moje dziecko. Drżę o jego zdrowie. Tego co przeżyłam w weekend po śmierci J. nigdy nie zapomnę, tego strachu i szoku :/ Każdą gorączkę czy wysypkę lub głupią, zwykłą jelitówkę będę przeżywać od teraz 100 razy bardziej! Z każdym kaszlem czy katarem Syna będę chyba biegać od razu do lekarza. Aby nie przegapić, aby nie zaniedbać, aby nie dopuścić do najgorszego..
J. była fajną, miłą i wesołą dziewczynką. W lutym skończyła dopiero 6 lat.. Miala całe życie przed sobą.. To takie niesprawiedliwe!! Tak bardzo mi przykro ;(((
To strasznie przykre i smutne, aż trudne do wypowiedzenia... :( Czytam ten post ciągle od nowa i nadal nie mogę uwierzyć...Współczuję bardzo rodzicom tej dziewczynki - i Wam wszystkim, że przeżywaliście taki strach o zdrowie swoich dzieci :( Nie wyobrażam sobie tego, takiej tragedii - coś potwornego :(
OdpowiedzUsuńzatkało mnie.. Co takie małe dzieci są winne?;/ dramat. Skoro wstrząsnęło to mną, osobą zupełnie niezwiązaną z tym dzieckiem, to nawet nie chce sobie wyobrażać, co przechodzą inne dzieci z przedszkola, a co gorsza rodzina tego dziecka..;/
OdpowiedzUsuńPopłakałam się...
OdpowiedzUsuńNie wyobrażam sobie tego, nie wyobrażam!!!!!
Mój najmłodszy brat jako nastolatek przechodził sepsę więc wiem co to strach o życie. Najlepsze jest to, że miał wysoką gorączkę pomimo brania antybiotyków, miał plamy na rękach a potem na nogach a w szpitalu nie wiedzieli co mu jest, mimo,ż brat był ciągle śpiący i niekontaktujący. Dopiero moja mama zażądała punkcji kręgosłupa - sama szukała informacji w internecie - i dopiero te badanie oświeciło lekarzy. Całe szczęście, że brał antybiotyki, które zatrzymały bakterie. Ale i tak przez miesiąc leżał w szpitalu i ciągle była nie pewność czy się nie pogorszy.
Ja na pewno będę szczepić na meningokoki moją Hanie.
Przytulam...
Tyśka
Brak mi słów. Zatkało mnie.
OdpowiedzUsuńŻycie jest strasznie niesprawiedliwe!
Ja pierd... Tego się nie da ogarnąć...
OdpowiedzUsuńStraszna, wręcz niewyobrażalna tragedia... Zawsze jest potwornie ciężko, kiedy odchodzą dzieci, ale taka nagła, niespodziewana śmierć, w takich okolicznościach... Szok, po prostu. Zmroziła mnie ta sprawa, ponieważ odpowiadam nie tylko za swoje dzieci, ale i za moje żłobkowe maluchy. A te, rodzice potrafią przyprowadzać po tym, jak wymiotowały w nocy, twierdząc, że rano było ok! Masz pojęcie? Ciekawa jestem, czy Twój post,l otworzyłby im oczy i uświadomił, że to są naprawdę jeszcze małe dzieci. To, że nie wymiotują od kilku godzin, o niczym nie świadczy, a już na pewno nie o tym, że dzieci są zdrowe. Jak niewiele trzeba, aby nie można już nic zrobić, aby nie można było cofnąć czasu, podjąć innej decyzji...
OdpowiedzUsuńZastanawiam się czy można było tej tragedii uniknąć... Przecież często się zdarza, że zatrzymujemy dziecko dzień, czy dwa w domu, a kiedy jest lepiej- dajemy do przedszkola. Nie każdy może sobie pozwolić, aby po takich incydentach być z dzieckiem w domu tydzień. Przecież to, że dziecko ma po jelitówce słabszy apetyt, to też normalne...
Tak bardzo żal mi rodziców tej dziewczynki... Bardzo, bardzo Im współczuję.
Wam również, bo otarliście się o tę tragedię bezpośrednio...
Jako rodzice musimy być uważni, bo dzieci zdane są na nas... a i tak, nie wszystko da się przewidzieć.
Straszna historia i ogromna strata. Nie wyobrażam sobie ... nawet nie chcę sobie takich rzeczy wyobrażać.
OdpowiedzUsuń(') (') (')
Dawno tak się sie nie spłakałam...
OdpowiedzUsuńbrak mi słów, szok, coś strasznego, niewyobrażalnego!!!
Tak małe dziecko, tak nagle, tak niepotrzebnie, tak tragicznie, tak z niczego...na prawde brak mi słów. Żal mi szalenie tego dziecka, żal mi szalenie rodziców, rodziny... NIEWYOBRAŻALNE :( :( :( :( :(
Czy można coś takiego przeżyć jako rodzic i podnieść się po tym??? NIEWYOBRAŻALNE :(
Ból tych rodziców, milion pytań, analiz, za moment żal i obwinianie się o wszystko i ta straszna tęsknota.. NIEWYOBRAŻALNE :(
Rozumiem Twoj szok, rozumiem Twoje obawy, smutek, niepokój... czytam, piszę, płaczę i kręcę głową...
niewyobrażalne, nie :(
(*) śpij malutki Aniołeczku...