Drogę mieliśmy dobrą bez korków, ale jechało się dosyć długo, bo to ponad 550km. Zawsze żałowałam, że mieszkam tak daleko od gór, bo inaczej byłabym tam o wiele częściej. Nigdy wcześniej nie byłam zimą w górach, Junior też nie, więc to był nasz pierwszy raz ;) I tak jak pisałam ostatnio wyjazd był bardzo udany, to były ferie naszych marzeń :-)
Po drodze w Częstochowie:
Potem zatrzymaliśmy się jeszcze po drodze na obiadek i kierunek Białka :)) Już po drodze jak zbliżaliśmy się w okolice gór padał śnieg i było go wokoło coraz więcej. Im bliźej Białki tym więcej śniegu. Gdy dojechaliśmy na miejsce ukazała nam się przepiękna zimowa kraina. Stwierdziłyśmy z koleżanką, że dla samych tych widoków ośnieżonych gór i stoków narciarskich, żeby to zobaczyć , warto było jechać tyle kilometrów ;)
Po zameldowaniu się w hotelu i szybkim rozpakowaniu poszliśmy na pierwszy spacer. I trafiliśmy na kryte lodowisko. Dzieciaki oczywiście były bardzo chętne, więc weszliśmy.
Nasz hotel:
Okolica:
Lodowisko:
Hotel, który wybrałyśmy był super. Pokoje wygodne, czyste, codzień sprzątane, bardzo dobre jedzenie (mieliśmy noclegi ze śniadaniem w formie bufetu) obsługa bardzo miła. Do dyspozycji basen na poziomie -1 oraz sala zabaw dla dzieci, a na parterze restauracja. Na powitanie pierwszego wieczoru dostałyśmy gratis drinki ;) A w ostatni wieczór skorzystałyśmy z gratisowego masażu relaksacyjnego pleców oraz wykupiłam sobie dodatkowo masaż twarzy i zabieg oczyszczający na twarz. Bardzooo przyjemne to było :)))
Wieczór zakończyliśmy w hotelowym basenie i jacuzzi ;)))
W saunie też przyjemnie było sie wygrzać po całym dniu na dworze na (lekkim) mrozie ;)
Dzieciaki miały też do dyspozycji sale zabaw:
I tam też szalały ;) I tak właściwie spędzaliśmy każdy wieczór. Po szaleństwach na nartach i na śniegu i różnych innych atrakcjach i wycieczkach, wieczorem po powrocie do hotelu basen/jacuzzi. Potem kolacja i dzieciaki szły powariować do sali zabaw, a my mogłyśmy posiedzieć i w spokoju pogadać przy grzańcu lub drinku ;) O 22,0 lub 23,0 wracaliśmy do swoich pokoi, aby się wyspać i nabrać sił na kolejny dzień wrażeń. A tych mieliśmy mnóstwo :) Prawie codziennie spacer na stok Bania i tam narty, sanki lub zjeżdżalnia na oponach itd ;) W pierwszym i drugim dniu Junior miał instruktora- sympatycznego p. Wojtka ;)
Potem już było lepiej. A w ostatnim dniu mieliśmy piękne słońce cały dzień! ;)
A wieczorem to wyglądało tak:
W jeden dzień zrezygnowaliśmy z nart i pojechaliśmy trochę pozwiedzać i przy okazji zajrzeliśmy na Słowację i zrobiliśmy tam zakupy :)
Zwiedziliśmy zamek w Niedzicy:
Piękne miejsce. Bylam tam z mężem równo 10lat temu, ale latem. Zwiedziliśmy wtedy zamek Niedzica i ruiny zamku w Czorsztynie, który jest po drugiej stronie jeziora, które teraz było zamarznięte.
Wnętrza:
Wozownia:
Przewodnik bardzo ciekawie nam opowiadał historię tego zamku i jego kolejnych właścicieli.
Po powrocie do Białki wieczorem zaliczyliśmy jeszcze kulig. Bylo fantastycznie!! Jechaliśmy takimi saniami;
Jechaliśmy przez las z zapalonymi pochodniami, księżyc pięknie świecił, gwiazdy na niebie błyszczały. Śnieg trzeszczał pod saniami, był lekki mrozik. Pan nas zawiózł do miejsca, gdzie było ognisko z kiełbaskami i gorącym grzanym winem na rozgrzewkę ;) Po ognisku powrót. Bylo magicznie :))
Kolejny dzień to "wycieczka" do Zakopanego. Krupówki:
I jedziemy na Gubałówke;
I z powrotem na Krupówki:
Droga powrotna:
Śmiałam się z A. że jesteśmy w Krainie Lodu i czujemy się jak Elsy ;)) Piękne widoki i tereny.
Oprócz wycieczek prawie codziennie były sanki rano lub po południu:
Zdjęć ze stoku jak Synio jeździł na nartach mam mnóstwo, ale wszędzie widać wyraźnie jego twarz, więc nie pokażę.. Radził sobie całkiem nieźle jak na pierwszy raz ;)
Widoczki:
W ostatni dzień w drodze powrotnej pojechaliśmy do Krakowa. Moje ukochane miasto :))) Byłam tam kolejny raz i chyba nigdy mi się nie znudzi! Ma swój niesamowity urok i klimat..
Pogoda w Krakowie prawie wiosenna.. w porównaniu z tym, co widzieliśmy w górach. A to tylko niecałe 100 km szok.
Junior był pierwszy raz w Krakowie i bardzo mu się podobało. Ja byłam tam ostatnio półtora roku temu z siostrą na 3 dni i wspomnienia odżyły...
Na koniec zjedliśmy pyszny obiadek w restauracji Wesele na Rynku głównym i czas było wracać niestety.. Żal nam było wyjeżdżać, ale wszystko co dobre szybko się kończy. Pozostały na szczęście zdjęcia i wspomnienia.
Po powrocie reszta ferii minęła nam błyskawicznie. Niedzielę spędziliśmy w domu we trójkę. Trochę stęskniliśmy się -ja za mężem, a Junior za tatusiem ;) Musieliśmy nadrobić zaległości, odpowiedzieć mu wszystko i nacieszyć się sobą.
W poniedziałek do południa zaprosiłam na kawę I. z córką Oliwią, więc Junior bardzo się ucieszył, bo bardzo lubi O. Zawsze fajnie się razem bawią. A na 15,0 koleżanka P. zaprosiła mnie i Juniora na urodziny jej syna M. Najpierw byliśmy w pizzerii na pizzy, a potem w Family Parku. Było bardzo fajnie i wesoło. Chłopaki szaleli, a my mogłyśmy pogadać.
Wieczorem mąż zawiózł Juniora do babci, cioci i kuzynek na ferie, bo Młody bardzo chciał jechać i umawiał się z dziewczynami, że przyjedzie już od grudnia ;) Wrócił w piątek rano- szwagierka go przywiozła, bo na 14,0 szliśmy do najlepszego kolegi Juniora z przedszkola- Krzysia. Jego mama zaprosiła mnie również na kawę. Byłam u niej drugi raz i naprawdę polubiłam A. To bardzo fajna i inteligentna dziewczyna. Fajnie nam się rozmawiało :)
Piesek Krzysia, którego mój Junior uwielbia ;)
W sobotę rano był u nas Maciek- sąsiad i kumpel Juniora. Chłopcy nie widzieli się całe ferie, więc nie mogli sie nagadać ;) Ja w tygodniu (jak Junior był u kuzynek) byłam u M. -sąsiadki na kawie.
A na 18,0 byliśmy zaproszeni do I i P. Byli też A i S z córkami. Było wino i pyszne ciasto. Zamówiliśmy też pizzę. Było bardzo fajnie, spotkanie z przyjaciółmi :) Za to w niedzielę odpoczywaliśmy cały dzień. Byliśmy tylko po kościele na cmentarzu, przypadały akurat urodziny mojej siostry. I po obiedzie w kawiarni na deserku :))
I tak zakończyły się nasze ferie. Od poniedziałku Junior wrócił do przedszkola i wszystko kręci się od nowa..nasza codzienność. A od dziś mamy marzec szok jak ten czas szybko leci! Za chwilę zacznie się wiosna (za 20dni) choć narazie zima nie odpuszcza i mamy mrozy straszne! To w górach nawet nie było tak zimno jak byliśmy ;) Zima w pełni chociaż niestety bez śniegu.. Dziś rano było -14st. A w dzień- 8. Na szczęście słońce świeci codziennie przez cały dzień. A od niedzieli zapowiadają ocieplenie i koniec tej Arktyki! Hurra :)







































































































































Inesko, cuuuuudowne ferie!!!!!
OdpowiedzUsuńWidoki zapierają dech, a już te oblane słońcem wprost bajeczne. Swojego czasu na każde ferie wyjeżdzaliśmy z Tomkiem i Zuzą, potem i z małym Tymonkiem do Czech w góry i zawsze było tam właśnie tak pięknie, śnieżnie, lekki mróz i to bajeczne słońce - widoki niesamowite :)
Atrakcji nie brakowało Wam widzę. Aktywnie i pysznie spędzony czas, super.
Kraków pokazałaś bardzo pięknie, choć osobiście nie przepadam za tym miastem - przez kilka lat bywałam w nim tylko służbowo w centrali Firmy w której pracowałam, stąd pewnie też mało sentymentalnie wspominam to miejsce, ale i samo Stare Miasto mnie lekko rozczarowało jak i hejnał którego wbrew pozorom nie słychać na nim, kiedy w wolnej chwili między jednym meetingiem, a drugim szkoleniem wyrywaliśmy się posłuchać i zwiedzić.
A te wszystkie pyszności to burczenie w brzuchu u mnie wywołały ;)
Mrozy u nas podobne, choć śnieżek jest, ale mogłoby być go więcej przy takiej temperaturze, ze względu na rośliny. Nie mniej jednak, jest pięknie :)
ściskam Inesko, super ferie.
Wspaniałe mieliście ferie! Widać, że spędziliście je aktywnie, wykorzystując ten czas jak należy! I bardzo dużo zobaczyliście. Tyle wspomnień, moich też, odżyło. W Częstochowie byłam dwa razy, na długo przed ślubem... Może z dziewczynami też warto byłoby pojechać... Kraków z kolei też bardzo lubię, ale za każdym razem jesteśmy tam zaledwie parę godzin, myślę, że kiedyś po prostu muszę tam pojechać chociaż na 2-3dni.
OdpowiedzUsuńZimą w górach byłam tylko raz, to byly właśnie pierwsze ferie Elizy w szkole. Lila idzie od września do zerówki, może czas kontynuować tradycję. Tak właśnie sobie myślę, że to dobry plan. My mieliśmy wtedy sporo słońca, i było mnóstwo śniegu. W niektórych miejscach śniegu było więcej, niż mierzyła Eliza :) I piękny to był czas, też aktywny, z dobrym jedzeniem, z aktywnością...
Też żałuję, że tak daleko mam w góry. Do Karpacza to jeszcze jeszcze, ale mnie jednak niezmiennie ciągnie i będzie ciągnąć w Tatry :)
Cieszę się, że taki dobry czas mieliście. Teraz już tylko do wiosny i będzie pięknie!
Witam serdecznie. Może zainteresuje cię treść mojego nowo bloga https://anty-chemiczni.blogspot.com/, którą jest naturalne życie, zdrowe jedzenie, niekonwencjonalne leczenie itp. Zmiana myślenia i przyzwyczajeń zapewne poprawi kondycję życia naszą i naszych pociech.
OdpowiedzUsuńZapraszam do odwiedzin.
Polecam i pozdrawiam :)
Wow, cudowne mieliscie ferie!!! Strasznie zazdroszcze (ale tak pozytywnie)!!!
OdpowiedzUsuńNie ma bata, urzadzanie domu nie ucieknie, a ja musze sie w tym roku choc raz wybrac na narty i koniec! Strasznego smaka mi narobilas! ;)
O moje terenu 😉 ciesze się ze sie Wam udał wypadzik i pogoda dopisała mogliście odpocząć i naładować akumulatory.
OdpowiedzUsuńWspaniale ferie!! Tyle atrakcji, pasujaca pogoda, towarzystwo!!! Warto sie wybrac w taka podroz!!!
OdpowiedzUsuńAle atrakcji! I takie piękne widoki.
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia - wspaniała pamiątka.
OdpowiedzUsuń